Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galiński. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 czerwca 2021

"Komórki się pani pomyliły" — kontynuacja

Tytuł:          Komórki się pani pomyliły
Autor:          Jacek Galiński           
Wydawnictwo:    Wydawnictwo W.A.B.       
Rok 1. wydania: 2019                     

Druga przygoda upiornej staruszki. Sądzę, że można czytać te książki nie po kolei, ale lepiej trzymać się chronologii. Każda powieść to zamknięta historia, jednak w tle przewijają się szczegóły, które znajdują swoje rozwinięcie w następnej części. Ot, zaginiony mąż dostaje więcej miejsca, syn okazuje się nie takim znowu nieudacznikiem... Obstawiam, że dalej trafią na warsztat wątki przejęcia kamienicy przy Miedzianej.

Bohaterka nic się nie zmieniła — nadal z ogromnym talentem tłumaczy wszystkie swoje wady i udaje, że to zalety. Nadal nie przepuszcza okazji do darmowej wyżerki. Nadal bezmyślnie pakuje się w różne kłopoty. Jej zdolność do niezauważania konsekwencji własnych czynów prawie zasługuje na podziw. Potrafi coś podpalić i właściwie oczekiwać na przeprosiny, że tak łatwo się zajęło. Nadal ma o wiele więcej szczęścia niż rozumu.

Jej perypetie wydają mi się jeszcze bardziej zwariowane. Jakby się Autor razem ze staruszką rozkręcał. Podjęcie pracy w szemranej firmie, jeżdżenie skradzioną hulajnogą, pakowanie się do domu syna przez okno, skoro nie otworzył drzwi, przebieranie się w nieodpowiednie ciuchy...

W jej szaleństwach jakby giną zwłoki i kryminalność powieści. Bo czy można traktować poważnie trupa, jeśli dwie zwariowane baby włamują się do kostnicy, żeby go obejrzeć? Tym bardziej, że i metoda wtargnięcia dziwna i raczej nie powinna być skuteczna.

Na plus cięte komentarze na temat współczesności. Jak na przykład stwierdzenie, że ZUS jest najlepszym dietetykiem na świecie.

Czyta się na ogół lekko i przyjemnie, ale momentami musiałam przerywać lekturę, bo stężenie idiotyzmów robiło się zbyt wysokie. Na swój sposób fabuła kojarzy się z czeskim filmem.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

czwartek, 9 stycznia 2020

"Kółko się pani urwało" — męcząca bohaterka

Tytuł:          Kółko się pani urwało
Autor:          Jacek Galiński       
Wydawnictwo:    Wydawnictwo W.A.B.   
Rok 1. wydania: 2019                 

Według napisu na okładce — komedia kryminalna. Może i tak, chociaż z zastrzeżeniami. Zwraca uwagę bohaterka. To nie panna Marple, raczej jej przeciwieństwo. Jest głupia jak sznurówka prawego buta (acz z wymyślaniem usprawiedliwień dla swoich niecnych postępków radzi sobie nadspodziewanie dobrze), skrajnie egocentryczna, kapryśna jak primabalerina, wścibska... Dostrzegam w niej również zaletę — jest twarda.

Ale przede wszystkim męcząca. Najbardziej dla otoczenia, jednak także dla czytelnika. Pierwszoosobowa narracja pogłębia ten problem — bardzo źle patrzyło mi się na świat oczyma tego babsztyla. Zwłaszcza że nie trawię głupich bohaterów. Skoro się idiota wrąbał w problemy, nie pytając mnie o radę, to niech się beze mnie wyplątuje. A Zofia Wilkońska jest bliska bicia rekordów w tej dziedzinie. Niektórych może bawić, innych raczej wkurzać.

Fabuła nawet ciekawa. Zaczyna się od włamania do mieszkania protagonistki, wkrótce potem pojawia się trup, akcja ładnie się rozwija. Zakończenie pozostawia jednak kilka pytań bez odpowiedzi. I odnoszę wrażenie, że wątek bezdomnego nie został ani porządnie domknięty, ani w pełni wykorzystany.

Niekiedy wydawało mi się, że książka jest niespójna w szczegółach. Na przykład Mała Stopa najpierw wspomina, że ma kota i psa, a potem w jego mieszkaniu nie widać ani śladu tych zwierząt. Ani zapasów żarcia dla nich. Jakby powstały tylko na użytek dowcipów w dialogu, a potem Autor o nich zapomniał. Chyba że to dwaj różni pomagierzy adwokata.

Na plus celne i kąśliwe komentarze na temat naszej rzeczywistości — państwowej służby zdrowia, policji, akcji marketingowych... To już zdecydowanie element komediowy, bo i lepiej się z tego śmiać niż płakać.

Nie zapamiętałam żadnych wpadek językowych.