Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balzac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balzac. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2016

"Ojciec Goriot" — nieprzyjemny Paryż

Tytuł:           Ojciec Goriot   
Tytuł oryginału: Le pére Goriot  
Autor:           Honoré de Balzac
Wydawnictwo:     E-book          
Rok 1. wydania:  1835            


Powieść uważana za najważniejsze dzieło Balzaca, znacząca część cyklu "Komedia ludzka". To właśnie w "Ojcu" po raz pierwszy pojawiają się postaci, które jeszcze będą się przewijać po kartach innych książek. Jeśli ktoś polubił mieszkańców Maison Vaucuer, nie musi się z nimi rozstawać.

Głównym, chociaż nie tytułowym bohaterem, jest Eugeniusz Rastignac. Student prawa, czyżby Autor przemycił wątki autobiograficzne?

Przez znaczną część powieści irytowało mnie obserwowanie, jak Rastignac popełnia jedną głupotę za drugą. Pod tym względem tragedie antyczne bardziej mi się podobały — bogowie decydowali o wszystkim, biedny człowiek nie miał nic do gadania, odbiorca nie musiał się stresować, patrząc, jak ktoś, komu powinien kibicować, komplikuje sobie życie.
zwłaszcza wśród przedstawicielek płci przeciwnej,
zwłaszcza wśród przedstawicielek płci przeciwnej,

Dość długo tekst wydał mi się dość nudny, dopiero gdzieś w połowie zaczął wciągać, z opisów licznych zaangażowanych postaci (i nie tylko — pensjonatowi, w którym mieszka większość bohaterów, też nieźle się oberwało) coś się zaczęło wyłaniać. Od tego momentu czytało się znacznie przyjemniej.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Balzac nie miał najlepszej opinii o Paryżu. A może o ludziach w ogóle. Paryżanki... hmmm nie zostały ukazane w świetle, które wydobywałoby ich słynną urodę. I nie mam tu na myśli wieku balzakowskiego, lecz charaktery, przeważnie paskudne.

Irytowała mnie nieznajomość systemu pieniężnego przyjętego w ówczesnej Francji — liwry, sou, chyba nawet franki... Niewiele mi te nazwy mówiły, a że właściwie wszyscy bohaterowie cierpieli jakąś odmianę biedy, to pieniądzom Autor poświęcił wiele miejsca.

sobota, 12 września 2015

"Jaszczur" — pół książki narzekań

Tytuł:           Jaszczur          
Tytuł oryginału: La peau de chagrin
Autor:           Honoré de Balzac  
Wydawnictwo:     Zielona Sowa      
Rok 1. wydania:  1831              

Jedna z pierwszych powieści Balzaca, pisana w latach 1830-1831. Początkowo, w pierwszej połowie 1831 roku, ukazywała się we fragmentach, w różnych czasopismach. W całości wyszła niewiele miesięcy (ależ wtedy mieli krótkie cykle wydawnicze!) później, w sierpniu, jako część serii "Powieści i baśnie filozoficzne".

Książka mnie nie wciągnęła. To znaczy, początek nawet zainteresował, nie spodziewałam się po Balzacu fantastyki, a tu zawiązanie akcji, z baśniowym elementem, mnie przyjemnie zaskoczyło. Nadprzyrodzony wątek bardzo ciekawie pomyślany.

Ale zaraz po tym interesującym wstępie, bohater zaczyna biadolić, jaki był i jest nieszczęśliwy. I robi to przez pół powieści. Nie wyobrażam sobie, jak można coś takiego czytać z zaciekawieniem.

Język bogaty, barwny — tłumacz (Boy-Żeleński) robił, co mógł. Pod tym względem lektura bardzo przyjemna.

Mogą się również spodobać opisy życia (i balowania, nie zapominajmy o ucztowaniu) w dziewiętnastowiecznej Francji. Książka skłania do refleksji, aż się pchają pytania, co człowiek zrobiłby w sytuacji protagonisty. Tylko te sto stron (w moim wydaniu mniej więcej tyle) marudzenia...