Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genetyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 kwietnia 2022

"Tak samo inni" — o rasizmie

Tytuł:           Tak samo inni             
Tytuł oryginału: How to Argue with a Racist
Autor:           Adam Rutherford           
Wydawnictwo:     Prószyński i S-ka         
Rok 1. wydania:  2020                      

Podtytuł "Dlaczego rasizm jest bez sensu" nie tylko wyjaśnia, o czym jest książka. To także jej streszczenie i kilkadziesiąt procent treści — przez cały czas genetyk wyjaśnia, że jego nauka nijak nie przystaje do rasistowskich tez. Przynajmniej współcześnie, bo kiedyś bywało różnie.

Zastanawiam się, co sądzić o tłumaczeniu tytułu. Widać, że znaczenie całkiem inne niż w oryginale. Fajnie byłoby uznać, że to świetnie, bo u nas ten problem nie istnieje i nie ma z kim dyskutować. Ale nacjonaliści czy inni neonaziści mają się nieźle i zdarza im się głosić rasistowskie hasła, czyli polska rzeczywistość skrzeczy, zamiast wyglądać różowo.

Niby w pełni zgadzam się z przesłaniem, ale książka jakoś mnie nie porwała. Może zabrakło ożywczo nowych argumentów, a może te stare zostały podane w mało apetyczny sposób. Tak, jasne, że wszyscy wywodzimy się z Afryki i głupio uważać, że jest inaczej. Tak, ludzie, którzy tam zostali, są bardziej zróżnicowani genetycznie niż reszta świata, więc śmiesznie wrzucać ich wszystkich do worka z napisem "czarni", a potem wnikliwie segregować resztki. I tak dalej...

Chyba nie powinnam się spodziewać szokujących odkryć po książce o takim tytule, ale raczej bezbarwna zawartość trochę mnie rozczarowała. Aha, i nie przemawia do mnie kawałek o czarnoskórych biegaczach. Cały świat ciężko trenuje, więc fakt, że w sprintach i maratonach prawie zawsze wygrywają właśnie oni, przypisywałabym mimo wszystko genom. Ale nie znam się, więc pozostanie to moim prywatnym przekonaniem, dopóki nie napotkam lepszych argumentów.

Na końcu zamieszczono kilka stron bibliografii, notkę o Autorze oraz indeks.

Nie rzuciły mi się w oczy usterki językowe.

wtorek, 29 czerwca 2021

"Opowieść przodka" — o ewolucji

Tytuł:           Opowieść przodka         
Tytuł oryginału: The Ancestor's Tale      
Autor:           Richard Dawkins, Yan Wong
Wydawnictwo:     Wydawnictwo W.A.B.       
Rok 1. wydania:  2004                     

Podtytuł — "Pielgrzymka do początków życia" nieźle oddaje treść. Grube tomiszcze, ale ciekawie napisane. Przede wszystkim niejako na odwrót, pod prąd chronologii. Zaczynamy od współczesności i wędrujemy wstecz, spotykając coraz starsze grupy, od których niegdyś odgałęzili się nasi przodkowie: kromanionczyka, innych hominidów, szympansy, goryle... Coraz dalej w głąb czasu, geologii i życia.

Słowo "Pielgrzymka" nie pada w podtytule przypadkowo. W książce pełno jest nawiązań do "Opowieści kanterberyjskich". Tam pielgrzymi wędrują do świątyni i każdy opowiada jakąś historię. Tu przesuwamy się do początków życia, a wielu przedstawicieli napotkanych grup przedstawia swoje historyjki — omówienie jakiegoś zagadnienia związanego z ewolucją (niekiedy bardzo luźno — na przykład sekwoja "opowiada" o dendrochronologii i innych metodach datowania).

Wszystkich spotkań-rozdziałów jest 40. Typowe zaczyna się od fraktalnego wykresu, na którym widać, jak odległe pokrewieństwo łączy nas z napotkanymi kuzynami. Zazwyczaj następuje opowieść któregoś z dołączających do pielgrzymki gatunków. Niekiedy kilka opowieści różnych istot. Zdarza się, że z dłuższej opowieści wydzielony zostaje prolog.i/lub epilog.

Wiele można się z książki dowiedzieć. Nie tylko i niekoniecznie z opowieści (czasami całkiem nieźle znałam omawiane zagadnienia), również z tła — o egzotycznych gatunkach zwierząt i ich niespotykanych właściwościach. Albo o nazewnictwie. Nigdy nie podejrzewałam, że chyba każda wyobrażalna grupa zwierząt ma swoją nazwę — pierwouste, zauropsydy, acoelomorpha...

Dawkins od dawna cieszy się sławą niezłego popularyzatora. Porusza różne problemy, ale zawsze robi to przystępnie, ciekawie, z pasją. Czasami widać, że ten stary ateista wierzy w życie, że ewolucja budzi w Autorze uczucia zbliżone do religijnych.

Dlaczego wspominam tylko tego autora, chociaż jest ich dwóch? Bo w książce czuć tylko jednego. Raz, że nie znam prac Wonga. Dwa, że w tekście pełno nawiązań w stylu: o tym problemie pisałem w "Samolubnym genie", a tamtemu poświęciłem rozdział w "Rozszerzonym fenotypie". Współautor jakby przepadł.

Książka oprócz wstępów, podziękowań, podsumowań, źródeł ilustracji itp. zawiera również polecane lektury, bibliografię (ponad dwadzieścia stron) oraz indeks. Zdobią ją dwa rodzaje ilustracji — piękne, kolorowe (głownie zdjęcia) na czterech wkładkach i od czasu do czasu czarno-białe rysunki czy wykresy.

Nie zauważyłam wpadek językowych. Ale tak naprawdę, to nie wyłapałabym literówek w łacińskich nazwach, nawet gdyby mnie kopnęły.

czwartek, 20 lutego 2020

"Język genów" — podstarzale

Tytuł:           Język genów             
Tytuł oryginału: Dealing with Genes       
Autor:           Paul Berg, Maxine Singer
Wydawnictwo:     Prószyński i S-ka       
Rok 1. wydania:  1993                    

Podtytuł "Poznawanie zasad dziedziczenia". Książka ma już swoje lata (chociaż po polskim wydaniu nie widać wszystkich). Daje się to poznać po treści: projekt poznania ludzkiego genomu jeszcze nie ukończony, czasem coś innego wyskoczy. Odnosiłam wrażenie, że napisana została dla mniej zorientowanego w temacie odbiorcy. Nie zmienia to jednak faktu, że Autorzy zawarli sporo pożytecznych informacji.

Tekst podzielony na dwanaście dość krótkich (przeciętnie po 20 stron) rozdziałów, te z kolei na całkiem krótkie podrozdziały. Uszeregowane tematycznie (ale po części również chronologicznie, od badań Mendla do nowszych odkryć), w raczej logiczny sposób.

Nieprzyjemnie zaskoczyło mnie zdanie z pierwszej strony: "Naukowcy i ekonomiści widzą w nowej genetyce szansę [...] na przywrócenie dominacji amerykańskiej nauki w świecie". Serio, wszyscy, łącznie z chińskimi, rosyjskimi i europejskimi tak niecierpliwie upatrują tej szansy? Uważam, że celem naukowców nie powinno być uzyskanie dominacji jakiegoś kraju, choćby i najukochańszego, a rozwój nauki — ułatwianie ludziom życia, przedłużanie go, wymazywanie białych plam, poznawanie świata...

Warto wspomnieć o ilustracjach. Rysunki duże, przejrzyste, czytelne. Czarno-białe, ale z dodatkowym kolorem — ni to czerwonym, ni to brązowym. Bardzo się przydaje, kiedy trzeba pokazać, że ten kawałek DNA pochodzi z jednego organizmu, a tamten z drugiego. Do tego w pełni kolorowa wkładka ze zdjęciami. Podpisy raczej skrótowe, ale pewnie nie można mieć wszystkiego.

Książka zawiera chyba wszystko, co można było wcisnąć do popularnonaukowego dziełka: słowo wstępne, przedmowę, posłowie, słowniczek, literaturę uzupełniającą, indeks, źródła ilustracji oraz notki o autorach.

Szerokie marginesy, na jedną trzecią strony. Szkoda drzew. Te gatunki też długo ewoluowały, głupio je tak niszczyć dla kaprysu.

Język — jak często w tekstach biologicznych — mocno przesiąknięty żargonem. Mam wrażenie, że inne nauki nie używają aż tylu obco brzmiących wyrażeń, co biologia. I w tej książce roi się od rozmaitych denaturacji, enzymów restrykcyjnych i innych transkrypcji. Nie znalazłam za to wpadek.