Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dołęga-Mostowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dołęga-Mostowicz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 sierpnia 2021

"Znachor" — odwrotność "Dyzmy"

Tytuł:          Znachor                          
Autor:          Tadeusz Dołęga-Mostowicz         
Wydawnictwo:    Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Rok 1. wydania: 1937                             

W pewnym sensie powieść stanowi odwrotność "Kariery Nikodema Dyzmy" — na skutek splotu różnych wydarzeń bohater (profesor medycyny) doznaje amnezji i egzystuje na wsi jako parobek u młynarza. Ale coś tam z poprzednich umiejętności mu zostało, bo przy pierwszej okazji zaczyna leczyć wszystkich chętnych. I idzie mu świetnie, jak na sławnego w całym kraju lekarza przystało.

Okazuje się, że trudniej profesorowi udawać parobka niż fordanserowi ekonomistę. Nie żeby protagoniście brakowało siły czy chęci do roboty. Problemy zaczynają się, gdy lekarz z pobliskiego miasteczka, z zazdrości o pacjentów, przy pierwszej nadarzającej się okazji postanawia oskarżyć "znachora" o nielegalną praktykę medyczną.

Nieco irytowały mnie zbiegi okoliczności, na przykład — że ojciec i córka, po długiej tułaczce, zupełnym przypadkiem zamieszkują niedaleko siebie. Albo że absolutnie każdy mężczyzna w okolicy zakochuje się w tej samej dziewczynie. Może być ładna, może być seksowna, ale przecież nie w typie każdego.

Nie rozumiem także żony protagonisty. OK, mogło jej się poprzewracać w głowie i zapragnęła uciec z jakimś ślicznym młodzieńcem. Bywa. Ale jaka matka skazałaby własne dziecko na nędzę tylko dlatego, że zakochała się w kimś innym? Przecież w domu ojca dziewczynce nie brakowałoby niczego, a i wykształcenie zdobyłaby mimochodem, jako coś absolutnie normalnego w tym środowisku.

Moje wydanie ozdobiono ilustracjami — kadrami z ekranizacji książki. I to mi przeszkadzało. Wolałabym wyobrazić sobie bohaterów samodzielnie, a nie co parę stron patrzeć, kogo w danej roli obsadził reżyser. Tym bardziej, że książkowa Marysia była blondynką, a tu na zdjęciach jakaś ciemnowłosa panna.

W książce trafiają się literówki. Brakuje również wielu przecinków, ale składam to na karb zmian w regułach interpunkcyjnych.

piątek, 10 listopada 2017

"Kariera Nikodema Dyzmy" — nadal aktualna

Tytuł:          Kariera Nikodema Dyzmy  
Autor:          Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Wydawnictwo:    Wydawnictwo Łódzkie     
Rok 1. wydania: 1932                    

Powieść, której już bliżej do setnych urodzin niż dalej, a jednak ciągle boleśnie aktualna. Nadal kariera polityczna nie wymaga jakiejkolwiek wiedzy, nadal wystarczy odpowiednią osobę obsobaczyć, aby zyskać poklask, nadal chamstwo bywa mylone z siłą... Jedyni ludzie, którzy widzą, że szanowny pan administrator jest nagi, to dziecko i wariat.

A może nawet sytuacja się pogarsza? Dyzmie instynkt kazał trzymać się cwanego Krzepickiego, podawać jego pomysły jako swoje, obecni politycy takiej potrzeby nie odczuwają, tak uwierzyli we własną wielkość, fachowość i nieomylność. A i rozsądne milczenie trudniej im zachować, szczególnie nad talerzem z ośmiorniczkami. Prezydent nie sadzący błędów ortograficznych i minister spraw zagranicznych jako tako znający geografię powolutku przechodzą do kategorii marzeń.

Każdy w Nikodemie widzi tego człowieka, którego zobaczyć pragnie — przyjaciela decydentów, męża stanu, dowcipnisia o specyficznym poczuciu humoru, absolwenta Oxfordu, ekonomistę, fachmana od brudnej roboty, mistrza loży masońskiej, czułego kochanka... A Dyzma po prostu niczemu nie zaprzecza.

Fabułę prawie każdy kojarzy — jeśli nie z książki, to z filmu lub serialu. Od pucybuta do milionera w wersji polskiej.

Bohaterowie zróżnicowani — od szemranego półświatka do arystokracji. A i to żadna z tych grup nie stanowi monolitu, trafiają się postacie wyjątkowo barwne — hrabia Żorż Ponimirski, zarabiająca na ulicy Mańka czy wesołek Ulanicki.

Język bogaty, bardzo ładnie zdywersyfikowane wypowiedzi poszczególnych bohaterów. Szczególnie prostackie zdania Dyzmy i uduchowione frazy Nineczki ładnie kontrastują. Zdarzają się literówki czy powtórzenia, ale naprawdę sporadycznie.