Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roth. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 stycznia 2022

"Spętani przeznaczeniem" — space opera

Tytuł:           Spętani przeznaczeniem
Tytuł oryginału: The Fates Divide      
Autor:           Veronica Roth         
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Jaguar    
Rok 1. wydania:  2018                  

Czułam się, jakbym oglądała operę mydlaną, tylko w sztafażu kosmicznym i to od połowy serialu. Mnóstwo postaci, narracja (czasami pierwszoosobowa, czasami trzecioosobowa) co rozdział skacze do jednego z wielu głównych bohaterów. Ci ludzie połączeni są całą siecią zależności, uczuć, pokrewieństw... Kochają się, nienawidzą, zwalczają, rywalizują, torturują, manipulują, dbają o siebie. Czasem nawet okazuje się, że z genami to niezupełnie tak, jak wszyscy dotąd myśleli. Dużo miejsca poświęcono ubiorom i egzotycznym roślinom (na ogół niebezpiecznym, nawet jeśli pożytecznym). Wypisz, wymaluj — film południowoamerykański.

Te emocje i problemy międzyludzkie grają pierwsze skrzypce. Owszem, główni bohaterowie odznaczają się różnymi "darami". Ktoś potrafi uspokoić innych, ktoś sprawić ból dotykiem, ktoś narzucić otoczeniu własną wolę (aż do samookaleczeń włącznie)... Ale te elementy fantastyczne wydają się zepchnięte na dalszy plan. Jakby zostały wyjaśnione w tych odcinkach, których akurat nie obejrzałam, a teraz wystarczy się do nich odwołać. Trochę wyglądają jak magia w fantasy służąca wyłącznie do tego, żeby armie mogły naparzać się bardziej widowiskowo.

Zdaje się, że przeczytałam drugi tom cyklu, ale skoro tej informacji nie ma nigdzie na okładce, to oczekuję, że historia będzie stanowić samodzielną powieść, a nie tylko kontynuację procesów zapoczątkowanych wcześniej.

Jeszcze słabiej wypada element "space". Niby są różne planety, ale nie widać dzielącej je przestrzeni. Podróże między nimi są błyskawiczne — tydzień to aż nadto, żeby dotrzeć do wroga i zdążyć coś zdziałać. Komunikacja jest natychmiastowa. Autorka w ogóle nie poświęca miejsca tym problemom. Tak, jakby postacie mieszkały na jednej planecie i w razie potrzeby mogły wsiąść do samochodu i pojechać, dokąd mają ochotę. Inny kontynent to dłuższa wyprawa, ale nic straszliwie skomplikowanego. Być może Roth sama ze sobą nie ustaliła, na jakiej przestrzeni rozgrywa się akcja — niekiedy mowa o Układzie Słonecznym (dużymi literami, więc jakby naszym), a niekiedy o całej galaktyce.

Gubiłam się w licznych bohaterach; nadal nie jestem pewna, po której stronie była Cyra, a po której Cisi. Asta i Akosa jakoś odróżniałam. Do tego mnóstwo nazw własnych — planety, imiona, narody, miasta, rośliny... Nawet jednostki czasu i odległości są obce. Po co określać coś analogicznego do lat mianem "pór"? Czy to taka proteza elementu fantastycznego?

Pod względem językowym też niektóre rzeczy mnie irytowały. Celownik od nazwy "Pitha" nie powinien brzmieć "Pitsze". Węgliki to rodzaj substancji chemicznych, a nie węgielki...

poniedziałek, 21 października 2019

"Pogoda i klimat" — niemieckie

Tytuł:           Pogoda i klimat     
Tytuł oryginału: Wetterkunde für alle
Autor:           Günter D. Roth      
Wydawnictwo:     Świat Książki       
Rok 1. wydania:  1995                

Książka pierwotnie wydana w Niemczech i to widać. OK, tłumacz zadbał o podanie paru szczegółów (jak na przykład polskie rekordy meteorologiczne), ale to nie wystarczy. Autor bez przerwy odnosi się do Niemiec, podaje niemieckie przykłady... A mnie informacja, że któregoś roku panowała susza tak straszna, aż można było przejść Wezerę w bród, nic nie mówi — w życiu tej rzeki nie widziałam, może jest wielkości Wisły, a może Neru. Na niektórych mapkach Europy Polski nie widać. W wielu miejscach mowa o wietrze fenowym, ale rzadko kiedy o halnym (nawet do indeksu się nie załapał). Czy nasi meteorologowie nie potrafią pisać, że musimy polegać na tłumaczeniach?

Inna sprawa to czas powstania tekstu. Moje wydanie ujrzało świat w 2000 roku. Ale. Większość przykładowych mapek pochodzi z lat sześćdziesiątych, niektóre nawet z 1947. OK, to tylko przykłady, były dobre kilkadziesiąt lat wcześniej, więc i teraz mogą posłużyć. Ale sposoby przekazywania danych między niemieckimi stacjami meteorologicznymi? Serio dalekopisem? Pod koniec XX wieku to już ja wysyłałam maile, a co dopiero poważne instytucje w rozwiniętym gospodarczo kraju. No, odnoszę wrażenie, że Roth przekopiował spore  fragmenty wcześniejszych wersji książki (a wydał coś podobnego w 1978).

Od początku Autor używa zwrotów typu "sytuacja pogodowa zachodnia". Być może są rozpowszechnione w Niemczech, u nas się wcześniej z takim określeniem nie zetknęłam. A różne "sytuacje" definiowane i omawiane są dopiero w drugiej połowie książki.

W ogóle jakoś nie mogłam złapać kontaktu z treścią. Proste rzeczy, o których już wcześniej wiedziałam, omawiane są wielokrotnie (ciepłe powietrze płynie do góry) i szczegółowo, bardziej skomplikowane — po łebkach i nieprzystępnym językiem. Ja tak tłumaczę, kiedy sama nie bardzo wiem, o co chodzi.

Ale coś tam z książki można wyciągnąć. Są fizyczne wytłumaczenia wielu zjawisk, różne zestawienia i ciekawostki.

Duży plus za ilustracje. Pełno barwnych fotografii, mapek, rysunków... Wręcz trudno znaleźć kartkę bez obrazka. Do tego na końcu znajduje się leksykon terminów meteorologicznych, zalecana literatura (skromna, tylko 10 pozycji, ale za to po polsku) oraz indeks.

Język pełen żargonu, niektóre zdania brzmiały wręcz kanciasto. Sporo powtórzeń, czasami pewnie bardzo trudnych do ominięcia. Ale błędne użycie "nań" to już przesada.