Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ward. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ward. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2017

"Sekret Alchemika" — młodzieżówka na bakier z realiami

Tytuł:           Sekret Alchemika       
Tytuł oryginału: The Secret of Alchemist
Tom:             I                      
Autor:           John Ward              
Wydawnictwo:     Świat Książki          
Rok 1. wydania:  2003                   

Niedługa powieść o dwojgu piętnastolatków, którzy podróżują po całej Europie, próbując wykaraskać się z kłopotów. Co ciekawe, w kabałę wpakował ich raczej nieodpowiedzialny ojciec dziewczyny. No i moje zawieszenie niewiary zaczęło zgrzytać już na samym początku. Kto, u licha, wysyła piętnastolatka za granicę bez opieki żadnego dorosłego? Już mniejsza o to, że problemy finansowe wydają się nie dotyczyć bohaterów. Pewnie dostali bardzo duże kieszonkowe i mogą je spokojnie przepuszczać na bilety, posiłki w restauracjach i tym podobne. A przy okazji, czy dzieci w tym wieku piją kawę? Rodzinom te młodzieżowe wojaże nic a nic nie przeszkadzają.

Za to tytułowy sekret interesująco rozegrany. Tu Autor miał dobry pomysł. Bo w wielu momentach odnoszę wrażenie, że obowiązkowe zwroty akcji wypełniał magią. Rozumiem, że to książka dla nastolatków, ale wydaje mi się, że to jeszcze nie powód, żeby czary wyskakiwały ni stąd, ni zowąd. Niektóre zachowania bohaterów (szczególnie dorosłych) też wydają mi się nielogiczne i wprowadzone tylko po to, żeby popchnąć fabułę. Mój "ulubiony" wybryk to ojciec dziewczyny, który podpadł głównemu złemu, więc uciekł i schował się we własnym domu. Ale dla bezpieczeństwa nie odbiera telefonów.

Na plus to, że powieść jest zamknięta. Wprawdzie to tylko pierwsza część trylogii, ale jakiś etap przygód się zakończył. Nie lubię, kiedy autor pozostawia mnóstwo pootwieranych wątków, żeby zachęcić odbiorcę do kupna następnych tomów.

Jak to w książce dla młodych ludzi — postacie raczej czarno-białe. Zafrapował mnie pewien dżentelmen interesujący się antykami i pomagający dzieciakom — Langton. Ciekawa jestem, czy podobieństwo do Langdona występującego u Dana Browna jest przypadkowe.

Świat niewymagający wysilonej kreacji, bo nasz własny, Europa z dwudziestego pierwszego wieku, od czasu do czasu sztukowana magiczną wstawką.

Czytało się dość szybko. Czasami z zainteresowaniem przewracałam kartki, czasami z irytacją przewracałam oczami.

Język w miarę poprawny. Słownictwo raczej z tych prostych, ale nie wymagajmy cudów od powieści dla nastolatków. Tekst urozmaicają cytaty z "Boskiej komedii" (oryginał plus tłumaczenie).

poniedziałek, 20 marca 2017

"Hipoteza Medei" — interesująca teza

Tytuł:           Hipoteza Medei      
Tytuł oryginału: The Medea Hypothesis
Autor:           Peter Ward          
Wydawnictwo:     Prószyński i S-ka   
Rok 1. wydania:  2009                

Podtytuł — "Czy życie na Ziemi zmierza do samounicestwienia?" — zdradza, o czym opowiada książka. Z hipotezą Gai (a przynajmniej z którymś jej wariantem) prawie każdy się zetknął. A Medea... No cóż, nie była wzorową matką. Zabiła synów, żeby zrobić na złość ich ojcu. Facet popełnił niewybaczalny błąd, planując ślub z młodszą kobietą...

Autor już na początku stawia hipotezę sprzeczną z hipotezą Gai — życie nie dba o macierzystą planetę, w swej żarłocznej krótkowzroczności raczej czyni ją niezdatną do podtrzymywania życia. A potem Ward przytacza argumenty na poparcie tezy.

Na początku byłam sceptyczna, ale nie widzę luki w wywodach. I nie chodzi tu tylko o destrukcyjny wpływ Homo sapiens na środowisko. Bardzo trudno ustalić sprawcę po milionach lat, ale być może do niektórych wielkich wymierań przyczyniła się biosfera. Nie da się ukryć, że rośliny dość szybko zatruły powietrze toksycznym tlenem...

Później przyszły różne inne epizody — a to Ziemia-śnieżka, a to upalne piekło... Życie zmienia bardzo wiele na planecie, wpływa na przepływy różnych pierwiastków. Nasze przyczyniło się do uwięzienia węgla w skałach osadowych. A to za sto lub nieco więcej milionów lat może je zabić.

Język klarowny. Ward nie ucieka przed specjalistycznymi terminami (trudno, żeby paleontolog nie używał nazw epok geologicznych), ale i nimi nie epatuje bez potrzeby. Książkę ilustruje garść wykresów.