Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gerritsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gerritsen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lipca 2022

"Kształt nocy" — mieszanka gatunków

Tytuł:           Kształt nocy      
Tytuł oryginału: The Shape of Night
Autor:           Tess Gerritsen    
Wydawnictwo:     Albatros          
Rok 1. wydania:  2019              

Ni to romans, ni to kryminał, ni to fantastyka, ni to powieść gotycka, ni to obyczajówka... Bohaterka siedzi w wynajętym starym domu na odludziu, rozpamiętuje swoje minione grzechy, chla na umór, marzy o mężczyźnie i przeżywa ostry seks z duchem pierwszego właściciela domostwa.

Irytowała mnie ta protagonistka. Robi flaszkę wina za flaszką (w samotności!), czasem dla urozmaicenia wypije szklaneczkę whisky i myśli o seksie. Ewentualnie zawraca głowy innym ludziom. I bardzo długo nic ciekawego się nie dzieje. Tylko wino, duchy i seks.

W pewnym momencie nawet nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie tę kobietę trafi jakiś szlag i zacznie się prawdziwy kryminał (bo tego oczekiwałam po Autorce). Albo chociaż thriller obiecywany na okładce. A tu skrzyżowanie "50 twarzy Greya" ze "Zmierzchem". Wątków kryminalnych tyle, co kot napłakał — znajdują jakieś zwłoki, ale śledztwo raczej niemrawe i toczy się z dala od bohaterki.

Dopiero mniej więcej w dwóch trzecich powieści coś tam drgnęło, zaczęło się jakieś zagrożenie i mogłam protagonistce kibicować. Bo wcześniej wcale nie życzyłam jej dobrze. Od tego momentu czytało się o wiele lepiej.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

wtorek, 1 czerwca 2021

"Chirurg" — kobiecy kryminał

Tytuł:           Chirurg       
Tytuł oryginału: The Surgeon   
Autor:           Tess Gerritsen
Wydawnictwo:     Albatros      
Rok 1. wydania:  2001          

Bardzo kobiecy kryminał, pod wieloma względami. Po pierwsze, tytułowy Chirurg to wymyślona przez dziennikarzy ksywa mordercy, który zabija kobiety (przedtem wycina im macice). Jak się wkrótce okazuje — jego ofiary jakiś czas wcześniej zostały zgwałcone. Po drugie, znaczącą rolę odgrywa policjantka Jane Rizzoli, której ciężko pracuje się z kolegami (lepsza jest, a tego męskie ego łatwo nie wybacza), rodzina też potrafi dopiec. Po trzecie wreszcie, sporo w książce wątków romantycznych, przyprawionych a to zazdrością, a to żalem. Jakby poszukiwanie mordercy samo w sobie nie było wystarczająco ciekawe.

Widać medyczne przygotowanie Autorki. Jeszcze znajomość anatomii lub narzędzi używanych podczas krojenia człowieka dałoby się poudawać czy pobieżnie uzupełnić wiedzę, ale procedury stosowane w szpitalach albo całkiem wiarygodnie opisane przypadki ratowania życia na stole operacyjnym to już wyższe stopnie wtajemniczenia.

Jest suspens, jest emocjonująca walka o zachowanie przy życiu kobiety wytypowanej na ofiarę. Dzięki temu czyta się szybko (no, w końcu trzeba się dowiedzieć, kto przeżyje) i przyjemnie. Trochę przeszkadzało mi, że czytelnik już wie, kto jest mordercą (dostajemy fragmenty jego strumienia myślowego, który sporo podpowiada), a policja ciągle miota się na ślepo. Pod tym względem to bardziej thriller niż kryminał.

Trudno orzec, kto jest głównym bohaterem — w książce przeplatają się losy i doznania Jane Rizzoli, jej partnera Thomasa Moore'a, kobiety, na którą poluje morderca, oraz samego Chirurga. Chyba na czoło wysuwa się Moore, ale w końcu to część cyklu o Rizzoli... Otwierająca, może wtedy Gerritsen jeszcze sama nie wiedziała, kto zagra pierwsze skrzypce.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

1. Czy powinniśmy dopuścić dramaty z konkursu mitologicznego do nominacji piórkowych?

NIE, to niezgodne z obowiązującymi zasadami

 

2. Czy powinniśmy zmienić na przyszłość regulamin nominacji piórkowych, dopuszczając do nominacji inne gatunki i likwidując limity?

TAK dla innych gatunków i zniesienia limitu dolnego. Limit górny zostaje

 

3. Czy w kwestii ewentualnych zmian w regulaminie nominacji piórkowych powinniśmy ogłosić plebiscyt?

NIE, niechżesz Loża ma jaja.

niedziela, 10 listopada 2019

"Grawitacja" — kosmiczny niefart

Tytuł:           Grawitacja    
Tytuł oryginału: Gravity       
Autor:           Tess Gerritsen
Wydawnictwo:     Albatros      
Rok 1. wydania:  1999          

Thriller medyczno-kosmiczny. Na stacji kosmicznej powstaje nowy rodzaj organizmu. W środowisku bez grawitacji rozwija się całkiem inaczej niż w ojczystym habitacie. I atakuje wszystko, co się rusza. Kiedy Biały Dom orientuje się, co jest grane, ma problem z pozwoleniem na powrót zakażonych astronautów. Nieprzyjemny dylemat moralny. W tle rozgrywa się mnóstwo dramatów — rozłączone małżeństwa, lekarze, którym nie pozwala się na pomaganie pacjentom...

Może nie powinnam się tego czepiać, ale irytował mnie ciąg nieszczęśliwych zbiegów okoliczności i ludzi zachowujących się głupio, byle tylko popchnąć akcję do przodu. Chimera wykorzystuje absolutnie każdą okazję, żeby upolować nowego nosiciela (czasami miałam wrażenie, że każda zabłąkana komórka to kolejne ognisko zarazy), dwie śmierci w wypadkach samochodowych, współpracownicy grający wdowcowi na nerwach, zamiast go wspierać... 

No, za dużo tego było, żeby moje zawieszenie niewiary wytrzymało. OK, w życiu czasem zdarzają się naprawdę paskudne ciągi wypadków, ale w literaturze wyglądają równie sztuczne, jak bohater z nieustającym fartem i pomoc nadchodząca w ostatniej możliwej sekundzie.

Czasami, zwłaszcza na początku, niektóre zwroty akcji można było przewidzieć. Ja już miałam pewność, że myszki laboratoryjne zaraziły się jakimś syfem, a tu jeszcze trzeba czekać wiele stron, zanim stanie się to jasne dla wszystkich zainteresowanych.

Ogółem — dużo grania na oczywistych nutach, aż całość brzmi fałszywie. To stosunkowo stara książka — z ubiegłego wieku, napisana wkrótce po serii romansów kryminalnych. Może Autorka wtedy jeszcze nie miała wprawy w operowaniu emocjami czytelnika.

Zaskoczyło mnie, że kosmonauci mogą mieć problem z chorobą kesonową, bo w skafandrach jest niższe ciśnienie niż na stacji. Nigdy o tym nie słyszałam. Jeśli to prawda, to wydaje mi się bardzo głupim rozwiązaniem, szczególnie w sytuacjach krytycznych, kiedy dobrze by było jak najszybciej założyć kombinezony, a tu trzeba godzinami się adaptować. Nie można po prostu utrzymywać niskiego ciśnienia na całej stacji, ale z większym stężeniem tlenu, żeby ciśnienie parcjalne pozostało z grubsza stałe?

Z rozpoznawaniem w ciągu nukleotydów (tak na oko, bez porównywania z bazą komputerową), od jakiego gatunku pochodzą, też miałam problem. Ktokolwiek zna te długaśne ciągi czterech literek na pamięć? Nawet nie tylko dla człowieka, ale innych gatunków też?

Sporadycznie, ale trafiają się usterki językowe — a to powtórzenie, a to literówka... Aha, przeszkadzały mi nierówne wielkości liter w oznaczeniach dat na początku rozdziałów. Jakby ktoś zastosował różne rozmiary czcionki w jednym wyrazie.

niedziela, 3 marca 2019

"Autopsja" — thriller medyczny

Tytuł:           Autopsja      
Tytuł oryginału: Vanish        
Autor:           Tess Gerritsen
Wydawnictwo:     Albatros      
Rok 1. wydania:  2005          

Autorka dwie rzeczy rozegrała bardzo dobrze — wzbudzanie sympatii dla bohaterów i swoją wiedzę medyczną. Na samym początku dowiadujemy się, że chodzi o kobiety przemycane do USA i zmuszane do prostytucji. Niedługo potem dochodzi jeszcze dzielna policjantka w przenoszonej ciąży, wzięta jako zakładniczka. No, jak można nie opowiadać się po ich stronie? Każdy, kto chce je zabić, musi być wyjątkowo zły.

Wiedzy na temat leczenia też nie da się ukryć — jedną z bohaterek jest patolożka, która przypadkiem zauważyła, że w czarnym worku, który powinien spokojnie leżeć w kostnicy, coś się porusza... A potem dochodzi do porwania zakładników w szpitalu. W takich sytuacjach umiejętnie podsunięte szczegóły procedur poprawiają imersję.

Skoro już człowiek emocjonalnie związał się z jedną grupą postaci, jest bardzo ciekaw, czy dożyją do końca książki. No, o niektórych wiadomo, że występują w całym cyklu, a takich się z definicji nie zabija. Ale co z tymi jednorazowymi? Ta ciekawość sprawia, że chętnie przewraca się kartki, a lektura idzie szybko.

Powieść można podzielić na dwie części. Kiedy już sytuacja z zakładnikami zostaje rozwiązana i wiadomo, kto przeżył, tempo akcji znacząco spada. Ale nadal pozostaje zainteresowanie — czy ci źli zostaną ukarani? W rezultacie przyjemność z czytania nie zmniejsza się równie raptownie jak tempo. A i nowe zagrożenia się pojawiają.

Ogólnie — lektura szybka i przyjemna, acz nie zostająca w pamięci zbyt długo. Jeśli już emocje opadną i wiadomo, jak się wszystko skończyło, nie ma potrzeby, żeby do książki wracać.

Niekiedy przyjemność z lektury psuły mi usterki językowe. Nie było tego dużo ani nie były to poważne wpadki — literówki, pytajnik na końcu zdania, które wcale pytaniem nie jest... Drobiazgi, ale psuły wrażenie dobrej całości.