Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 sierpnia 2023

"Psy z Rygi" — Wallander na Łotwie

Tytuł:           Psy z Rygi        
Tytuł oryginału: Hundarna i Riga   
Tom              2                 
Autor:           Henning Mankell   
Tłumacz:         Grażyna Ludvigsson
Wydawnictwo:     Wydawnictwo W.A.B.
Rok 1. wydania:  1992              

Drugi tom cyklu o Kurcie Wallanderze, który w pewnym sensie zostaje osierocony, bo umiera jego mentor. Trzeba prowadzić nowe śledztwo, a tu nie ma się kogo spytać o radę. Protagonista żyje w przeświadczeniu, że coś zrobił źle, że popełnił jakiś błąd (niekiedy ma rację), że tamten zrobiłby to lepiej... Niekomfortowa sytuacja, ale każdy wcześniej czy później musi się z czymś podobnym zmierzyć.

Autor nadal jako tło wykorzystuje bieżące wydarzenia geopolityczne. Akcja niby zaczyna się w Szwecji, bo to tam fale i prądy zanoszą ponton ze zwłokami dwóch mężczyzn, ale śledztwo dość szybko przenosi się do Łotwy — ojczyzny nieboszczyków. Tak się składa, że Wallander też tam jedzie.

A później robi się jak w powieści sensacyjnej. Kurt zakochuje się w intrygującej kobiecie, na jej zew robi różne głupoty, między innymi podróżuje z fałszywym paszportem. Ogólnie — pościgi, strzelaniny i zabawa w Bonda. Podobieństwo tym wyraźniejsze, że akcja toczy się na początku lat dziewięćdziesiątych, a wówczas w Europie Wschodniej mnóstwo się działo. Łotwa na przykład wciąż próbowała się uniezależnić od ZSRR.

Aż się zaczęłam zastanawiać, czy nasze aktualne wydarzenia polityczne kiedyś staną się kanwą dla jakiejś powieści sensacyjnej. Znaczy, zagranicznej, bo że u nas ktoś się zainspiruje, to raczej pewne. Protestujący w Izraelu już krzyczą, że "tu nie jest Polska"...

Trochę mi brakowało zagadki do rozwiązywania. Wallander miota się, nic właściwie nie wie, więc i czytelnik nie ma się na czym oprzeć. Mętne powiązania, niejasne śledztwo.

Z usterek językowych — gdzieś mignął mi zgubiony podmiot.

piątek, 11 sierpnia 2023

"Trzeci klucz" — drugi wątek

Tytuł:           Trzeci klucz            
Tytuł oryginału: Sorgenfri               
Autor:           Jo Nesbø                
Tłumacz:         Iwona Zimnicka          
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2002                    

Czwarty tom cyklu o Harrym Hole. Tym razem akcja rozgrywa się głównie w Norwegii, chociaż od czasu do czasu Harry albo i ktoś inny wyskoczy na inny kontynent. Aha, ukochana Rakel siedzi w Moskwie i procesuje się o opiekę nad synem.

W książce przeplatają się dwa główne wątki: napady na banki (w tym pierwszy z serii połączony z zastrzeleniem zakładniczki) i śmierć pewnej kobiety. Problem w tym, że Harry odwiedził ją wieczorem, zanim skończyła z kulą w głowie, a potem urwał mu się film. Wolno i z oporami, ale wątki jakoś się zaczynają łączyć.

I bardzo dużo skopanego życia protagonisty. Ogólnie zaczynam odczuwać przesyt związany z osobistymi perypetiami Harry'ego. Ileż można czytać o jego problemie z alkoholem? Kobiety też specjalnie nie pomagają. Wydaje mi się, że gdyby Rakel siedziała w Oslo, detektyw zachowywałby się mądrzej. Niby szlachetny i niegłupi, a jakoś ciągle robi coś bez sensu.

Jak zwykle w tej serii — jest również coś odrobinę egzotycznego, jakiś leitmotiv dodający powieści kolorów. Tym razem padło na Romów, w książce nazywanych głównie Cyganami. 

Ważne role odgrywają kobiety. Oprócz nieobecnej Rakel jest jeszcze koleżanka z pracy (pod wieloma względami genialna, acz wyglądająca na zakompleksioną). No i początkowe zwłoki płci żeńskiej, sztuk dwie.

Trochę mi się mylili Waaler z Weberem. Zbyt podobne nazwiska, budzące niewiele skojarzeń z polskimi słowami.

Pod względem językowym — wyłapałam jedną literówkę. Była jeszcze jakaś usterka, ale nie zapisałam i zapomniałam, o co chodziło.

sobota, 29 lipca 2023

"Śnieżka musi umrzeć" — kryminał bez zagadki

Tytuł:           Śnieżka musi umrzeć        
Tytuł oryginału: Schneewittchen muss sterben
Autor:           Nele Neuhaus               
Tłumacz:         Anna i Miłosz Urbanowie    
Wydawnictwo:     Media Rodzina              
Rok 1. wydania:  2010                       

Późną jesienią po dziesięciu latach z więzienia wychodzi chłopak oskarżony o zabicie dwóch koleżanek. Problem w tym, że prawie nic nie pamięta z feralnego dnia. Za to cała rodzinna wieś nie ma wątpliwości, że to on zamordował dziewczyny i ukrył gdzieś zwłoki. Pewne wydarzenia sprawiają, że policjantka zaczyna grzebać w starej, zamkniętej sprawie... No, nie ma facet farta.

Fabuła dość skomplikowana, w książce pojawia się mnóstwo osób, na ogół razem z rodzinami. Ludzie nałogowo się zdradzają, kłócą, przejmują kłótniami... Zamiast skoncentrować się na śledztwie, tak jak lubię. Poszukiwania prowadzi dwoje policjantów. On strasznie martwi się odkryciem, że żona ma kochanka, a ona — nakazem rozbiórki domu, w którym mieszka. Ja wiem, że to samo życie, ale nie po to sięgam po kryminały...

Przeszkadzał mi jeszcze praktyczny brak zagadek do rozwiązywania. Książka napisana jest w ten sposób, że na ogół widzimy jakąś scenę na tyle związaną ze zbrodnią, że resztę łatwo sobie dośpiewać. Pozostaje tylko czekanie, aż zajęta rozmaitymi problemami policja również na to wpadnie.

Dochodzi jeszcze tylko na pozór intrygująca kwestia, czy uda się uratować życie kolejnej zagrożonej osobie. Ale przecież niejedną książkę człowiek już czytał, a to nie Martin, żeby nałogowo uśmiercać sympatycznych bohaterów. Nawet kobieta zrzucona z mostu prosto na jadący niżej samochód nie umiera na miejscu. Hmmm, może to miał być thriller? Ale okładka jednak obstaje przy kryminale.

Nie zauważyłam usterek językowych.

poniedziałek, 17 lipca 2023

"Zabójstwo Rogera Ackroyda" — zaskakujący sprawca

Tytuł:           Zabójstwo Rogera Ackroyda  
Tytuł oryginału: The Murder of Roger Ackroyd
Autor:           Agatha Christie            
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie   
Rok 1. wydania:  1926                       

Jeden z najsłynniejszych kryminałów Autorki, zajmuje wysokie miejsca w różnych rankingach. Wszystko dlatego, że tożsamość sprawcy naprawdę zaskakuje. A przecież dostajemy wszystkie niezbędne informacje, kiedy już wiadomo, na co patrzeć, tropy są wyraźne. Królowa kryminału pogrywa sobie z czytelnikiem, jak chce. Majstersztyk.

To jedna z pierwszych książek Christie i bodaj trzecia z Herkulesem Poirot, ale słynny detektyw już wycofał się z życia zawodowego, udał się na zasłużoną emeryturę na spokojną angielską wieś, gdzie oczywiście krótko po tym dochodzi do brutalnego morderstwa... Kapitan Hastings wyjechał do Argentyny, więc jego funkcje podejmuje miejscowy lekarz, który doskonale zna ofiarę i jej rodzinę. Takie skrzyżowanie Hastingsa z Watsonem.

Podejrzanych nie brakuje —  co człowiek mieszkający w jednym domu z ofiarą, to motyw. Małżeństwa i narzeczeństwa trzymane w tajemnicy, nieślubne dzieci... No i oczywiście pieniądze, bo zamordowany biedny nie był, a ktoś po nim dziedziczy. Galimatias godny południowoamerykańskiej telenoweli.

Te pewnie objaw pewnego braku wprawy (bo stężenie ukrywanych powiązań rodzinnych w jednym gospodarstwie domowym wydaje mi się przesadne). Podobnie klasyczne zebranie wszystkich podejrzanych w jednym miejscu, aby detektyw mógł wyjaśnić, do czego doszedł w rozmyślaniach. I jeszcze mniejsza niż zazwyczaj ilość klimatycznych szczegółów. Tym razem nie widać, że to inna epoka, chociaż książkę opublikowano w okresie międzywojennym. To już prawie sto lat temu...

W powieści znalazły również odzwierciedlenie pewne wydarzenia z prawdziwego życia Autorki — jej brat w tym okresie uzależnił się od narkotyków i ten wątek przemyka nieśmiało po kartkach.

Nie zauważyłam usterek językowych.

sobota, 8 lipca 2023

"Paragraf 148" — kryminiał z Płocka

Tytuł:          Paragraf 148     
Autor:          Jacek Ostrowski  
Wydawnictwo:    Skarpa Warszawska
Rok 1. wydania: 2018             

Początek serii o mecenas Zuzie Lewandowskiej. Akcja toczy się w czasach PRL-u, w Płocku. Ktoś próbuje wrabiać pewną kobietę w zamordowanie ukochanego męża i jego sekretarki. Podejrzana zostaje bardzo szybko aresztowana, a brutalnie zamordowanych trupów przybywa... Mimo to milicja nie wierzy w jej niewinność i chce sobie poprawić statystyki.

Gliniarze (a zwłaszcza ten jeden podejmujący kluczowe decyzje) są tacy karykaturalnie głupi, że aż nieprzyjemnie się o nich czytało. Normalnie jak z dowcipów (wliczając nowatorską ortografię). Naprawdę śledztwa dotyczące morderstw dostawali tacy idioci? Sprawą musi więc zająć się obrończyni oskarżonej. Pomaga jej — o dziwo — prokurator. A może wcale nie pomaga?

Niektóre rzeczy mnie irytowały (durnota milicji, fochy i kaprysy bohaterki — czemu nie poprosiła o ochronę?), ale za to rozwiązanie zagadki mi się spodobało. Zaskakujące, chociaż wcześniej padały jakieś podpowiedzi, nie wzięło się znikąd.

Rozbawiło mnie, że jeden z komunistycznych prokuratorów odgrywających znaczącą rolę w powieści nosi nazwisko "Piotrowicz". I nie jest to świetlana postać. Pszipadek? Nie sądzę, W końcu "Lewandowska" to nazwisko bardzo popularne, ale dla odmiany budzące raczej pozytywne skojarzenia.

Wątek okropnie przeklinającej papugi też zabawny i też przypomina stare dowcipy, jeszcze z dzieciństwa

. Nie wiem, czy to już nie przesada.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

środa, 28 czerwca 2023

"Łaskun" — Lipowo, kolejna rzeź

Tytuł:          Łaskun            
Autor:          Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo:    Prószyński i S-ka 
Rok 1. wydania: 2016              

Szósty tom cyklu o Lipowie. Po okolicy grasuje kolejny morderca, który nie przebiera w środkach. Nie mogę wyjść z podziwu, że tam jeszcze ktokolwiek mieszka. Jeśli do tej pory nie został zamordowany, powinien uciekać jak najdalej. A jeśli tego nie zrobił, to wygląda podejrzanie, bo najprawdopodobniej sam jest zbrodniarzem.

Na wstępie ktoś odkrywa zwłoki emerytowanego sędziego. Zwłoki są w bardzo złym stanie. To znaczy głowa, bo napoczęły ją robaki. Korpus, do którego została przymocowana, należał do nieznanej chwilowo kobiety i wygląda na świeższy. Nie pamiętam, do kogo należały kończyny, ale i one nie zostały połączone z korpusem przez naturę. Całość tworzy groteskową kukłę w białej sukience i rudej peruce.

Podejrzanych mnóstwo, połowa postaci wydaje się mieć okazję lub motyw. A do tego dochodzą inne wątki — machlojki w nocnym klubie, egzotyczne trucizny, mafijne biznesy... Intryga tak skomplikowana, że różne plany różnych ludzi zderzają się ze sobą, tworząc niemal komedię omyłek. Tylko że w rezultacie dostajemy pokot trupów zamiast salw śmiechu.

W ogóle postaci multum, dość długo potrwało, zanim jako tako przyzwyczaiłam się do wszystkich i przestałam się zastanawiać na początku każdego rozdziału, o kim właściwie w tej chwili czytam.

Mimo to czytało się szybko, chociaż moje zawieszenie niewiary trzeszczało niemiłosiernie. Każdą rzecz z osobna mogę łyknąć, ale kumulacja ich wszystkich dookoła jednej komendy mnie przerasta. Chyba Sherlock Holmes nie potykał się o zwłoki równie często, jak prosty posterunkowy z Lipowa.

Nie zauważyłam usterek językowych. A może były, ale ich nie zapamiętałam, a warunki nie sprzyjały notowaniu...

poniedziałek, 12 czerwca 2023

"Stare kości" — archeologiczny kryminał

Tytuł:           Stare kości                   
Tytuł oryginału: Old Bones                     
Autor:           Douglas Preston, Lincoln Child
Tłumacz:         Jan Kraśko                    
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Agora             
Rok 1. wydania:  2019                          

Kryminał osadzony w ciekawej scenerii — wyrusza archeologiczna ekspedycja w Góry Skaliste, aby odnaleźć obozowisko pionierów, którzy w dziewiętnastym wieku utknęli w nich na zawsze. Historia znana w Stanach Zjednoczonych ze względu na sensacyjne wątki — kanibalizm i inne ekscesy, a tu światło dzienne ponownie ujrzał stary dokument. Ale archeolodzy szukają nie tylko starych kości, niezjedzonych butów i dawno wystygłych popiołów. Tylko nie chwalą się nikomu tym drugim celem.

Równolegle rozwija się drugi wątek — ktoś bezcześci zwłoki, bardzo dokładnie zacierając za sobą ślady. Sprawa trafia do młodej, świeżo po szkole, agentki FBI. Dziewczyna straszliwie chce się wykazać, a tu nie ma lekko, bo prawie nikt nie traktuje jej pomysłów poważnie.

Postacie zróżnicowane, dość barwne. Te kobiece jakby wyraźniejsze, tym bardziej, że baby grają pierwsze skrzypce. Nie tylko agentka, ale jeszcze zarówno ekspedycją, jak i instytutem archeologicznym rządzą panie. Czerpałam z tego pewną satysfakcję, ale jednak nierównowaga wygląda trochę dziwnie.

Akcja wartka, szczególnie kiedy już oba wątki się połączą. Czytało się więc szybko, a w drugiej połowie jeszcze szybciej.

Odrobinę przeszkadzały mi zjawiska nadnaturalne — można odnieść wrażenie, że bohaterom pomaga duch dziewczynki, która zmarła jako jedna z pierwszych podczas wyprawy pionierów. Lubię fantastykę, ale nie wtedy, gdy wyskakuje znienacka jak czołg i służy do wyjaśnienia rzeczy, na które autor książki nie miał lepszego pomysłu.

Nie zauważyłam usterek językowych.

środa, 31 maja 2023

"Diabli nadali" — zabawny kryminał

Tytuł:          Diabli nadali    
Autor:          Olga Rudnicka    
Wydawnictwo:    Prószyński i S-ka
Rok 1. wydania: 2015             

Książka przywodzi na myśl twórczość Chmielewskiej — mamy skomplikowane morderstwo z dużą dawką humoru (acz mniejszą niż u pierwowzoru). Silne kobiece postaci; właściwie co baba, to osobowość. Do tego jeden z bohaterów nosi ksywę Diabeł — rodzynek połyskujący na ich tle. I na dodatek główna bohaterka lubi książki Chmielewskiej... To jeszcze nie ten poziom, lecz kierunek właściwy.

Protagonistka — uroczo niedzisiejsza dziewczyna — podejmuje pracę jako stażystka w znanej firmie. Jej szef ma mnóstwo wad i pewne zalety. Dwa lata później, pewnego ranka zostaje znaleziony martwy w gabinecie, a dziewczyna zostaje główną podejrzaną.

Niektórzy bohaterowie przerysowani, jak to w komedii. Ktoś tam wredny jak pluskwa, ktoś chorobliwie chudy i jeszcze bardziej namolny... Ale ci pozytywni ludzie wzbudzają sympatię.

Początkowo myliły mnie liczne retrospekcje (kto by zapamiętywał datę na początku rozdziału i czy każde gwiazdki oznaczają powrót do głównego nurtu?). Ale jak już nauczyłam się zwracać uwagę na rok, w którym coś tam się wydarza, lektura się rozkręciła.

I potem już czytało się szybko i przyjemnie.

Nie zauważyłam usterek.

piątek, 12 maja 2023

"Krawiec" — śledztwo dziennikarskie

Tytuł:          Krawiec                 
Autor:          Magdalena Szydeł        
Wydawnictwo:    Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania: 2021                    

W Poznaniu ginie, bestialsko zamordowana, starsza pani. Tak składa, że prywatne śledztwo w tej sprawie prowadzi dziennikarka, która wcześniej urlopowała się, dochodząc do siebie po traumie. Nawet udaje jej się dotrzeć na miejsce zbrodni przed policją.

Sama śmierć interesująca i przemawiająca do wyobraźni. Ale śledztwo prowadzone przez bohaterkę... Irytowała mnie jej amatorszczyzna. Kobieta miota się bez sensu, wpisuje na listę podejrzanych wszystkich, którzy znaleźli się w okolicy... I chyba ma jakąś awersję do bibliotek i innych miejsc z dużą koncentracją informacji. Kiedy chce się dowiedzieć o pewnej grupie malarskiej, spaceruje po dzielnicy, w której mieszkali artyści. Ktoś musi jej podpowiedzieć, żeby poszła do muzeum...

Jakimś cudem udaje jej się wpaść na trop (IMO, liczba szczęśliwych zbiegów okoliczności dawno przekroczyła dopuszczalną), ale jej amatorszczyzna mnie męczyła. Co w tym czasie robiła policja? No, mieli trochę utrudnione zadanie, bo dziennikarka musiała narobić śladów na miejscu zbrodni, ale chyba mają tam jakichś fachowców?

Książka zawiera bardzo dużo waty — wątki babci bohaterki, jej znajomych, a szczególnie klubu, który wspólnie organizują, czy kocicy Mielonki absolutnie nic nie wnoszą do fabuły. Fragmenty gejowskie niby można uznać za przesłanie, ale jakoś wydały mi się wciśnięte na siłę i dopchnięte kolanem. 

Czasami coś mnie uwierało. Osiemdziesięcioletni polityk zamierza kandydować na prezydenta miasta? No, niby to możliwe, ale mało prawdopodobne. Bohaterka wynajmuje pokój w hotelu na tyle daleko od badanej dzielnicy, że musi wiecznie uganiać się za ostatnimi autobusami, dziennikarka, która nie potrafi powtórzyć słowa "kotylionowy"...

Nie zauważyłam wpadek językowych, za to podobały mi się wstawki pisane śląską gadką.

niedziela, 9 kwietnia 2023

"Szepty pod ziemią" — kryminał fantasy

Tytuł:           Szepty pod ziemią    
Tytuł oryginału: Whispers Under Ground
Autor:           Ben Aaronovitch      
Tom:             3                    
Tłumacz:         Małgorzata Strzelec  
Wydawnictwo:     MAG                  
Rok 1. wydania:  2012                 

Połączenie kryminału i urban fantasy rozgrywającego się we współczesnym Londynie, a właściwie głównie pod nim — w metrze i innych tunelach (kanały ściekowe i tym podobne atrakcje). Głównym bohaterem jest policjant, a jednocześnie uczeń czarownika (mają tam specjalny dział od takich dziwacznych spraw). Zaczyna od znalezienia zwłok na peronie metra, a od narzędzia zbrodni zalatuje magią. Aby skomplikować sprawy, ofiara jest amerykańskim studentem, a co gorsza — synem senatora.

Trafiłam na trzeci tom z długiej serii, a Autor wydaje się zakładać, że już dobrze znam główne postacie. Dopiero gdzieś w jednej trzeciej książki zaczęłam podejrzewać, że narrator jest czarnoskóry, a pewność w tej kwestii zdobyłam jeszcze później. Sporo nawiązań do wydarzeń, które rozgrywały się w poprzednich częściach. Można zrozumieć, o co chodzi, bez ich znajomości, ale przy czytaniu po kolei frajda zapewne byłaby większa. Do tej pory nie mam pojęcia, kim jest często wspominana Molly. Może duchem...

Chyba można zaliczyć książkę do young adults — obywa się bez drastycznych scen, a związki międzyludzkie objawiają się pocałunkami w policzek. Z płynów ustrojowych dominują te rozpuszczone w ściekach i jest jeszcze trochę krwi. Innymi słowy — wszystko grzecznie. Acz niekoniecznie zgodnie z regulaminami.

Do fabuły nie mam zarzutów — śledztwo się toczy powoli, podejrzanych nie ma może zbyt wielu, ale jest w czym wybierać. Protagonista wraz przyjaciółmi musi się napracować, zanim odgadnie, kto zabił.

Czytało się przyjemnie, czemu sprzyjał lekki język. No i wstawki brytyjskiego humoru. :-) Styl bardzo mi przypadł do gustu.

Nie zauważyłam usterek językowych.

czwartek, 30 marca 2023

"Dziewczyna, która igrała z ogniem" — środek trylogii

Tytuł:           Dziewczyna, którza igrała z ogniem
Tytuł oryginału: Flickan som lekte med elden       
Autor:           Stieg Larsson                     
Tłumacz:         Paulina Rosińska                  
Tom:             2                                 
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Czarna Owca           
Rok 1. wydania:  2006                              

Drugi tom dość popularnej trylogii, kontynuacja "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet". Tym razem na pierwszy plan odrobinę wysuwa się Lisbeth Salander, Mikael Blomkvist tylko ją wspiera (choć ona wcale nie ułatwia). Nie dosyć, że nagle i bez widocznej przyczyny zerwała wszystkie kontakty, to jeszcze policja podejrzewa ją o morderstwo, a media z lubością donoszą o wszystkich szczegółach, które wpadną im w łapy.

Dowiadujemy się o wiele więcej o tajemniczej bohaterce — miała jakieś dzieciństwo (chyba jeszcze gorsze niż młodość pokazana w pierwszym tomie), jakieś motywacje, jakieś powody dla dziwacznego zachowania. I te wiadomości do samego końca nie przestają zaskakiwać.

A to zapewnia wysoką jakość lektury — książkę czyta się przyjemnie i coraz szybciej. To kryminał, więc toczy się śledztwo (zabiła protagonistka czy jednak ktoś inny?), pojawia się zagrożenie dla życia pozytywnych bohaterów (kto by się przejmował negatywnymi?), trup ściele się gęsto...

W dużym stopniu książka stanowi kontynuację. Fabularnie to raczej zamknięta całość, ale nadal pełno tu mężczyzn nienawidzących kobiet — istotną rolę odgrywa węszenie w sprawie traffickingu kobiet, a źli chłopcy z całą pewnością nie są dżentelmenami. Tak po prawdzie, to ladys też notują niedobór, nawet wśród pozytywnych postaci.

Interesujące, acz raczej powierzchowne, wydają się powiązania z matematyką. Poszczególne części poprzedzają cytaty (udawane czy prawdziwe?) z podręcznika matematyki. Bo Lisbeth zafascynowała się matmą i gdzieś na marginesie swojej szalonej działalności zastanawia się nad wielkim twierdzeniem Fermata.

Pod względem językowym nie najgorzej. Zauważyłam jakieś powtórzenia, ale więcej usterek chyba nie.

sobota, 18 marca 2023

"Inspektor Kres i zaginiona" — nieporadnie

Tytuł:          Inspektor Kres i zaginiona
Autor:          Agnieszka Turzyniecka     
Wydawnictwo:    Szara Godzina             
Rok 1. wydania: 2013                      

Powieściowy debiut Autorki i obawiam się, że to widać. Czasami wręcz odnosiłam wrażenie, że tę książkę napisała nastolatka. Ogółem — pozostałam nieprzekonana na wielu płaszczyznach.

Akcja rozgrywa się głównie w Piotrkowie. Protagonista — tytułowy inspektor — dostaje sprawę zaginięcia młodej dziewczyny. Szybko odkrywa, że była inna niż wydawało się rodzinie i znajomym. Kres nie zajmuje się sprawą bez przerwy, toczy także inne śledztwa.

Główny bohater jako żywo kojarzył mi się z inspektorem Clouseau z serii o Różowej Panterze. To samo stawianie nieuzasadnionych hipotez i kurczowe trzymanie się ich wbrew faktom, rozmach przy prowadzeniu śledztwa. Pierwszy z brzegu przykład — pomyślał sobie, że zaginiona dziewczyna znajduje się w lesie, więc zaczął przeszukiwać lasy. Z wojskiem, psami, a za to bez żadnego tropu, bez punktu wyjścia, z którego się te psy wypuszcza.

Przedstawiany jest jako policyjny geniusz (i wiele postaci zdaje się w to głęboko wierzyć), ale zachowuje się jako kretyn. Przesłuchania prowadzi jak komediowy tępy mięśniak, wcielenie słabego gliniarza. Tylko że to nie jest komedia.

A jak już hak od zawieszania niewiary upadł mi na podłogę, to nie mogłam uwierzyć w nic — rodzinę tak bardzo mylącą się co do zwyczajów zaginionej dziewczyny, beznadziejnie złego nauczyciela, którego lubi i szanuje dyrektor itp.

Na poziomie języka bywało różnie. Na początku zauważyłam proste błędy — "posiadać", gdzie powinno stać "mieć", "doń", które w zamierzeniu Autorki nie znaczy "do niego"... Potem te niemal szkolne byki zniknęły albo przestałam je dostrzegać. Przynajmniej literówek mało.

środa, 22 lutego 2023

"Wyliczanka" — kryminał z zagadką

Tytuł:           Wyliczanka         
Tytuł oryginału: Think of a Number  
Autor:           John Verdon        
Tłumacz:         Krzysztof Mazurek  
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Otwarte
Rok 1. wydania:  2010               

Nawet ciekawy kryminał. Zaczyna się wciągająco, bo od tajemnicy — skąd nadawca listu mógł wiedzieć, którą liczbę od jednego do tysiąca wybierze przyjaciel detektywa? Chęć poznania rozwiązania skłania do czytania. I owszem, dowiadujemy się, jak do tego doszło. A potem robi się jeszcze dziwniej, nic na scenie zbrodni nie trzyma się kupy.

Acz nie wszystkie zagadki zostają wyjaśnione — na przykład białe krzesło nie doczekuje specjalnego wytłumaczenia (a miałam taką interesującą koncepcję na ten temat). Jednak trzeba przyznać, że większość doczekuje sensownego finału, nie ma co narzekać.

Niekiedy udawało mi się wyprzedzać głównego detektywa. Co pewnie prowadzi do pochlebnych wniosków, bo protagonista kreowany jest na geniusza. Nic nie przegapia (no, bez przesady, z zauważeniem niektórych rzeczy czeka aż do kluczowego momentu).

Denerwowały mnie niektóre elementy obyczajowe. Małżonka protagonisty ma do niego pretensje nie wiadom właściwie, o co. Nikt jej nie powiedział, że poślubia policjanta? I nie chce mi się wierzyć, że główny bohater przez kilka tygodni nie zdołał oddzwonić do syna i zawsze był nieodpowiedni moment. No nie.

Zaskoczyło, że chociaż akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, wszyscy używają (kilo)metrów, a nie stóp i mil. Ale przy objętościach już posługują się galonami. Jakoś dziwnie to wygląda — ani amerykańsko, ani nawet konsekwentnie metrycznie... Ze dwie postacie noszą polsko brzmiące nazwiska, ale może to interwencja tłumacza, jak i (podejrzewam) metry.

Zauważyłam jakieś powtórzenie, gdzieś "na prawdę" wepchnęło się na miejsce "naprawdę".

środa, 8 lutego 2023

"Kto zabił panią Skrof?" — przedwojenny kryminał

Tytuł:           Kto zabił panią Skrof?     
Tytuł oryginału: Kuka murhasi rouva Skrofin?
Autor:           Mika Waltari               
Tłumacz:         Sebastian Musielak         
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Literackie     
Rok 1. wydania:  1939                       

Książka z innej epoki (powstała przed II wojną światową), a jednak nie rzuca się to w oczy. To znaczy, widać, że nikt nie rozmawia przez komórkę ani nie posługuje się komputerem, ale ludzie przypominają współczesnych. Nie zauważyłam oznak zbliżającej się wojny, kryzysu gospodarczego na świecie, niepokoju w Europie... Może to Finlandia mało się zmieniła?

Ot, w pewnej kamienicy starsza pani otruła się gazem. Na pierwszy rzut oka — tragiczny wypadek. Na drugi (co zresztą zdradza sam tytuł) — morderstwo. Podejrzanych całe mrowie, staruszka była na tyle nieprzyjemna, że pół okolicy miało jakiś tam motyw, w co drugim alibi można znaleźć dziury.

Z metodami śledczymi bym się nie zgodziła, na takie prowokacje obecnie nikt by nie wyraził zgody. Ale o odciskach palców policjanci już słyszeli, ta wiedza zdążyła dotrzeć nawet do laików.

Narrator bardzo naiwny, ale to młody chłopak, można mu wybaczyć. Jest tak zadufany z sobie, że momentami bywa zabawny. Tak gdzieś na poziomie bohaterów "Trzech panów w łódce".

Być może wyłapałabym zapowiedzi wojny i oznaki innych czasów, gdybym lepiej znała historię Finlandii. Fakt, nawiązania do starego szlachectwa jednego z bohaterów nie brzmią współcześnie, ale już w Anglii chyba by nie raziły. No, może jeszcze w niektórych przypadkach rzuca się w oczy, że ten czy tamten człowiek jest bogaty z domu.

Czytało się dość szybko. Ciekawam, czy to właśnie początek skandynawskiego kryminału. Bo nie kojarzę żadnego wcześniejszego skandynawskiego znanego "kryminalisty".

Nie zauważyłam usterek językowych.

piątek, 27 stycznia 2023

"Portret wisielca" — mistycznie

Tytuł:          Portret wisielca
Tom:            8               
Autor:          Marcin Wroński  
Wydawnictwo:    W.A.B.          
Rok 1. wydania: 2016            

Kolejny tom serii o policjancie Maciejewskim. Akcja wraca do międzywojennego Lublina. W mieście się dzieje, protestują studenci dwóch szkół — żydowskiej jesziwy i stosunkowo niedawno założonego KUL-u. Dochodzi do tajemniczych samobójstw.

Tym razem akcja nie przypadła mi zbytnio do gustu. Wszystko jest zbyt mistyczne (kabała ma tu jakieś znaczenie), a zakończenie za mało wyjaśnia. Pozostałam z niedosytem informacji.

W tym tomie Maciejewski praktycznie nie korzysta ze swoich umiejętności bokserskich. Bardziej jest kochankiem (nie tyle z sensie "scen", co pokazywania się z narzeczoną, nawet z prostytutkami się nie zadaje), a także pionkiem w grze ni to polityków, ni to urzędników. Z jakiegoś powodu nikt go nie lubi, a i on nie chce zachowywać się według zwyczajowego scenariusza.

Więcej zainteresowania wzbudziło we mnie społeczne tło, szczególnie tarcia między Żydami a nacjonalistami. Obrzydliwie to wygląda, tym gorzej, że to już lata trzydzieste, w Niemczech Hitler zdążył dojść do władzy i każdy czytelnik wie, czym się to skończyło. To ciekawe, jak dystans niekiedy poprawia ostrość widzenia.

Na samym końcu, w Autor przypomina, że powieść to nie podręcznik historii i wyjaśnia, skąd wziął poszczególne wydarzenia. Niezła kompilacja wyszła.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

poniedziałek, 2 stycznia 2023

"Cierń" — wiele postaci

Tytuł:          Cierń            
Autor:          Przemysław Żarski
Wydawnictwo:    Czwarta Strona   
Rok 1. wydania: 2022             

Chaotyczna powieść – dzieje się dwuwątkowo, w 1993 i w 2018 roku. Akcja przeskakuje bez przerwy, raz upał, raz mróz. Sytuacje są podobne – porwane kobiety, samobójstwa, a to jeszcze utrudnia orientację.

Do tego mrowie bohaterów, czasami wręcz musiałam się zastanowić, kim jest postać, która występuje w danym rozdziale. Mam wrażenie, że to książka przeznaczona dla czytelnika, który zdążył już się zżyć z bohaterami, rozpoznaje ich bez problemów. A tu protagonista dostaje – bo ja wiem? – około dwudziestu procent stron. Długo musiałam się zastanawiać, kto tu jest tym najgłówniejszym.

Zagadka jest tak łatwa, że właściwie jej nie ma. Znaczy, może nie wiadomo do końca, kto zabija, ale schemat postępowania jest jasny już na początku, a policjanci łączą kropki strasznie wolno.

Chaotyczna powieść – dzieje się dwuwątkowo, w 1993 i w 2018 roku. Akcja przeskakuje bez przerwy, raz upał, raz mróz. Sytuacje są podobne – porwane kobiety, samobójstwa, a to jeszcze utrudnia orientację.

Do tego mrowie bohaterów, czasami wręcz musiałam się zastanowić, kim jest postać, która występuje w danym rozdziale. Mam wrażenie, że to książka przeznaczona dla czytelnika, który zdążył już się zżyć z bohaterami, rozpoznaje ich bez problemów. A tu protagonista dostaje – bo ja wiem? – około dwudziestu procent stron. Długo musiałam się zastanawiać, kto tu jest tym najgłówniejszym.

Zagadka jest tak łatwa, że właściwie jej nie ma. Znaczy, może nie wiadomo do końca, kto zabija, ale schemat postępowania jest jasny już na początku, a policjanci łączą kropki strasznie wolno.

Chaotyczna powieść – dzieje się dwuwątkowo, w 1993 i w 2018 roku. Akcja przeskakuje bez przerwy, raz upał, raz mróz. Sytuacje są podobne – porwane kobiety, samobójstwa, a to jeszcze utrudnia orientację.

Do tego mrowie bohaterów, czasami wręcz musiałam się zastanowić, kim jest postać, która występuje w danym rozdziale. Mam wrażenie, że to książka przeznaczona dla czytelnika, który zdążył już się zżyć z bohaterami, rozpoznaje ich bez problemów. A tu protagonista dostaje – bo ja wiem? – około dwudziestu procent stron. Długo musiałam się zastanawiać, kto tu jest tym najgłówniejszym.

Zagadka jest tak łatwa, że właściwie jej nie ma. Znaczy, może nie wiadomo do końca, kto zabija, ale schemat postępowania jest jasny już na początku, a policjanci łączą kropki strasznie wolno.

Chaotyczna powieść – dzieje się dwuwątkowo, w 1993 i w 2018 roku. Akcja przeskakuje bez przerwy, raz upał, raz mróz. Sytuacje są podobne – porwane kobiety, samobójstwa, a to jeszcze utrudnia orientację.

Do tego mrowie bohaterów, czasami wręcz musiałam się zastanowić, kim jest postać, która występuje w danym rozdziale. Mam wrażenie, że to książka przeznaczona dla czytelnika, który zdążył już się zżyć z bohaterami, rozpoznaje ich bez problemów. A tu protagonista dostaje – bo ja wiem? – około dwudziestu procent stron. Długo musiałam się zastanawiać, kto tu jest tym najgłówniejszym.

Zagadka jest tak łatwa, że właściwie jej nie ma. Znaczy, może nie wiadomo do końca, kto zabija, ale schemat postępowania jest jasny już na początku, a policjanci łączą kropki strasznie wolno.

Chaotyczna powieść – dzieje się dwuwątkowo, w 1993 i w 2018 roku. Akcja przeskakuje bez przerwy, raz upał, raz mróz. Sytuacje są podobne — porwane kobiety, samobójstwa, a to jeszcze utrudnia orientację. Wszystko dzieje się na Śląsku, ale w ogóle bez gwary, aż dziwne, że nikt tam nie "godo".

Mrowie bohaterów, czasami wręcz musiałam się zastanowić, kim jest postać, która króluje w danym rozdziale. Protagonista dostaje — bo ja wiem? — około dwudziestu procent stron. Długo musiałam się zastanawiać, kto tu jest tym najgłówniejszym. Mam wrażenie, że to książka przeznaczona dla czytelnika, który zdążył już się zżyć z bohaterami, rozpoznaje ich bez problemów.

Zagadka związana ze śmierciami jest tak łatwa, że właściwie jej nie ma. Znaczy, może nie wiadomo do końca, kto zabija, ale schemat postępowania jest jasny już na początku, a policjanci łączą kropki strasznie wolno. W ogóle przedstawiciele władzy nie przypadli mi do gustu. Jakoś tam zamieszani w sprawę, próbują nie pamiętać, szukają, ale jakby nie wiedzieli czego i kogo...

Styl nie przypadł mi do gustu. Czytając, byłam przekonana, że książka stanowi debiut Autora (a tu niespodzianka — to już trzeci tom z cyklu), który dopiero się uczy niektórych rzeczy. Bo na razie niekiedy używa słów niezgodnie z przeznaczeniem. Na przykład na stronie 108 kobieta "połknęła dwie miętowe gumy", żeby zamaskować zapach alkoholu. Łykanie gum niewiele pomaga, lepiej je żuć. Dziewiętnaście stron dalej "zabudowania tliły się na horyzoncie". I nie chodziło o dogasający pożar, tylko o deszcz, który sprawiał, widać je niewyraźnie. Tak sądzę z kontekstu. Ale przynajmniej drobniejszych usterek nie zauważyłam (albo nie zapamiętałam).

wtorek, 20 grudnia 2022

"Efekt pandy" — komedia kryminalna

Tytuł:          Efekt pandy       
Autor:          Marta Kisiel      
Wydawnictwo:    Wydawnictwo W.A.B.
Rok 1. wydania: 2021              

Kolejny zabawny kryminał, z przeważnie znanymi już bohaterkami, które wystąpiły w "Dywanie z wkładką". Przeważnie, bo dołącza do nich matka protagonistki (porównywalnie barwna, może nawet górująca nad pozostałymi). Razem z teściową, córką i psicą wyjeżdżają na tydzień do spa. Taki babski wypad. No cóż — biedny ośrodek...

Z jednej strony to kontynuacja "Dywanu", bo panie w pewnym sensie próbują leczyć traumę, wszystko im się kojarzy ze zbrodnią. Z drugiej — samodzielna opowieść z własną fabułą, przy której wcale nie trzeba znać pierwszego odcinka. Wystarczy wiedzieć, że się działo. Acz ewentualne czytanie zalecałabym w kolejności chronologicznej, bo trafiają się spoilery do części pierwszej.

Powieść mocno kojarzyła mi się z twórczością Chmielewskiej. To samo radosne pomieszanie zbrodni z humorem. Ale były też inne podobieństwa: (i) bohaterkami są silne i wyraziste kobiety, które (ii) prowadzą prywatne, raczej amatorskie niż profesjonalne, śledztwo. (iii) Nie zachowują przy tym żadnej bezstronności. Jeśli na czymś im zależy, przechodzą w tryb żywiołowy, a wtedy nie sposób ich zastopować. (iv) Mężczyźni stanowią tło, co najwyżej awansują do postaci drugoplanowych, również zabawnych.

Podobny jest również lekki, pełen humorystycznych akcentów język. Mnie osobiście uwiodła definicja "kobiecych dni". To przecież musi być dzień kobiet, dzień matki itd. Jak w ogóle można było pomyśleć o czymś innym?

Czyta się szybko, łatwo i przyjemnie.

Nie zauważyłam usterek językowych.

czwartek, 24 listopada 2022

"Gwiazdozbiór" — obyczajowo

Tytuł:          Gwiazdozbiór    
Autor:          Marta Zaborowska
Wydawnictwo:    Czarna Owca     
Rok 1. wydania: 2015            

Rzuca się w oczy duże stężenie obyczajówki. Policjantka znajdująca się w centrum wydarzeń jest w ciąży, jej koleżanka próbuje zbudować związek. Poznajemy również ich matki (nie licząc partnerów), a niekiedy jeszcze innych członków rodzin. Te wszystkie postacie wchodzą ze sobą w liczne interakcje. Pierwsze słyszę, żeby z urlopu przywozić prezent dla matki koleżanki z pracy.

Moje zawieszenie niewiary straszliwie zgrzytało w wielu momentach. Nie potrafiłam uwierzyć, że ludzie się tak zachowują — ciężarna policjantka przez cztery miesiące nie może się zdobyć na powiedzenie o tym ojcu dziecka, chociaż się nawzajem kochają. Potem on w tajemnicy przed nią szuka domu dla całej rodziny (to ma być niespodzianka), ona z kolei nie zdradza partnerowi, że chce się przenieść do Warszawy... 

Druga policjantka bez namysłu, rozpoznania i innych takich wdaje się w rozpracowywanie handlu narkotykami (czyli zatrudnia się w salonie tatuażu i zostaje dealerką). Co małżeństwo, to niedobrane. Dewotka i rzutki biznesmen? Słowem — postacie zachowują się nieracjonalnie, tak, żeby na maksa podkręcić dramę rodem z telenoweli. No, nie tego szukam w kryminałach.

Aha, gdzieś tam w tle toczy się śledztwo, bo ktoś seryjnie morduje utalentowane dzieci.

Zgrzytały mi również dekoracje, Na przykład bohaterki urodziły się później niż ja, ale mieszkania ich matek są urządzone w stylu na oko dziewiętnastowiecznym. U moich babć było bardziej nowocześnie. I nie, to nie może być kwestia różnicy między miasteczkiem a dużym miastem, bo jedna z nich ma jakieś lokum w stolicy. Ponadto odnoszę wrażenie, że w tym roku były ze trzy ostatnie słoneczne dni, ale to już drobiazg.

Nie zauważyłam za to wpadek językowych.