Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 września 2021

"Zmysł zabijania" — brytyjsko

Tytuł:           Zmysł zabijania 
Tytuł oryginału: A Mind to Murder
Autor:           P.D. James      
Wydawnictwo:     Buchman         
Rok 1. wydania:  1963             

Klasyczny kryminał — w piątkowy wieczór w archiwum kliniki psychiatrycznej odkryte zostają zwłoki dyrektorki administracyjnej. Wiadomo, kto znajdował się w budynku. Pacjentów raczej można wykluczyć — bez przerwy znajdowali się pod opieką personelu. Co innego z samym personelem — niby większość ma alibi, ale a to ktoś wyszedł na chwilę, a to kimnął się na kozetce, skoro pacjent nie przyszedł...

Szybko okazuje się, że zaskakująco wiele osób mogło mieć motyw. Tym bardziej, że za dyrektorką nikt nie przepadał. Do tego miała sporo pieniędzy, a w dniu śmierci dowiedziała się czegoś złego o pracy kliniki i zdecydowała opowiedzieć o tym komuś postawionemu wyżej. Tylko nie chciała przez telefon, a on nie mógł przyjechać od razu.

Fabuła nie rzuciła mnie na kolana, bo Autorka szybko zawęża grono podejrzanych do dwóch osób, z których żadna nie jest kryształowo czystą postacią. Za mało zabawy w zgadywanie. Sam śledczy dość szybko wyrabia sobie opinię, kto zamordował, ale nie wiem, na jakiej podstawie doszedł do tego wniosku.

Trudno mi było uwierzyć, że policyjny detektyw jeszcze nigdy nie natrafił na sprawę, której nie mógł rozwiązać. Głupi nie jest, ale wcale nie sprawia wrażenia geniusza.

Widać „angielskość” powieści. Mnóstwo spokoju, nawet makabryczne znalezisko nie skłania nikogo do nieprzystojnego pośpiechu. Owszem, ktoś tam się zdenerwował, ale szybko dochodzi do siebie. Sporo herbaty przy każdej okazji. Klimat ekscentryków, większość bohaterów należy do zamożnej klasy średniej i ma swoje przyzwyczajenia i poglądy. Trzeba przyznać, że postacie są dość wyraziste.

Gdzieś tam mignęła mi literówka.

środa, 2 grudnia 2020

"Fundamentalnie" — o fizyce kwantowej

Tytuł:           Fundamentalnie   
Tytuł oryginału: Fundamental      
Autor:           Tim James        
Wydawnictwo:     Prószyński i S-ka
Rok 1. wydania:  2019             

Podtytuł "Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji)" jest długi, ale wiele mówi. Z grubsza to książka o historii fizyki kwantowej — od Empedoklesa, który miał swoją teorię na temat światła i widzenia, do trudności z zagnaniem grawitacji w świat kwantów. Wykład prowadzony jest jednak problemowo, nie chronologicznie.

"Wykład" to pewnie zbyt oficjalne słowo. Autor pisze prostym, luźnym stylem młodzieżowo-gawędziarskim (acz bez wulgaryzmów). Podaje przykłady, czasami rzuci jakąś anegdotkę (najbardziej spodobała mi się ta o dwóch blisko spokrewnionych naukowcach, którzy dostali nagrodę Nobla za udowodnienie przeciwstawnych rzeczy) albo nawet żarcik (chyba raczej ku utrapieniu tłumacza, który niekiedy miał problem z gierkami słownymi), często odwołuje się do popkultury. 

Żadnych wzorów matematycznych (jakiś pojawia się dopiero w dodatkach, a i to nieśmiało). Nazwy skomplikowanych funkcji matematycznych występują rzadko, lagranżjan mocno wybija się z tła. James nie oszczędza fizyków, komentuje ich charaktery, czasami narzeka na jakąś nazwę (spin chociażby).

Rysunki bardzo schematyczne i wyglądające na odręczne. Mogą uchodzić za dziecięce. Albo za coś, co jakiś niezbyt uzdolniony plastycznie nauczyciel narysował na tablicy.

Myślę, że książkę mogą czytać początkujący w tej dziedzinie. Autor wszystko wyjaśnia jak najprościej (oczywiście, na ile w ogóle można wyjaśnić fizykę kwantową). Co, moim zdaniem, świadczy o jego dużej wiedzy i talencie edukacyjnym.

Jak wspomniałam, na końcu znajduje się pięć dodatków — poświęconych spinowi, równaniom Schrödingera, przykładowi zwanemu rowerem Einsteina, nieskończoności w fizyce oraz kolorom kwarków. Dodatki są krótkie — po dwie, trzy strony. Poprzedza je kalendarium — od Kartezjusza do utworzenia bębna kwantowego (2018 rok).

Nie zauważyłam usterek językowych.

czwartek, 12 listopada 2020

"Ludzkie dzieci" — dziwne fundamenty

Tytuł:           Ludzkie dzieci     
Tytuł oryginału: The Children of Men
Autor:           P.D. James         
Wydawnictwo:     Wydawnictwo MAG    
Rok 1. wydania:  1992               

To chyba coś zbliżonego do socjo SF, tylko niezupełnie. Przedstawiony świat opiera się na założeniu, że nagle przestają rodzić się dzieci. I nie widzę wyjaśnienia dla tego zjawiska — nawet fantastycznego, że to decyzja Boga, demona albo spisek agresywnych kosmitów. Nic. Po prostu tak się nagle dzieje, że po którymś roku (leżącym w przyszłości w momencie opublikowania książki) niemowlęta przestają się pojawiać na świecie, kobiety nie zachodzą w ciążę, plemniki mężczyzn nie radzą sobie z zapłodnieniem... Dotyczy to ludzi na całym świecie (włącznie z indiańskimi plemionami znad Amazonki i odizolowanymi wysepkami), ale zwierząt już nie.

Takie wydarzenie wywraca porządek świata do góry nogami (weźmy chociażby implikacje ekonomiczne, emerytury) i to zostało dobrze przemyślane i przedstawione w powieści. Ale dobra socjologiczna fantastyka naukowa mówi coś o prawdziwym świecie, często przed czymś ostrzega, krytykuje jakieś rozwiązania. A o czym świadczy zachowanie ludzi w nieprawdopodobnej sytuacji?

Sama fabuła nie porywa. Przez wiele pierwszych stron protagonista trochę biadoli, jak to mu ciężko, trochę wyjaśnia działanie obecnego świata, ślizgając się na granicy infodumpów. Jest tak skoncentrowany na sobie, własnych wrażeniach, emocjach, przekonaniach, że momentami miałam dosyć tego egocentrycznego marudy. Ale w końcu zaczyna współpracować z innymi postaciami i akcja rusza z miejsca.

Pozostali bohaterowie są chyba bardziej interesujący — zróżnicowani charakterologicznie, wiekowo i zawodowo. Niby łączy ich wspólny cel, ale nie do końca.

Zabawne jest to, że akcja zacznie się lada moment — pierwszy rozdział startuje 1 stycznia 2021. Jak już wspomniałam, wartość profetyczna książki jest żadna, bo póki co dzieci ciągle się rodzą. Może w niektórych krajach mniej niż kiedyś, ale nic nie wskazuje na nagłą zapaść.

Trafiają się literówki, ale raczej rzadko.