Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2023

"Matematyka. 50 idei, które powinieneś znać"

Tytuł:           Matematyka. 50 idei, które powinieneś znać   
Tytuł oryginału: 50 Mathematical Ideas you Really Need to Know
Autor:           Tony Crilly                                  
Tłumacz:         Wiktor Bartol                                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo PWN                              
Rok 1. wydania:  2007                                         

Jak obiecują tytuł i podtytuł — to przegląd najważniejszych koncepcji w historii matematyki. Uszeregowane chyba od najbardziej podstawowych do najbardziej skomplikowanych (od zera do hipotezy Riemanna), więc wypada z grubsza chronologicznie. Ale tylko z grubsza — Wielkie Twierdzenie Fermata uplasowało się na czterdziestej dziewiątej pozycji.

Każda idea dostaje pięć lub sześć stron. Krótki wstęp wyjaśniający, że ten pomysł naprawdę był ważny i potrzebny, potem trochę historii, omówienie wybranych zagadnień związanych z danym tematem. Na dole pierwszej parzystej strony rozdziału i Autor zamieścił oś czasu, na której zaznaczono kilka kluczowych punktów. Na samym końcu “teoria w pigułce”, czyli hasłowe streszczenie rozdziału.

O większości pojęć co najmniej słyszałam, tylko rozdział poświęcony geometrii dyskretnej stanowił nowość. Grafy okazały się bardziej złożony, niż mi to mówiono w podstawówce. Niektóre kwestie, jak genetyka czy względność nieco zaskakują w książce o matematyce. Oczywiście, że matematyka jest w nich niezbędna, ale to nie jest pierwsza dziedzina, która przychodzi do głowy.

Lekturę uważam za pożyteczną. Czegoś tam się dowiedziałam, reszta pozwoliła uporządkować wiedzę, spojrzeć na zagadnienie z nieco innego punktu…

Dużo rysunków, przeważnie wciśniętych na marginesy. Wszystkie czarno-białe, bardzo rzadko zdarzają się fotografie. Bo i nie o zdjęcia w matematyce chodzi. Na końcu książki zamieszczono słowniczek oraz indeks.

Pod względem językowym całkiem przyzwoicie, tylko na stronie 95 chochlik namieszał i znaki “należy do zbioru” i “nie należy do zbioru” wyglądają identycznie.

sobota, 25 lutego 2023

"Analfabetyzm matematyczny" — narzekania

Tytuł:           Analfabetyzm matematyczny     
Tytuł oryginału: Innumeracy                    
Autor:           John Allen Paulos             
Tłumacz:         Jacek Miękisz                 
Wydawnictwo:     Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe
Rok 1. wydania:  1988                          

Podtytuł "i jego skutki" wiele obiecuje, ale Autor tych obietnic nie spełnia. Ot, biadoli, że bardzo wielu ludzi myli proste pojęcia, wierzy w astrologię, daje się nabierać reklamom i robi jeszcze mnóstwo innych głupot. Oczywiście, że lepiej byłoby, gdyby ludzie porządniej znali matematykę. Ale globalnych skutków nie widzę. A takie w skali mikro mogą być zróżnicowane. Co innego wierzyć, że ma się jakieś tam cechy, bo urodziło się w końcu czerwca, a co innego przegrać majątek w pokera.

Książka niezbyt ładnie się zestarzała i w dużym stopniu dotyczy Stanów Zjednoczonych. Owszem, te części, które zostały poświęconej czystej matematyce, nadal są aktualne. Ale na przykład narzekania na amerykański system edukacyjny nic Polakowi nie powiedzą. Prezydenta Reagana ledwie pamiętam, więc wszystkie odniesienia do ludzi i zdarzeń z tych czasów trafiały w próżnię.

Wiele się na świecie zmieniło od tego czasu. Analogiczna książka pisana dzisiaj zapewne położyłaby większy nacisk na informatykę i komputery. I mam wrażenie, że kobiety mniej boją się matematyki niż trzydzieści parę lat temu, dzieci w podstawówkach startują w konkursach matematycznych... No, przynajmniej w Polsce.

Nie ma żadnych wodotrysków — ilustracji, bibliografii, indeksu, dodatków... A czasem by się przydały, na przykład łatwiej pokazać, jak wygląda rozkład normalny, niż go opisywać.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

środa, 3 sierpnia 2022

"Gabinet matematycznych zagadek" 2

Tytuł:           Gabinet matematycznych zagadek
Tytuł oryginału: Professor Stewart's Hoard of  
                 Mathematical Treasures        
Tom:             2                             
Autor:           Ian Stewart                   
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Literackie        
Rok 1. wydania:  2009                          

Po polsku ta książka ukazała się jako drugi tom, w oryginale — jako kontynuacja, z nieco innym tytułem i wzmianką o innej szufladzie w podtytule. Pewien ślad tego procesu pozostał w tytule polskiego wstępu: "Druga szuflada od góry".

W treści obu części podobieństwo jest tak silne, że aż trudno pisać oddzielną recenzję. To nadal zbiór łamigłówek, ciekawostek i anegdot. Tym razem najbardziej spodobał mi się zestaw dowcipów o różnych matematykach lub fizykach i kotach. "Czy Schrödinger miał kota?" "I tak, i nie". I tak dalej, lista jest dość długa, niektórych bohaterów w ogóle nie znałam, nie miałam pojęcia, czym się zajmowali, więc i żartu nie zrozumiałam.

Zagadki o różnym stopniu trudności: od takich w ogóle nie wymagających namysłu, przez zbyt żmudne, żeby chciało mi się szukać rozwiązania, do takich, przy których nawet nie miałam pojęcia, od której strony je ugryźć.

Styl często przyjemnie wesoły. Mimo to trudno połknąć tę książkę. W zbyt dużych dawkach coraz słabiej wchodzi.

Praca zawiera ilustracje. Zazwyczaj to rysunki niezbędne do zadania zagadki, ale trafiają się również fotografie co bardziej znanych ludzi albo coś, co po prostu służy ozdobie. Wszystko czarno-białe.

Nie ma żadnego indeksu. A szkoda, bo mógłby ułatwić znajdowanie kiedyś przeczytanych rzeczy.

Nie zauważyłam usterek językowych.

poniedziałek, 8 marca 2021

"Teoria parasola" — matematyka i inne nauki

Tytuł:           Teoria parasola         
Tytuł oryginału: Le théorème du parapluie
Autor:           Mickaël Launay          
Wydawnictwo:     Feeria                  
Rok 1. wydania:  2019                    

Podtytuł brzmi "Czyli jak matematyka wywraca świat do góry nogami" i nieźle oddaje treść książki. Trudno powiedzieć, o czym traktuje całość. Na pewno nie o historii matematyki. Nie są to także zagadki. Coś w rodzaju ciekawostek, ale nie zbiór łamigłówek, tylko różne wybrane zagwozdki, które niekiedy miały bardzo dalekosiężne skutki. Ot, ktoś coś zauważył, zdziwił się, a potem zaczął drążyć temat.

Na początku mamy spostrzeżenie, że cyfry nie występują równomiernie (zwłaszcza na pierwszym znaczącym miejscu w liczbie). Autor proponuje nam pójść do sklepu i na własne oczy przekonać się, że najwięcej cen zaczyna się od 1. W jakiś pokrętny i zadziwiający sposób (z perspektywy, bo podczas czytania jedno elegancko wynikało z drugiego) Launay przechodzi do logarytmów. A kończy się na odkształceniach czasoprzestrzeni i pierwszym zdjęciu czarnej dziury. Tak, książka zahacza również o fizykę.

Styl bardzo przystępny. Aż można uwierzyć, że te logarytmy są bardzo pożyteczne i nie powstały wyłącznie w celu gnębienia uczniów. Wrażenie lekkości wzmacniają rysunki — wyraźne, jasne, nierzadko z jajem. Zresztą, w samym tekście też można spotkać psikusy — a to celowy błąd, a to numeracja stron przy pomocy ułamków dziesiętnych... Nie sposób się nudzić .

Podziwiam wywód Autora. Niby prosto i jednowymiarowo, a jednak wszystko się ze sobą łączy i nieraz wracamy do niewinnej ciekawostki sprzed kilkudziesięciu stron. Bo okazuje się mieć związek, jak ta częstotliwość występowania cyfr z logarytmami.

Na lekki minus wyraźna francuskość tekstu — wszystkie odwołania (literackie, geograficzne, językowe itd.) wiążą się z Francją i wydają się skierowane do francuskiego odbiorcy. Niekiedy tłumacz i wydawca coś tam próbują wygrzebać specjalnie dla Polaka, ale to kropla w morzu.

Na końcu znajduje się lista lektur uzupełniających. Tytuły w różnych językach, podzielone na części zgodnie z tematyką książki, każda opatrzona komentarzo-wstępem.

Pod względem językowym całkiem nieźle, zauważyłam jedną literówkę, o której sądzę, że nie została umieszczona w tekście specjalnie.

niedziela, 6 września 2020

"Prawa epidemii" — wciągająco

Tytuł:           Prawa epidemii        
Tytuł oryginału: The Rules of Contagion
Autor:           Adam Kucharski        
Wydawnictwo:     Relacja               
Rok 1. wydania:  2020                  

Podtytuł: "Co wspólnego mają wirusy, kryzysy i fake newsy". Napis na okładce informuje, że książka jest bardzo aktualna. Cóż, i tak, i nie. Pierwsze wydanie oryginału pojawiło się w połowie lutego, więc jeszcze zanim koronawirus zaczął na dobre (raczej złe) szaleć po Europie. Dodajmy do tego cały proces wydawniczy... Ale prawdą jest, że książka opowiada o epidemiach w ogóle, czyli jakieś wnioski można wyciągnąć, a przydatnych informacji znajdziemy mnóstwo. Wbrew polskiemu nazwisku, Autor pracuje na londyńskiej uczelni i pisze po angielsku.

Epidemie w książce definiowane są dość szeroko — to nie tylko szerzące się choroby, ale także kryzysy finansowe, zarażanie się zachowaniami, rozprzestrzenianie informacji w Internecie i innych mediach... I widać w tej definicji sporo logiki — w gruncie rzeczy mechanizm działania jest bardzo podobny. Oczywiście, że nie identyczny (choćby dlatego, że czasami zarażanie jest zjawiskiem pożądanym — jak w kampanii reklamowej — a czasami szkodliwym), ale często można skutecznie przenosić doświadczenia z jednej dziedziny do drugiej.

Książka podzielona została na osiem rozdziałów. Te z kolei składają się z kilkustronicowych fragmentów. Każdy rozdział analizuje inny aspekt omawianego zjawiska. Tekst od czasu do czasu ilustrują wykresy i rysunki; cena akcji, liczba nowych zachorowań podczas jakiejś epidemii, schematy różnych rodzajów sieci powiązań itp.

Czyta się bardzo dobrze, bo lektura wciąga. Kucharski jakoś przemyca emocje do opisów — jak to pierwszy prawdziwy badacz malarii miał rację, ale nikt go nie słuchał, co działo się podczas kryzysu finansowego z 2008 roku... Nawet wzór na sumę ciągu geometrycznego został pokazany, jakby to było przełomowe odkrycie. Trochę historii nauki, trochę lekcji z niej wynikających, trochę do przemyślenia na teraz... Na mnie ta mieszanka podziałała bardzo pozytywnie.

Na końcu znajdują się przypisy (strasznie niewygodne rozwiązanie, wrrr!) oraz dodatkowe lektury (omówienie, a nie sucha lista). Zabrakło natomiast indeksu.

Pod względem językowym mogło być lepiej. Trafiają się błędne konstrukcje (zmienianie podmiotu w zdaniu złożonym z imiesłowem współczesnym), oraz konstrukcje dwuznaczne (i niekiedy naprawdę nie wiedziałam, co było podmiotem, a co dopełnieniem). Rozumiem, że w tekstach (popularno)naukowych powtórzenia są dopuszczalne, ale "publiczna publikacja" to już przesada.

sobota, 29 grudnia 2018

"Gabinet matematycznych zagadek" — zbiór łamigłówek

Tytuł:           Gabinet matematycznych zagadek
Tytuł oryginału: Professor Stewart's Cabinet of
                 Mathematical Curiosities      
Tom:             1                             
Autor:           Ian Stewart                   
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Literackie        
Rok 1. wydania:  2008                          

Tytuł głosi, że książka zawiera matematyczne zagadki. Ale nie tylko. Można tu również znaleźć garść ciekawostek. Mnie osobiście chyba najbardziej spodobała się "Gra w życie" — kilka reguł decydujących, które pola zostaną kolorowe, na których kolor zniknie, a na których się pojawi. A efektów różnych konfiguracji nie sposób przewidzieć od jednego rzutu oka. Godzinami można patrzeć, jak to drga i pulsuje, póki nie zamrze w jakichś stabilnych albo oscylujących formach. Samo życie...

Zagadki na ogół były dla mnie nowe, choć niektóre stanowiły warianty klasycznych problemów (typu dzielenie tortu czy przewożenie wilka, kozy i kapusty).

Ciekawostki niekiedy odsyłają do stron internetowych, na których można się więcej dowiedzieć na dany temat albo przetestować własne koncepcje.

Na końcu książki podano rozwiązania. Jeśli człowiek nie ma żadnego pomysłu albo nie jest pewien, czy dobrze kombinuje, może sprawdzić.

Wydaje mi się, że trudno czytać tego typu książki jednym ciągiem. Raczej problemik od czasu do czasu.

Niestety, wkradło się kilka błędów. Na tyle poważnych, że uniemożliwiają zabawę z daną zagadką. W łamigłówce na bazie scrabble nie podano wartości litery D, w problemie "Morderstwa w parku" jedna brama została nieprawidłowo zaznaczona itp. Jednak większość zagadek zredagowano poprawnie i można się nad nimi pozastanawiać.

środa, 3 maja 2017

"Wprowadzenie do teorii chaosu" — sama matematyka

Tytuł:           Wprowadzenie do teorii chaosu
Tytuł oryginału: An Introduction to Chaos     
Autor:           J. Robert Dorfman            
Wydawnictwo:     PWN                          
Rok 1. wydania:  1999                         

Podtytuł: "W nierównowagowej mechanice statystycznej" wbrew pozorom wiele mówi: to książka dla fanatyków matematyki. Straszliwie zmatematyzowana, co tylko się dało, zostało sprowadzone do postaci równań. A nawet podejrzewam, że kilka rzeczy, które stawiały ogromny opór, też zostało wciśnięte w gorset formuł.

I nie są to rzeczy relatywnie proste, zrozumiałe dla bystrego maturzysty. W równaniach bardzo silnie reprezentowane są macierze, całki (zdarzają się i poczwórne) oraz różne krzaczki pochodzenia greckiego. Zapiski między równaniami często redukują się do zaklęć w stylu "nawiasy kątowe oznaczają średnie kanoniczne w stanie równowagi. Dla E(t) przyjmujemy wyrażenie na pole oscylujące, co prowadzi do".

Można spotkać strony bez żadnego równania, ale zazwyczaj i one pisane są raczej sztywnym, sformalizowanym językiem i odwołują się do pojęć zdefiniowanych wcześniej matematycznie. Efekt pozostaje niezrozumiały dla laika. Odrobinę światła rzucają ilustracje, szczególnie dotyczące przekształceń: przekształcenie piekarza, przekształcenie kota Arnolda...

Jeśli Czytelnik odczuwałby niedosyt, to niemal każdy rozdział zakończony jest omówieniem lektur uzupełniających i zadaniami. Czasami nawet da się zrozumieć treść. ;-)

Podsumowując: nie polecam nikomu, kto na studiach nie miał matematyki. I to kursu znacznie bardziej zaawansowanego niż jeden semestr podstaw potrzebnych w konkretnej dziedzinie...

wtorek, 3 stycznia 2017

"Fascynująca matematyka" — historia nauki

Tytuł:           Fascynująca matematyka  
Tytuł oryginału: The Story of Mathematics
Autor:           Anne Rooney             
Wydawnictwo:     Bellona                 
Rok 1. wydania:  2008                    

Pierwszy podtytuł, przytaczany również w oryginalnym: "Od planów piramid do badania nieskończoności" znacznie lepiej oddaje treść niż tytuł właściwy. Czyżby to bolączka wydawnictwa (bo to nie pierwszy taki przypadek)? Nieważne, czy literki na okładce wprowadzają w błąd, grunt, żeby książka się sprzedawała. Krótkowzroczne podejście, według mnie. W nauce zaufanie, że badacz uczciwie podchodzi do swoich eksperymentów, jest kluczowe. Opowiadać bajki i obiecywać gwiazdki z nieba to można w fantastyce. Matematyka owszem, bywa fascynująca. Ale nie o tym jest ta książka.

Historia matematyki w dziewięciu rozdziałach — od starożytności oraz idei liczby do przeprowadzania formalnych dowodów. W książce poruszane są również tematy zazwyczaj pomijane w podręcznikach szkolnych — na przykład początki zapisu liczbowego czy podstawy statystyki. Niby rzeczy raczej znane, ale czegoś się dowiedziałam. Chociaż pewnie na długo nie zapamiętam. Może przynajmniej nie zapomnę, gdzie tych informacji szukać. ;-)

Autorka dołożyła starań, aby podać wiadomości w jak najbardziej przystępnej formie — dostajemy wiele ramek, zdjęć (czarno-białych), rysunków. Na końcu słowniczek pojęć. Książka okraszona krótkimi biografiami co bardziej znanych matematyków.

Albo wewnętrzna. Takie rzeczy byłyby pierwsze do wyparcia.
Warto jednak czytać krytycznie (właściwie zawsze), bo zdarzają się pomyłki. Na przykład na stronie 58: "Logarytmem liczby 2 jest 0,30103, ponieważ 2^0,30103 = 10". Serio? No, to może być taki bardziej zaawansowany czeski błąd, ale co z twierdzeniem ze strony 107? 
Dwa trójkąty są przystające (mają ten sam kształt i rozmiar) jeśli mają po dwa kąty tej samej miary i po jednym boku tej samej długości.
A gdyby tak wziąć trójkąt pitagorejski (o bokach 3, 4, 5) i powiększyć 5/3 raza? Wychodzi na to, że obie figury będą identyczne.

Język przystępny, bez epatowania żargonem. Powinien być zrozumiały nawet dla młodego czytelnika, acz książka nie wydaje się adresowana do dzieci.