Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cherezińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cherezińska. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 czerwca 2017

"Legion" — historyczna jatka

Tytuł:           Legion              
Autor:           Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo:     Zysk i S-ka         
Rok 1. wydania:  2013                

Spodobała mi się "Korona śniegu i krwi", udany mariaż historii (rozbicia dzielnicowego) i fantastyki. Miałam nadzieję na powtórkę z rozrywki, więc wzięłam się za "Legion", chociaż dotyczy okresu, którego nie cierpię — drugiej wojny światowej. A tu rozczarowanie, bo w tej książce fantastyki w ogóle nie ma, została tylko jatka.

Gruba księga, z wieloma postaciami (zazwyczaj kiedyś naprawdę żyjącymi) i wątkami. Jej napisanie musiało wymagać potwornej ilości badań. Doceniam wysiłek, chociaż te ziarna padły na wyjątkowo niesprzyjający grunt.

Fabuła dotyczy wyjątkowej jednostki wojskowej. Nie wciągnęła, ale i nie miała na to szansy — z grubsza wiedziałam, jak się muszą skończyć wątki bazujące na historycznym tle, polityczne przepychanki mierziły, a te drobne, ludzkie, obyczajowe nigdy mnie nie ciekawiły. Tylko żal było patrzeć, jak wartościowi ludzie tracą życia, a kanalie kwitną, dopóki nie trafią na silniejszego.

Bohaterów mnóstwo, ale właściwie nie ma żadnego głównego, tylko niektórzy pojawiają się na kartach częściej. Słabo orientuję się w strukturach armijnych, więc wojskowych było najtrudniej zapamiętać. Szczególnie mylili mi się Ząb i Żbik.

W pewnym momencie zaczęła mnie bardzo razić czarno-białość organizacji. Tylko jedna grupa jest szlachetna, inteligentna i bez skazy (o, oni długo przed wybuchem wiedzieli, że Powstanie Warszawskie nie ma sensu). Ich sprzymierzeńców jeszcze można polubić, ale wrogowie to niemal nieodmiennie albo idioci, albo bandyci, a często jedno i drugie. Kiedy czytam opowieść, w której po jednej stronie stoją sami dobrzy ludzie, a po drugiej sami źli, zaczynam podejrzewać, że to bajka dla dzieci lub propaganda. Nie pomagało, że wybrańcy są tak skrajnie prawicowi, że AK przy nich wychodzi na zbieraninę podejrzanych ludzi zawzięcie kolaborujących z komunistami.

Za to na plus zróżnicowana narracja — od czasu do czasu dostajemy króciutką biograficzną notkę pojawiającej się postaci albo wycinek z prasy czy raportu, podany zmienioną czcionką. Takie wstawki urozmaicały lekturę.

Język pozostawia wiele do życzenia. Nie tylko zagubione podmioty, liczby zapisywane cyframi w dialogach, ale również "ubieranie munduru" (s. 646), a nawet błąd ortograficzny (s. 618). Otóż "marz" wiąże się z marzeniami, a "maż" z mazaniem. Wypadałoby ich nie mylić. Przeszkadzały mi również anachroniczne nawiązania do współczesnych filmów.

wtorek, 20 września 2016

"Korona śniegu i krwi" — rozbicie dzielnicowe plus magia

Tytuł:           Korona śniegu i krwi
Autor:           Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo:     Zysk i S-ka         
Rok 1. wydania:  2012                

Interesujące połączenie fantasy i powieści historycznej. Akcja toczy się w XIII wieku, pod koniec rozbicia dzielnicowego. Chyba najbardziej spodobał mi się pomysł ze zwierzętami herbowymi, które mogą opuścić materiał, spełnić jakieś polecenie pana albo się z kimś pobić. Ale splecenie dziejów Piastów z pieśniami o Rycerzach Okrągłego Stołu też bardzo interesujące.

Do słabiej lub lepiej (no dobrze, będę szczera — raczej słabiej) znanych faktów historycznych Autorka dodaje wątki pogańskie, wyżej wspomniane lwy i inne gryfy obdarzone własnym życiem oraz zwyczajne życie z jego nieodłącznymi problemami obyczajowymi. Niby z grubsza wiadomo, jak się to wszystko musi skończyć, ale i tak czyta się z zainteresowaniem.

Czasami miałam wrażenie, że magii na kartach jest aż za dużo. Nie tylko klątwy, święci za życia dokonujący cudów, kapłanki pradawnych kultów też całkiem nieźle sobie radzące... Na tym szacownym tle spiczaste uszy jednego z bohaterów wyglądały groteskowo.

Bohaterowie ciekawi i zróżnicowani. Postacie znane z historii, te mniej popularne (ale jednak kiedyś żyjące) i całkiem zmyślone. Książęta piastowscy pokazani niekoniecznie od najlepszej strony — tłuką się przy każdej okazji, niekiedy nawet wtrącają bezprawnie do lochu, knują, dogryzają... Nieco irytowały mnie ostre kontrasty między bohaterami — albo białymi, albo czarnymi. Wydaje mi się, że przydałoby się więcej szarości. A jeszcze ci źli mają tyle swobody; dobra księżniczka nie może być pewna własnego życia i nawet nie ma jak się chronić, zła może bez przeszkód zdradzać męża lub czarować.

Język raczej bez stylizacji, choć siłą rzeczy zawiera sporo archaicznych słów, prosty w odbiorze. Niestety, wkradło się trochę błędów, w tym rażące ortograficzne: watach (s. 576 i nie chodzi tu o bawełnę, lecz o grupę w dopełniaczu liczby mnogiej), ważenie (w sensie gotowania, s. 637) czy ludzie "rządni srebra" (s. 665). Poza tym ubieranie koszuli. Wstyd!