Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 czerwca 2021

"Nowoświaty" — w hołdzie Lemowi

Tytuł:           Nowoświaty                
Redaktor:        Magdalena Świerczek-Gryboś
Wydawnictwo:     SQN                       
Rok 1. wydania:  2021                      

Zbiór ośmiu opowiadań różnych twórców wyłonionych w konkursie na tekst nawiązujący do twórczości Stanisława Lema. Konkurs zorganizowano w ramach obchodów Roku Lema (setna rocznica przyjścia na świat). Niektórych z Autorów znałam już wcześniej, nie tylko z twórczości, ale również z wymiany komentarzy w Internecie. Nawiązania do Mistrza są różne — w nazwach sprzętów, postaciach, imionach, cytatach... Oczywiście w tematyce; futurystycznej, kosmicznej, nie zawsze różowej. Chyba najtrudniej nawiązać erudycją, stylem, zabawą językiem... Czasami do konkretnego utworu, niekiedy do twórczości ogółem. Na pewno to nie to samo. Ale mimo to może być ciekawie.

Widać, że teksty powstawały w "ciekawych czasach", w których przyszło nam żyć. Zaskakująco często Autorzy wspominają o poważnych problemach, szczególnie związanych z ekologią i chorobami. Cóż, Lem też nie zawsze był optymistą, acz fajnie byłoby poczytać lżejsze, mniej katastroficzne opowiadania z większą dawką humoru. Wydaje mi się, że w opowiadaniach pojawia się więcej kobiet niż u Mistrza.

Dzieci Marii Marka Kolendy

Podróż kosmiczna, nowe planety. Jak na mój gust (i chyba Lema również) — za dużo tu romantycznej miłości. Ale poza tym historia z ciekawym pomysłem u podstaw.

Adaptacja Moniki Fenc

Postapo z przesłaniem ekologicznym. Trochę mało fabuły, właściwie to sama ekspozycja zakończona puentą.

Mgły nad Atlantis Sylwestra Gdeli

Opowiadanie bardzo w stylu Autora, z rozbuchanym światotwórstwem. W rezultacie trudno się zorientować w tym świecie. Przydałoby się więcej wyjaśnień, ale można spotkać ciekawych ludzi.

Flaworyści Michała Antosiewicza

Opowiadanie chyba najbardziej przypominające Lemowskie (i to w moim ulubionym, wesołym wydaniu). Bohater wraca na Ziemię po długiej podróży, a tu sporo się pozmieniało i same problemy. To dziełko podobało mi się najbardziej z całej antologii.

DYaB Aleksandry Stanisz

Ten tekst bardziej nawiązuje do Bułhakowa niż do Lema. A przynajmniej Michaiła Afanasjewicza  czuć wyraźniej. Akcja rozgrywa się na pograniczu literatury i wirtualnej rzeczywistości.

Ostatni mówi "nie" Pauliny Rezanowicz

Kolejny tekst z przesłaniem ekologicznym. Ludzkość porzuca Ziemię i bardzo mocno to przeżywa. Ciekawa zabawa z formą.

Decyzja Lecha Baczyńskiego

Postapo. Dla mnie to historia o głupocie i niefrasobliwości ludzkiej. Na różnych poziomach. Trudno więc oczekiwać, że wyjdzie optymistycznie.

A u Lema... Marcina Bartosza Łukasiewicza

Ludzkość u progu zagłady. Właściwie to scenka. Nie ma fabuły, nic się nie zmienia, tylko bohaterowie wymieniają się poglądami, przy okazji opisując sytuację.


Dziękuję wydawnictwu SQN za udostępnienie pliku.

niedziela, 7 lutego 2021

"Pamiętnik znaleziony w wannie" — zmagania z systemem

Tytuł:       Pamiętnik znaleziony w wannie
Autor:       Stanisław Lem                
Wydawnictwo: Interart                     
Rok wydania: 1961                         

Relacja agenta wypełniającego Misję w ogromnym Gmachu. A właściwie nie tyle wypełniającego, co desperacko próbującego ustalić, na czym ta misja polega. Niby proste, ale nie w Gmachu, gdzie wszystko jest zaszyfrowane, ukartowane, ma kilka warstw znaczeń i mocno zalatuje Kafką...

No właśnie — znaczenia. Podejrzewam, że powieść to krytyka. Ale czego? Struktur wojskowych (Gmach to wszak jeden z budynków Pentagonu), w których rozkazy płyną w jednym kierunku i nie mogą być kwestionowane? A może wywiadu z jego sekretami (Misja bohatera jest tak tajna, że nikt nie może jej znać)? Albo zimnej wojny? Albo pozornie przeniesionych za ocean bezsensów socjalizmu? Możliwości wiele... Niewykluczone, że i picie herbaty oberwało.

Nie jestem pewna, czy można tu mówić o fabule — protagonista tylko się miota. Próbuje różnych taktyk; postępowania zgodnie z instrukcjami i wbrew nim, zmuszania sekretarek do odpowiedzi (nie miał szans), zaufania i podejrzliwości... I tak bez końca. Jak wspomniałam — skojarzenia z twórczością Kafki same się nasuwają.

Bohater jest tym wszystkim coraz bardziej zmęczony, zniechęcony, osaczony... Podobnych odczuć doznaje czytelnik. Nie jest to więc książka, którą czyta się szybko. Kartki przewracają się z oporem, w końcu wiadomo, że na następnej stronie nie czeka nic przyjemnego.

Ale powieść napisana dobrze, wiele zagrań Autora podziwiałam. Na przykład takie pomysły na muzea (oraz eksponaty), które mogą się mieścić w wojskowym budynku.

Nie zauważyłam żadnych usterek językowych.

środa, 2 września 2020

"Zagadka" — różne

Tytuł:       Zagadka. Opowiadania
Autor:       Stanisław Lem       
Tom:         1                   
Wydawnictwo: Interart            
Rok wydania: 1957-1959           

Zbiór opowiadań, które nie załapały się do żadnych cykli; ani o Pirksie, ani o Trurlu i Klapaucjuszu, ani o Ionie Tichym... Trudno znaleźć ich wspólny mianownik, a jeśli próbować, to musi on być raczej ogólny: człowiek w obliczu nieznanego.

Opowiadania są dość pesymistyczne w wymowie, może nawet ponure. Jeśli na Ziemi pojawiają się kosmici, to w złych zamiarach. A właściwie trudno powiedzieć cokolwiek o ich zamiarach, bo nie sposób się z nimi porozumieć. Zazwyczaj można co najwyżej badać (acz raczej bez większych sukcesów). Skutki pierwszego kontaktu nigdy nie są pozytywne. W pewnym stopniu wyjątek stanowi "Inwazja z Aldebarana", w której można dopatrzeć się przebłysków humoru — nie ma to jak ochronna zapora z wodorotlenku etylu. To jednak najkrótszy tekst w całym tomiku.

Historyjki mają już ponad pół wieku, ale wcale nie wyglądają staro. OK, pozmieniały się interfejsy, a tu ciągle rządzą klasyczne rozwiązania, hitem wśród urządzeń do komunikacji nadal jest telefon stacjonarny, nie dla wszystkich dostępny. Ale w głębszych warstwach teksty pozostają świeże i ciekawe. No, te hipotezy nie zostały sfalsyfikowane i mniejsza o wykorzystywane gadżety. Nie wiem, czy to dobrze świadczy o Lemie, czy kiepsko o reszcie ludzkości. Może zwalmy na ufoludki, które ciągle się do nas nie pofatygowały.

Ciekawostka — w "Inwazji" pojawia się kobieta, istota tak rzadko spotykana w książkach Autora. Ale i tak nie ma wiele do gadania.

Język bardzo bogaty. Niewiele tu banalnych słów z podstawowego słownika dwóch tysięcy wyrazów, który większości ludzi wystarcza do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Garstka neologizmów dla urozmaicenia lektury.

Jeśli mogłabym na coś narzekać, to na tytuły — zarówno całego zbioru, jak i poszczególnych opowiadań. W połowie przypadków jednowyrazowe, na tyle uniwersalne, że zdają się pasować do większości tekstów. Wątpię, żebym za kilka lat pamiętała, o czym traktował "Przyjaciel", a o czym "Szczur w labiryncie". Faktycznie, to może być "Zagadka".

Nie zauważyłam żadnych wpadek językowych. Ech, zastanawiam się, czy nawet gdyby coś wpadło mi w oko, to czasem nie wyparłabym traumatycznego kiksa ze świadomości...

niedziela, 31 marca 2019

"Dzienniki gwiazdowe" — śmieszno-poważnie

Tytuł:          Dzienniki gwiazdowe
Autor:          Stanisław Lem      
Wydawnictwo:    Gebethner i S-ka   
Rok 1. wydania: 1957               

Zbiór opowiadań będących opisami podróży bohatera — Ijona Tichego. Dwanaście podróży (chociaż ponumerowane z lukami; od siódmej do dwudziestej ósmej), każda inna, większość dokądś w Kosmos. Nie brak zabawnych perypetii Ijona, zderzeń ziemskich terminów z astronautyką — urzekły mnie wskazówki, jak trafić na upatrzoną planetę: "za słońcem błękitnym skręcicie w lewo" itd. Ale zakurzony stos atomowy też zacny.

Jednak, jeśli rozpiąć płaszczyk humoru, wyłaniają się sprawy całkiem poważne. W książce pełno rozważań o wierze, materializmie (co, gdyby istniała maszyna zdolna do kopiowania człowieka atom w atom?), czasie, możliwości powstania życia na Ziemi (na wielu planetach uważają, że to absolutnie niemożliwe ;-) ), posthumanizmie... Ja odniosłam wrażenie, że Autor skłania się ku materializmowi. Lecz gdyby odpowiednio dobrać cytaty, tezę przeciwną też da się udowodnić.

Czytałam tę książkę już wcześniej, w liceum, ale wtedy wielu rzeczy nie zauważyłam. Skoncentrowałam się na tej powierzchownej, śmiesznej warstwie. Szanuję pisarzy, którzy potrafią stworzyć dzieła rosnące razem ze mną. Można ich i je polecać każdemu.

Dużo zabawy z formą. Dość rzec, że mamy dwa wstępy, oba napisał profesor Taratonga. Niesamowite gierki językowe; neologizmy, skrótowce (Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego to tylko jeden z banalniejszych przykładów)... Aż kusi, żeby zajrzeć do jakiegoś przekładu Lema i sprawdzić, jak tłumacze dali radę. Podobno zwykły "Awruk" pokonał większość.

Na końcu książki znajduje się dodatek — wspomnienia Ijona: opowieść o profesorze Corcoranie (pierwowzór Matriksa, IMO) i historyjka o rywalizacji pralek. Coś mi się ona bardzo kojarzy z telefonami. Jeśli komórki zaczną wyglądać jak seksbomby, to będzie początek końca. I odezwa bohatera, którą można interpretować jako narzekania na całkiem realnych durnowatych turystów. W ogóle w książce można się doszukiwać licznych metafor i analogii.

Do tego rysunki Autora — każdy może się przekonać, jak wyobrażał sobie kobietę-taboretę albo mieszańca kurdla i wędłowca.

Pod względem redaktorskim mogło być lepiej — trafiają się literówki, gdzieś tam brakuje całego słowa... Ale sam język piękny, słownictwo bogate.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Człowiek z Marsa" — początki Lema

Tytuł:          Człowiek z Marsa
Autor:          Stanisław Lem   
Wydawnictwo:    Interart        
Rok 1. wydania: 1946            

Nowela, jeden z pierwszych tekstów literackich opublikowanych przez Mistrza, poruszający temat pierwszego kontaktu. Pisany jeszcze w czasie drugiej wojny światowej, co chyba znalazło odbicie w treści: bardzo agresywne stosunki między Ziemią a Marsem, wyraziste przeciwstawienie "nas" oraz "ich". Właściwie wysłannik Czerwonej Planety nawet nie stara się nawiązać porozumienia. Można również dostrzec silne nawiązania do twórczości Wellsa.

Utworek niezbyt długi, więc i fabuła prosta (ale nie powiedziałabym, że pozbawiona zwrotów akcji). Lem się dopiero rozkręcał. Podobno później sam twierdził, że to raczej słaby tekst.

Da się jednak znaleźć ciekawe pomysły — spodobał mi się pomysł na komunikację z przybyszem z Marsa. A jeszcze bardziej to, że do pierwszego kontaktu przystępują naukowcy, a nie marines. Sam Obcy też interesująco przedstawiony. I faktycznie — do samego końca zachowuje obcość. To chyba pierwszy z całej serii "niepoznawalnych" kosmitów Lema.

Ludzcy bohaterowie dość podobni do siebie — ot, garść fachowców w swoich dziedzinach. Nieco wyróżniają się główny (który został we wszystko wmieszany przez przypadek) i profesor, przywódca obdarzony wyjątkowym intelektem.

Język też jeszcze szału nie robi — zdarzają się nieładne powtórzenia.

środa, 28 września 2016

"Bajki robotów" — staroroboci język

Tytuł:       Bajki robotów              
Autor:       Stanisław Lem              
Wydawnictwo: Biblioteka Gazety Wyborczej
Rok wydania: 1964                       

Zbiór kilkunastu bajek, jakie mamy robocice mogłyby opowiadać malutkim robociątkom przed snem. Gdyby roboty potrzebowały snu i miały dzieciństwo. Ciekawie odwrócone strony — to ludzie (o ile w ogóle się pojawiają) są dla bohaterów stworami egzotycznymi, niezrozumiałymi i bardzo odległymi.

Uwagę zwraca przede wszystkim niesamowity język, stworzony przez Autora. Piękna mieszanka staropolskiego z terminami technicznymi, obfitująca w neologizmy — elektrycerze, bladawce, kosmolud i wiele innych. Warto wczytywać się uważnie w te konstrukcje. W posłowiu dialekt nazwany zostaje "starorobocim". Nieźle oddaje cechy narzecza, a do tego sam w sobie stanowi miły paradoksik.

Historyjki niby o robotach, ale jakichś dziwnych: miotanych różnymi uczuciami, od strachu, przez zawiść, do miłości, pragnących a to władzy, a to bogactwa... Jakby znowu ktoś pisał o ludziach z ich licznymi przywarami...

Co najmniej jedną z bajek przerabialiśmy w podstawówce. Do dziś zapamiętałam klejnoty "z trójcy gazów szlachetnych rżnięte". Może dlatego, że interesowałam się wtedy chemią, a może obraz przemówił do wyobraźni. No bo kamień z gazu szlachetnego — czy może istnieć coś bardziej godnego wysiłków jubilera? Nie zwróciłam natomiast uwagi na zawołanie bitewne rodu Triody. Chyba jednak to nie są bajeczki dla dzieci. Mnóstwo w tych opowiastkach aluzji i smaczków niedostrzegalnych dla młodych umysłów.

Ładnie dopracowane światy, z bizantyjską tytulaturą władców, z wymyślnymi urzędami na dworach. Także i przedstawiane uniwersa odzwierciedlają mistrzowskie splątanie nauki z baśniami. Bajki dopieszczone aż do ostatnich zdań. Nie są to standardowe słowa "żyli długo i szczęśliwie" ani "a ja na tym weselu byłem", lecz mitopodobne nawiązania do rzeczywistości, uzasadnienia dla przedstawienia danej historii.

piątek, 8 stycznia 2016

"Wizja lokalna" — nowa przygoda Ijona

Tytuł:       Wizja lokalna         
Autor:       Stanisław Lem         
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 1982                  

Kolejna porcja przygód Ijona Tichego. Powieść na pierwszy rzut oka lekka (jak na Lema, zaznaczam — nie jest to romansidło, acz wyjątkowo pojawia się kobieta) i zabawna. Ale jeśli wniknąć głębiej... Skoro Popper rozmawia z Russellem, a do pogawędki wtrąca się Szekspir, to nie może być płytko. Wszak nawet kura potrafi prostym, codziennym aktem wyrazić kilka postaw filozoficznych.

Jeżeli ta książka w ogóle potrzebuje zachęt i reklamy: Autor uchyla rąbka tajemnicy sepulek.

Język... Co tu dużo gadać — urzekające neologizmy. Awariat, dubliski i kurdynał to tylko przykłady. Ponadto spore wrażenie wywarło na mnie zabawne poprzekręcanie tej samej zasadniczo treści na dwa różne sposoby:
Wiedzymości naszej doszedł spisany Panem Utworek, onże w Imieninach DZIENNIKI GWIAZDOWE z osobliwym koncentratem na "Podróż czternasta", kędy Wasze Błogie Narodzenie opowiadujesz o peregrynaciju na Naski Glob.
Niemniej, doszło do wiadomości tejże Ambasady, że zechciał Paneś skomponować książczyznę książnicę księżnę pt. Dzienniki gwiazdowe itd., w której zogniskował Paneś uwagę na stosunkach naszego miłościwego ciała.
To tylko fragmenty — listy są znacznie dłuższe. Rozumiem, można coś sparodiować, zręcznie wypaczyć... Ale zrobić to dwa razy z odmiennym skutkiem? To już wyższa szkoła pisania.

Jedyne, co mam Mistrzowi za złe, to długaśne akapity. Człowiekowi się spieszy, chciałby tylko doczytać chociaż do pierwszego wcięcia, a tu jeszcze kilka bitych stron tekstu...

A nie, przepraszam — jeszcze jednym Lem mi podpadł:
[...] cały plan człowieka razem z całym przedsiębiorstwem budowlanym, które ten plan zrealizuje, tkwi w niedostrzegalnej gołym okiem główce plemnika [...]
Taaak, jasne. Komórka jajowa tylko daje sygnał, że konstrukcję czas zacząć. A materiały budowlane pochodzą z ogonka plemnika...

Zastanawiam się również, czym Szwajcaria aż tak podpadła Autorowi...

środa, 2 września 2015

"Fiasko" — kosmiczny pesymizm

Tytuł:          Fiasko                
Autor:          Stanisław Lem         
Wydawnictwo:    Wydawnictwo Literackie
Rok 1. wydania: 1987                  

To bardzo pesymistyczna książka. Zresztą, przy takim tytule, trudno oczekiwać bajeczki ku pokrzepieniu serc.

Autor analizuje problemy możliwe przy pierwszym kontakcie. No cóż, w oczach Lema nie wygląda to wesoło. A wszystko przedstawione bardzo przekonująco — skutki logicznie wypływają z przyczyn, niełatwo znaleźć lukę w rozważaniach. Można jedynie podziwiać wizję pisarza, jego wysiłek włożony w dopracowanie historii, technologii, zachowania, rozumowania Obcych. Ziemianom też trzeba było dać kilka wynalazków, z siderologią (nową gałęzią fizyki) na czele. Co Mistrz, to Mistrz.

W pewnym sensie "Fiasko" opowiada o teorii gier. Rozbudowanej, posuniętej daleko poza schematy znane z podręczników. Z szalenie interesującymi, acz przygnębiającymi, wnioskami płynącymi z analizy.

Nie spodobała mi się jedynie końcówka. Nie chodzi nawet o to, że lubię happy endy, ale coś tak [autocenzura, nie chcę zdradzać zbyt wiele]? Nieee... Chociaż, przy odrobinie dobrej woli można dopatrzyć się klamry. Może w tym szaleństwie jest metoda?

Całość skłania do refleksji. Głównie, w jakim stopniu Lem pisał o Ziemi. Bo fantastyka i tak zawsze jest o ludziach, starych, (nie)dobrych Homo sapiens... Czyż nie?

Język — lemowski, czyli lekko archaiczny i bogaty jak zdobienia buddyjskiej świątyni. Nic, tylko się delektować i poszerzać słownictwo. Albo narzekać na ciężką i niezrozumiałą stylizację — jak kto woli. Dobra, wypatrzyłam jeden wyjątek — pleonazm "dalej kontynuować". Ale jeden znaleziony błąd na trzysta sześćdziesiąt stron to naprawdę imponujący wynik.