czwartek, 13 września 2018

Finkla redaguje — dziesiąty numer "Silmarisa"

Dzisiaj pojawił się dziesiąty, czyli właściwie jubileuszowy numer.Trzeci w tym roku.

Okładka typowo jesienna, z elementami fantastycznymi:


Jak zwykle, ponad dwieście stron opowiadań, artykułów i recenzji. Zapraszam do lektury.

Plik z zawartością magazynu (w formacie pdf) pobrać można na naszej stronie.
Za kilka dni pojawią się wersje magazynu w formatach do czytników elektronicznych.

poniedziałek, 10 września 2018

"Raz w roku w Skiroławkach" — wielowątkowo

Tytuł:          Raz w roku w Skiroławkach
Autor:          Zbigniew Nienacki        
Wydawnictwo:    Wydawnictwo Pojezierze   
Rok 1. wydania: 1983                     

Słyszałam kiedyś, że to pierwsza polska powieść pornograficzna. Może i tak, ale nie tylko. Książka opisuje rok z życia Skiroławek fikcyjnej mazurskiej wioski. Owszem, seks zdaje się stanowić główną rozrywkę mieszkańców, ale na stronach przeplata się również cały wachlarz innych wątków: fantastyczny (kłobuk z regionalnych legend), kryminalny (w pobliskim lesie znaleziono zwłoki), rodzinny (i to rozgrywany w wielu domach), społecznych skutków II wojny światowej...

Skoro powieść dotyczy całej wioski, to i bohaterów jest mnóstwo. Uważam, że ich sylwetki zostały świetnie przedstawione, szczególnie tych najbardziej wyróżniających się ze społeczności: lekarza, malarza i pisarza. Ale swoje ważkie role do odegrania mają również inni: ksiądz, cieśla, leśniczy, stażysta, nauczycielki... Autor pokazał dziesiątki postaci, przede wszystkim ich rys psychologiczny, upodobania, związki łączące z innymi ludźmi. Ten wiecznie przesiaduje na ławce przed sklepem i pije piwo, tamta obdarza swoimi wdziękami każdego chętnego, stażysta u leśniczego ciągle gubi się w lesie i odżywia głównie rybami z puszki... Każdy z opisanych mieszkańców wydaje się człowiekiem z krwi i kości, żyje również poza scenami, w których się pojawia.

Naprawdę imponująca jest sieć powiązań między ludźmi — przyjaźnią się, spotykają, kłócą, zdradzają, proszą o radę lub inną pomoc, wyprowadzają z domu, słuchają muzyki. A każde wydarzenie jest jakoś umotywowane, osadzone w życiu człowieka i wioski. Bardzo gęsta proza.

Powieść zaczyna się w sylwestra, a kończy w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Przez ten czas wiele się w Skiroławkach i okolicach wydarza: ktoś umiera, ktoś popełnia samobójstwo lub tylko próbuje, ktoś wyjeżdża lub tylko próbuje, ktoś odkrywa sprawcę morderstwa, ktoś wykopuje skarb, we wsi pojawia się nowy samochód, przyjeżdżają starzy wczasowicze... Rok wystarcza, aby podomykać większość wątków.

Język bardzo bogaty. Mimo wyraźnego wątku seksualnego Nienacki obywa się bez wulgaryzmów gorszych niż "dupa". No, jeszcze "kurwidołek" był. I to w dialogu wypowiedzianym po pijaku. A stanowił taki ewenement, że stał się tematem rozmów. Niestety, zdarzają się również wpadki. Już pal licho literówki (trochę ich jest, ale to jeszcze nie epidemia) czy niewłaściwy przypadek. Ale "ubrał swój poplamiony mundur leśnika"? To już ktoś powinien wyłapać...

piątek, 7 września 2018

"Tuan" — awanturniczo

Tytuł:           Tuan      
Tytuł oryginału: Tuan      
Autor:           Cizia Zykë
Wydawnictwo:     Reporter  
Rok 1. wydania:  1989      

Książka, chyba przez pomyłkę, stała na półce z kryminałami i powieściami sensacyjnymi. Cóż, to nie jest jej właściwe miejsce. Zaliczyłabym tę lekturę do książek awanturniczych — bohater siedzi na wyspie bezludnej i spisuje co barwniejsze epizody ze swojego życia. Zapewne wielu ludzi uznałoby je za ciekawe, mnie wydaje się bardziej szalone, trochę puste i zagubione. Podejrzewam, że powieść zawiera sporo wątków autobiograficznych.

Książka składa się z czterech części; dwie dotyczą przyjaciół, dwie — kobiet. Rozgrywają się w różnych częściach świata; w dżungli, na pustyni i na morzu. Ale wszystkie sprowadzają się do tego, że narrator jest szlachetny, niepazerny, rozsądny i przewidujący. Jeśli ktoś go nie słucha i postępuje po swojemu, to umiera. Każda przygoda obowiązkowo zawiera opis seksu, polowania i dużo śmierci. Poszczególne części wydają się bardzo słabo ze sobą powiązane, narrator bardzo rzadko wspomina o ludziach (przyjaciołach lub kochankach) z wcześniejszych opowieści — byli, minęli. Nigdy nie wraca z narracją do innych miejsc czy faktów. Zdaje się, że pierwotnie te przygody zostały opublikowane jako odrębne opowiadania.

Autor wydaje się mistrzem w sugerowaniu, co wydarzy się za kilkadziesiąt czy kilkaset stron. Skoro protagonista od samego początku siedzi na wyspie bezludnej i spisuje spowiedź życia, to musi przeżyć wszystkie wcześniejsze niebezpieczeństwa. Skoro pisze "pierwszy umarł X", to wiadomo, że na X się nie skończyło...

Narrator irytował mnie swoim niekonsekwentnym marudzeniem. Że nieraz musiał jeść robale, żeby przeżyć, że nienawidzi dżungli... Ale brzmi przy tym jak baba z dowcipu ostrzegająca sąsiadkę przed gwałtem, bo zaraz przechodzi do następnej opowieści, w której znowu życie było ciężkie, a klimat niekomfortowy.

Historie, zwłaszcza druga, często zahaczają o rasizm. Denerwowało mnie, że czasami — w narracji — "Aborygen" pisany był małą literą, a "biali" dużą. Do tego dużo porównań do małp, nie tylko z ust zadeklarowanych rasistów i szwarccharakterów.
System ulepszonej rzeczywistości podpowiadał mu kolorowymi wizualizacjami, gdzie lecieć.

Niby można się dowiedzieć czegoś ciekawego o opisywanym świecie — skoro Autor wydaje się znać te rzeczy z autopsji — ale lepiej podchodzić do tych objawień z rezerwą. A to komuś ucięli głowę "tuż nad tętnicą" (s. 60), a to pełnia trwa pięć nocy (s. 197), a to niedźwiedź ważący "około pięćdziesięciu kilogramów" (s. 222)... Cóż, widywałam cięższe psy.

Mam wiele zarzutów do staranności wykonania książki. Na przykład zbędne entery. Albo przypisy — w tekście są ich dwa rodzaje — z numerem (ale nawet nie w indeksie górnym, tak po prostu liczba podana w nawiasie) i z gwiazdką. Pierwsze znajdują się na dole strony i tłumaczą wypowiedzi w języku obcym. Często niepotrzebnie, bo przekład już zamieszczony został w tekście albo angielskie słowa należą do tak podstawowych, że każdy je zna. Na przykład "Fuck" zostało wyjaśnione. Przypisy z gwiazdką odnoszą się do co trudniejszych terminów i zostały przeniesione na koniec książki. No, nie wszystkie — niekiedy w tekście słowa z gwiazdką są, ale na końcu wyjaśnień do danego rozdziału brak. Nie, żeby to była niepowetowana strata — ktoś uznał, że wytłumaczenia wymagają terminy tak popularne jak "zombie" czy "pagaj".

Pod względem językowym też mogło być dużo lepiej. Zdarzają się literówki, powtórzenia, zagubione podmioty, głupie błędy w angielskim, które wcale nie wyglądają na celowe...

wtorek, 4 września 2018

"Szepty dzieci mgły" — prosto

Tytuł:           Szepty dzieci mgły i inne opowiadania
Tytuł oryginału: Whispers of the Mist Children        
Autor:           Trudi Canavan                        
Wydawnictwo:     Galeria Książki                      
Rok 1. wydania:  2010                                 

Zbiór pięciu opowiadań. Teksty są raczej krótkie (acz to się nie rzuca w oczy, bo tak grubego papieru w książce to chyba jeszcze nie widziałam) i proste. Jeden wątek, bez zbytnich komplikacji, zazwyczaj wszystko opiera się na dwóch kluczowych decyzjach: jednej podstawowej, z której wynika cała akcja, i drugiej puentującej opowieść.

Opowiadanka z różnych rodzajów fantastyki: trzy pierwsze to klasyczne fantasy; z magią, ale bez elfów i innych wymyślonych ras (a jeśli nawet sobie żyją dziwne stworzenia, to nie odgrywają poważnej roli w fabule). Dwa ostatnie można zaliczyć do realizmu magicznego — świat niby podobny do naszego, ale jednak coś w nim działa inaczej. Głównymi bohaterkami zawsze są kobiety.

Tytuł zbioru pochodzi od pierwszego opowiadania, którym Autorka debiutowała.

Chyba najbardziej podobały mi się "Szalony uczeń" i "Przestrzeń dla siebie" — w nich przynajmniej protagonistki stają przed ważkim a nieoczywistym wyborem. Pierwszy z wymienionych tekstów wygrywa rzutem na taśmę, bo główny motyw w drugim mocno kojarzył mi się z wątkiem występującym w wielotomowym cyklu rosyjskiego pisarza, Zwiagincewa. Tylko tu pokój, tam całe mieszkanie.

Ogólnie opowiadania czyta się dość szybko, nie angażując nadmiernie umysłu. Myślę, że lektura może zainteresować przede wszystkim młodzież. Głównie dziewczyny, ze względu na urodzaj kobiecych postaci.

Język, jak wszystko inne, prosty, ale przynajmniej usterek nie ma dużo. Zauważyłam tylko sporadyczne literówki.

sobota, 1 września 2018

"Rzecz o języku" — dużo wyjaśnień

Tytuł:          Rzecz o języku
Autor:          Jan Miodek    
Wydawnictwo:    Ossolineum    
Rok 1. wydania: 1983          

Pierwszy września, więc wypadałoby omówić coś związanego z nauką lub szkołą. Padło na język polski. "Rzecz o języku" to zbiór felietonów, które wcześniej ukazywały się na łamach "Słowa Polskiego" w rubryce o identycznym tytule. Podtytuł — "Szkice o współczesnej polszczyźnie" — mówi, czego należy spodziewać się po książce.

Teksty krótkie — od niecałej strony do pięciu — zebrane w siedmiu działach: ogólnych zagadnieniach, dotyczących wyrazu, słowotwórstwa, fleksji, frazeologii, nazw własnych oraz wymowy, pisowni i interpunkcji. Typowy felieton zaczyna się od wątpliwości zgłaszanych przez czytelnika, po których następuje omówienie problemu, często pokazujące ewolucję danego słowa lub zwrotu.

Z tych wyjaśnień można się wiele nauczyć. Pełno tu derywacji postępowych, tematów leksykalnych, rzeczowników trwardotematowych i innych specjalistycznych określeń. Nawet jery zostały wyjaśnione o wiele dokładniej niż na lekcjach w liceum. Polska język bardzo ciekawa język i bogata historia ma.

Obawiam się jednak, że Autor lepiej wypada na wizji niż na papierze — gestykulacja i mimika urozmaicają przekaz. Bez nich całość wygląda dość sucho; jest pytanie, jest wyczerpująca odpowiedź. Brakuje zjadliwości Stillera, anegdot Rusinka... A takie czynniki bardzo ułatwiają zapamiętanie. Ale może po prostu w momencie pisania tych tekstów Miodek był jeszcze za młody, dopiero z czasem się rozkręcił.

Autor zajmuje dość liberalne stanowisko, jeśli chodzi o krytykowanie uzusu. Jeśli tylko nowa forma ma cień logiki, użyteczności, jest krótsza lub łatwiejsza do wymówienia — istnieją duże szanse na aprobatę. No, nie w każdych okolicznościach, nie od razu trzeba wpuszczać ją na literackie salony, ale w nieformalnych sytuacjach...

Język, oczywiście, bardzo bogaty. Występuje wiele żargonowych terminów, ale spokojnie możne je zrozumieć mimo braku formalnych definicji. To w końcu nie miejsce na pełen wykład. Trafiają się literówki, ale jest również errata, więc jako czytelniczka nie czuję się zlekceważona.