niedziela, 17 kwietnia 2022

"(Dez)informacja — political fiction

Tytuł:          (Dez)informacja
Autor:          Marcin Ogdowski
Wydawnictwo:    War Book       
Rok 1. wydania: 2018           

Akcja rozgrywa się w Polsce, tylko odrobinę alternatywnej. To znaczy, rządzi Partia Sprawiedliwości (a właściwie jej prezes niebędący premierem ani prezydentem), w opozycji jest Partia Obywatelska, nazwiska głównych polityków zostały przekształcone, ale bez trudu można odgadnąć, o kogo chodzi. Nazwiska zagranicznych głów państw bez zmian.

W tej wersji Polska już została zawieszona w prawach członka Unii Europejskiej i jest bardzo osamotniona na arenie międzynarodowej, a czasy szykują się nieciekawe, bo wyciekły plany ataku Rosji na Polskę. Do tego zbliżają się wybory.

Trochę dziwnie się czyta, bo niektóre z opisywanych rzeczy już się stały (dwucyfrowa inflacja i paliwo powyżej sześciu czy siedmiu złotych), a inne obecnie wydają się niemożliwe. Jak na przykład dogadanie się Rosji z Ukrainą i atak z jej terytorium. No, po prostu nie. Albo Trump, który uchodzi za zaprzysięgłego wroga Rosji. Albo kraje ościenne zamykające granice w obliczu nadciągającej wojny.

Sporo wątków i postaci. Niby wiele z nich kręci się wokół jednego tematu, ale dopiero pod koniec wszystko zyskuje wspólny mianownik. Trochę się gubiłam w licznych nazwiskach.

Irytowała mnie maniera ukrywania ciekawych informacji przed czytelnikiem. Często gęsto zdarza się, że postać dostaje jakąś wiadomość, wyraża ogólnikowym okrzykiem swoje emocje i na tym rozdział się urywa. Czułam się oszukiwana. Jak mam utożsamiać się z bohaterami, jeśli nie mówią mi, o co chodzi?

Pod względem usterek językowych przyzwoicie, przyuważyłam tylko jedną literówkę.

środa, 13 kwietnia 2022

"Co mówią zwłoki" — gawędziarsko

Tytuł:           Co mówią zwłoki 
Tytuł oryginału: All that Remains
Autor:           Sue Black       
Wydawnictwo:     Feeria          
Rok 1. wydania:  2018            

Podtytuł brzmi "Opowieści antropologa sądowego" i chyba powinnam była zwrócić na niego baczniejszą uwagę. Spodziewałam się czegoś całkiem innego. Pomińmy to, że nie zdawałam sobie sprawy z różnicy między patologiem a antropologiem sądowym i spodziewałam się raczej tego pierwszego (patolog ustala przyczyny śmierci, a antropolog — co się działo za życia).

Oczekiwałam książki bardziej popularnonaukowej, z wykładem na temat informacji, które można uzyskać z martwego ciała. W sumie i te od patologa, i te od antropologa byłyby ciekawe. Dostałam coś zbliżonego do wycinków z pamiętników Autorki dotyczących sytuacji, w których stykała się ze śmiercią w różnych postaciach.

Zaczyna się od sekcji zwłok przeprowadzanych podczas studiów. I ten motyw wraca jak bumerang, aż poczułam się nagabywana o zostawienie ciała jakiejś uczelni medycznej. Na początku wydawało mi się to ciekawym i pożytecznym pomysłem, pod koniec na wzmiankę o tych studenckich zwłokach przewracałam oczami.

Stopniowo tematy robią się węższe, zaczynają zahaczać o specjalistyczne dziedziny — pobyt w Kosowie i badanie popełnionych tam zbrodni (w tej chwili przychodzą na myśl całkiem inne skojarzenia), identyfikacja ofiar katastrofy itp. Ale cały czas to bardziej są prywatne wydarzenia, odczucia i wspomnienia Black niż użyteczna wiedza. Śmierć niektórych członków rodziny Autorki, przydomek nadany jej podczas prac w Kosowie, list napisany do premiera w chwili zdenerwowania... Nie takich informacji szukałam w książce o zwłokach.

Pod względem językowym całkiem przyzwoicie, gdzieś tam mignęła mi literówka.

niedziela, 10 kwietnia 2022

"Miasteczko Dry Water" — fantasy

Tytuł:           Miasteczko Dry Water
Tytuł oryginału: Dry Water           
Autor:           Eric Nylund         
Wydawnictwo:     Zysk i S-ka         
Rok 1. wydania:  1997                

Urban fantasy, dość klasyczne. Akcja rozgrywa się na południu Stanów Zjednoczonych, raczej współcześnie (to znaczy mniej więcej w czasach pisania książki) — bohater dysponuje laptopem, ale chyba jeszcze nie telefonem komórkowym i kopie najważniejszych plików trzyma na dyskietce. Tytuł lepiej brzmi w oryginale, bo jest przyjemnie dwuznaczny — to i dziwaczna woda, która podobno nie nadaje się do picia, i nazwa miejscowości w pobliżu jej źródła.

Mamy odwieczną walkę dwóch stron. Książka o tyle odbiega od sztampy, że nie jest to starcie dobra ze złem. Raczej życia i śmierci, przy czym żaden z zawodników nie waha się przed zabijaniem, a trup ściele się gęsto (i polowanie na protagonistę wydaje się głównym sportem obu stron). A do tego jeszcze pełno duchów, w tym jeden należący do szamana.

Zniuansowane odcienie szarości zwiększają zainteresowanie lekturą. Wiadomo, że bohaterowi życzy się przede wszystkim przeżycia, ale poza tym z ciekawością czeka się na wynik starcia. Tym bardziej, że to czarownica będąca życiem sprawia wrażenie bardziej podłej.

Widać "amerykańskość" powieści. Samochody odgrywają poważną rolę w życiu postaci (łącznie z dokładnym opisem, w którą drogę należy skręcić, żeby dojechać do tytułowego miasteczka). Nie brakuje broni ani grupek wierzących w coś specyficznego.

Usterki może zbytnio nie przeszkadzały, ale czasem rzucała mi się w oczy byłoza. No, trochę szkolnie to wygląda, kiedy w kolejnych zdaniach ktoś tam był jakiś i jakiś.

wtorek, 5 kwietnia 2022

"Ryzyk fizyk" — o niepoważnych eksperymentach

Tytuł:          Ryzyk fizyk     
Autor:          Michał Krupiński
Wydawnictwo:    Feeria          
Rok 1. wydania: 2018            

Podtytuł — "Czyli sens niepoważnych eksperymentów naukowych" — ładnie uzupełnia główny. Razem nieźle oddają treść książki, w której Autor omawia kilka dziwacznych (przynajmniej na pierwszy rzut oka) zagadnień.

Dziełko składa się z siedmiu rozdziałów. Każdy poświęcony został innemu zagadnieniu — gdzie lubią siadać owady, o śliskości lodu, łamaniu makaronu, czasie sikania, rozlewaniu kawy, bąbelkach w piwie i chodzeniu po wodzie. 

Typowy rozdział zaczyna się od streszczenia dziwacznego eksperymentu opisanego potem w całkiem poważnym czasopiśmie. Później Krupiński wyjaśnia, dlaczego tak jest, niekiedy opisuje własne doświadczenia w danej dziedzinie i stopniowo przechodzi do dość poważnych zagadnień. I tak na przykład od ważek uwielbiających siadać na nagrobkach pewnego węgierskiego cmentarza dociera się do światła spolaryzowanego. A na końcu szybki rzut oka na inne dziedziny jakoś tam związane z danym zagadnieniem.

Autor zachęca do eksperymentów we własnym zakresie i domu. Przekonuje również, że telefon komórkowy ma wiele praktycznych zastosowań — stoper, kalkulator...

Często omawiane zagadnienia bywały nagradzane Ig Noblami. Cóż, pozostaje życzyć Krupińskiemu, żeby kiedyś jednego dostał. Odnoszę wrażenie, że potencjał ma i dziwacznymi doświadczeniami nie gardzi. Bywa nawet, że wykonuje je mimochodem.

Styl bardzo luźny, czyta się lekko i przyjemnie. Przypadły mi do gustu tytuły rozdziałów i podrozdziałów. Dla przykładu: "Gdzie mucha siada, a gdzie nie?", "Laboratorium badawcze Toi Toi" czy "Ministerstwo głupich kroków" (to przy rozchlapywaniu kawy).

Książka adresowana raczej do młodego czytelnika, ale i ja czerpałam z niej przyjemność z okruchami wiedzy.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

piątek, 1 kwietnia 2022

"Czerwone gardło" — o nazistach

Tytuł:           Czerwone gardło         
Tytuł oryginału: Rødstrupe               
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2000                    

W tym tomie akcja rozgrywa się w ojczyźnie bohatera (przeważnie), a Harry ociera się o wielką politykę (i przy okazji zostaje komisarzem). A to bierze udział w ochranianiu amerykańskiego prezydenta odwiedzającego Norwegię, a to próbuje znaleźć zabójcę ministra... No cóż, momentami kibicowałam zabójcy, bo minister sobie zasłużył. A to przecież nie jedyne zwłoki w książce. Acz tym razem trudno mówić o seryjnym mordercy.

W tle przewija się ciekawy wątek rozliczeń Norwegii z drugą wojną światową. Jeden Quisling wystarczy, żeby dokumentnie schrzanić życie tysiącom żołnierzy. Presja, żeby się zaciągnąć, bywała spora, a kiedy łuski spadały z oczu i z karabinu, było już za późno na wahania.

Oczywiście, że łatwo znaleźć nawiązania do współczesności, chociaż książka ma już ponad dwadzieścia lat, a w tym czasie mnóstwo się pozmieniało. Nie tylko w Białym Domu. Ale paskudne ideologie nadal pożerają życia dzieciaków w mundurach. Albo i cywilnych kilkulatków.

Autor porusza dużo motywów i wprowadza wiele postaci. Trochę długo trwało, zanim wszystko zaczęło łączyć się w jeden wzór.

Czytam tomy cyklu nie po kolei, więc czasami po prostu wiem, jaki będzie dalszy ciąg jakiegoś wątku w życiu prywatnym Harry'ego. Na przykład Rakel i Olega. No, ale to już wyłącznie moja wina.

Nie zauważyłam wpadek językowych.