Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norweska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norweska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 sierpnia 2023

"Trzeci klucz" — drugi wątek

Tytuł:           Trzeci klucz            
Tytuł oryginału: Sorgenfri               
Autor:           Jo Nesbø                
Tłumacz:         Iwona Zimnicka          
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2002                    

Czwarty tom cyklu o Harrym Hole. Tym razem akcja rozgrywa się głównie w Norwegii, chociaż od czasu do czasu Harry albo i ktoś inny wyskoczy na inny kontynent. Aha, ukochana Rakel siedzi w Moskwie i procesuje się o opiekę nad synem.

W książce przeplatają się dwa główne wątki: napady na banki (w tym pierwszy z serii połączony z zastrzeleniem zakładniczki) i śmierć pewnej kobiety. Problem w tym, że Harry odwiedził ją wieczorem, zanim skończyła z kulą w głowie, a potem urwał mu się film. Wolno i z oporami, ale wątki jakoś się zaczynają łączyć.

I bardzo dużo skopanego życia protagonisty. Ogólnie zaczynam odczuwać przesyt związany z osobistymi perypetiami Harry'ego. Ileż można czytać o jego problemie z alkoholem? Kobiety też specjalnie nie pomagają. Wydaje mi się, że gdyby Rakel siedziała w Oslo, detektyw zachowywałby się mądrzej. Niby szlachetny i niegłupi, a jakoś ciągle robi coś bez sensu.

Jak zwykle w tej serii — jest również coś odrobinę egzotycznego, jakiś leitmotiv dodający powieści kolorów. Tym razem padło na Romów, w książce nazywanych głównie Cyganami. 

Ważne role odgrywają kobiety. Oprócz nieobecnej Rakel jest jeszcze koleżanka z pracy (pod wieloma względami genialna, acz wyglądająca na zakompleksioną). No i początkowe zwłoki płci żeńskiej, sztuk dwie.

Trochę mi się mylili Waaler z Weberem. Zbyt podobne nazwiska, budzące niewiele skojarzeń z polskimi słowami.

Pod względem językowym — wyłapałam jedną literówkę. Była jeszcze jakaś usterka, ale nie zapisałam i zapomniałam, o co chodziło.

piątek, 1 kwietnia 2022

"Czerwone gardło" — o nazistach

Tytuł:           Czerwone gardło         
Tytuł oryginału: Rødstrupe               
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2000                    

W tym tomie akcja rozgrywa się w ojczyźnie bohatera (przeważnie), a Harry ociera się o wielką politykę (i przy okazji zostaje komisarzem). A to bierze udział w ochranianiu amerykańskiego prezydenta odwiedzającego Norwegię, a to próbuje znaleźć zabójcę ministra... No cóż, momentami kibicowałam zabójcy, bo minister sobie zasłużył. A to przecież nie jedyne zwłoki w książce. Acz tym razem trudno mówić o seryjnym mordercy.

W tle przewija się ciekawy wątek rozliczeń Norwegii z drugą wojną światową. Jeden Quisling wystarczy, żeby dokumentnie schrzanić życie tysiącom żołnierzy. Presja, żeby się zaciągnąć, bywała spora, a kiedy łuski spadały z oczu i z karabinu, było już za późno na wahania.

Oczywiście, że łatwo znaleźć nawiązania do współczesności, chociaż książka ma już ponad dwadzieścia lat, a w tym czasie mnóstwo się pozmieniało. Nie tylko w Białym Domu. Ale paskudne ideologie nadal pożerają życia dzieciaków w mundurach. Albo i cywilnych kilkulatków.

Autor porusza dużo motywów i wprowadza wiele postaci. Trochę długo trwało, zanim wszystko zaczęło łączyć się w jeden wzór.

Czytam tomy cyklu nie po kolei, więc czasami po prostu wiem, jaki będzie dalszy ciąg jakiegoś wątku w życiu prywatnym Harry'ego. Na przykład Rakel i Olega. No, ale to już wyłącznie moja wina.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

wtorek, 1 marca 2022

"Evna" — koniec trylogii

Tytuł:           Evna          
Tytuł oryginału: Evna          
Autor:           Siri Pettersen
Tom:             3             
Wydawnictwo:     REBIS         
Rok 1. wydania:  2015          

Na początku Hirka zwiedza kolejny, trzeci już świat. Tym razem to kraina Umpiri, świat jej ojca. Umpiri mają wiele cech wspólnych z wampirami (acz nie są z nimi tożsame). Na pewno okazują się niezbyt przyjemnymi towarzyszami, a zwyczaje mają straszliwie sztywne. Bohaterka, jak zwykle, znajduje sposoby, by je połamać lub ominąć i postawić na swoim. A przy tym nie tylko nie dać się zabić, ale jeszcze przeciągnąć wielu (jeśli nie wszystkich) na swoją stronę.

Po wprowadzeniu do świata Umpiri następuje ogólne domykanie wątków. No, przynajmniej dla tych postaci, które do tej pory utrzymały się przy życiu. Protagonistka tak lawiruje, żeby spełnić jak najwięcej obietnic i oczekiwań. Momentami trochę się gubiłam w nazwach własnych — miejsca, znajomi bohaterki uzbierani w trzech światach...

Szalony romans Hirki i Rimego, uczucie przełamujące liczne przeszkody, osiąga kolejny poziom. Ale nie zdradzę, czy w końcu żyli długo i szczęśliwie.

Konieczność realizowania różnych celów Hirki sprawiała, że nie było łatwo i Autorka musiała się nakombinować. A to z kolei uczyniło fabułę przyjemnie nieprzewidywalną. Niektóre zwroty akcji, chociaż nieźle przygotowane w poprzednich tomach, stanowiły dla mnie zaskoczenie.

Ogólnie, to jedna z tych książek, które czyta się łatwo i przyjemnie.

Nie zauważyłam usterek językowych.

piątek, 28 stycznia 2022

"Pierwszy śnieg" — obfitość podejrzanych

Tytuł:           Pierwszy śnieg          
Tytuł oryginału: Snømannen               
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2007                    

Siódmy tom cyklu o Harrym Hole. To strasznie sponiewierany policjant — ukochana kobieta go zostawiła (chociaż czasem wraca na chwilę), wszyscy wiedzą, że jest alkoholikiem, ze dwa razy chcą go wywalić z roboty, fizycznie też nieźle obrywa... Cud, że facet jeszcze nie oszalał. Chociaż... Pewności nie ma.

Chyba bardziej podoba mi się oryginalny tytuł. Bałwan odgrywa większą rolę niż pierwszy śnieg. Ktoś morduje kobiety. Na ogół właśnie w pierwszym dniu zimy i zostawia w pobliżu bałwana. W różnych miejscowościach, raz na rok, czasami ciało nie zostaje znalezione, więc policja nieprędko odkrywa, że to nie są zwyczajne zaginięcia. Oczywiście morderca zostaje nazwany Bałwanem. Ciekawe, dlaczego polskie tłumaczenie jest inne. Być może poszło o to, że u nas "bałwan" ma wiele znaczeń?

Kandydatów na zbrodniarza nie brakuje — ludzie z różnych powodów coś tam próbują zachować w tajemnicy, zwłaszcza przed policją. Zazwyczaj robią to nieudolnie, skupiają na sobie podejrzenia, a w końcu dają się wrobić. Udało mi się dość wcześnie obstawić właściwą osobę, być może dlatego, że źle zinterpretowałam podpuchę. :-) Ale i tak czytało się szybko, końcówka trzymała w napięciu.

Kilka razy Autor podkreśla, że w Norwegii nie ma seryjnych morderców, że takie rzeczy to w Stanach, ale jednak po raz kolejny Harry mierzy się z tym problemem. Tym razem nie ma podróżowania po egzotycznych i ciepłych krajach, wszystko dzieje się o wiele bliżej domu.

Pojawia się nietypowe narzędzie zbrodni. Nie aż tak wredne i pomysłowe jak w Pancernym sercu, ale też potrafi wzbudzić dreszcze. A przecież to w gruncie rzeczy coś pożytecznego.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

wtorek, 13 kwietnia 2021

"Zgnilizna" — YA jako urban fantasy

Tytuł:           Zgnilizna     
Tytuł oryginału: Råta          
Autor:           Siri Pettersen
Tom:             2             
Wydawnictwo:     REBIS         
Rok 1. wydania:  2014          

Pierwszy tom kończył się (z grubsza) na przeniesieniu bohaterki do innego świata. Jak się okazuje — to nasz, dwudziestopierwszowieczny świat i dziewczyna musi w nim jakoś przetrwać. Bez dokumentów, pieniędzy, znajomości języka i paru innych drobiazgów. Ale najbardziej w tym świecie brakuje magii zwanej Evną. Książka nadal nosi wyraźne cechy Young adult — bohaterowie już o rok starsi, ale to ciągle dzieciaki, miotane hormonami i nie widzące świata poza swoją wielką miłością.

No dobrze, coś tam widzą i diagnoza nie jest przyjemna. Nasz pozbawiony magii świat umiera. Pełno w nim plastiku, a mało zwierząt. I jabłka długo zachowują świeżość. Zbyt długo, żeby można było im zaufać. W tle przewijają się rozważania, co doprowadziło do takiego stanu. Niby można zwalać winę tych złych, ale nie powinniśmy iść tą drogą.

Właśnie — ci źli. Podobał mi się wątek zahaczający o wampiry. Niby temat oklepany, ale jakąś kroplę nowości udało się niego dodać.

Fabuła wciągała, Autorka potrafiła trzymać w niepewności, co do tej mniej złej strony, której należy zaufać. Acz niektóre rzeczy działy się bez wyraźnej przyczyny, bo tak. Na przykład cudowne wyczucie tej jedynej, wyjątkowej książki. Nie rozumiem również, dlaczego trzymano ją akurat w muzeum. Niektóre decyzje zakochanego chłopaka też wydają mi się dziwaczne i co najmniej nieprzemyślane. A podobno to taki bystry młodzieniec.

Główni bohaterowie częściowo znani (zakochana para, postacie z ich ojczystego świata). Co oczywiste, pojawiają się również nowi. Jako że akcja rozgrywa się na naszej Ziemi, często są to ludzie, ale nie odgrywają głównych ról.

Ogólnie — czytałam z przyjemnością, a końcówka okazała się emocjonująca.

Nadal trafiają się usterki językowe — czasami podmiot ucieka albo zaimek odsyła gdzieś w kosmos, do nieodpowiedniego rzeczownika. Sporadycznie literówki.

czwartek, 10 września 2020

"Dom lalki" — nieprzekonująco

Tytuł:           Dom lalki (Nora)             
Tytuł oryginału: Et Dukkehjem                 
Autor:           Henryk Ibsen                 
Wydawnictwo:     Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok 1. wydania:  1879                         

Jakoś nie przekonała mnie ta sztuka. Z jednej strony, przeszkadzał mi rozziew między wielką miłością głównych bohaterów (to całe nazywanie żony wiewióreczką i skowronkiem, codzienne deklaracje płomiennych uczuć) a ich odległością od ideału. On jest apodyktyczny, uważa, że obowiązkiem męża jest niespełnianie kaprysów żony, zabrania jej jedzenia słodyczy (bez jakiegoś poważnego powodu — ani przeciwwskazań zdrowotnych, ani nadwagi), traktuje połowicę jak dziecko, domaga się, żeby była wesoła. Ona częściowo to dziecko udaje, tańczy i się śmieje, kiedy trzeba, ale ma swoje problemy, o których nie opowiada mężowi. A słodycze i tak je — po kryjomu. Dopiero w końcówce ten dysonans znika i ostatnie strony dobrze mi się czytało.

Z drugiej strony, główny problem wydaje mi się sztuczny. Wystarczyłoby nie traktować kobiet jak istot upośledzonych umysłowo. Gdyby żona mogła zaciągnąć pożyczkę bez zgody jakiegoś ważnego w swoim życiu mężczyzny, do niczego złego by nie doszło. Inna sprawa, że trudno pozwolić na branie kredytów komuś, kto praktycznie nie ma dochodów. Ale inne kobiety w przedstawionym społeczeństwie pracują, więc to nie powinna być przeszkoda nie do ominięcia.

Trudno mi było kibicować któremuś bohaterowi — ani zadufany on nie wzbudził sympatii, ani udająca i raczej beztroska ona nie nadaje się na świetlaną postać. I co oni w sobie nawzajem widzieli? To pytanie mnie dręczyło najbardziej.

Długaśne sceny nie ułatwiały czytania. Trzy akty (każdy rozgrywa się innego dnia), trzy sceny. Brakowało mi naturalnych miejsc do przerwania lektury, więc kiedy musiałam odłożyć książkę, doczekiwałam do końca strony, nawet jeśli wypadał w połowie dialogu. No, czasami trzeba. Ten układ wzmagał poczucie znużenia.

Nie zauważyłam żadnych wpadek językowych.

niedziela, 14 czerwca 2020

"Dziecko Odyna" — skandynawskie YA

Tytuł:           Dziecko Odyna 
Tytuł oryginału: Odinsbarn     
Autor:           Siri Pettersen
Tom:             1             
Wydawnictwo:     REBIS         
Rok 1. wydania:  2013          

Pierwszy tom młodzieżowego fantasy podobno opartego na skandynawskich mitach. Podobno, bo za słabo je znam, żeby wyłapać głębsze nawiązania. Ot, bohaterka bywa nazywania dzieckiem Odyna, a kruki odgrywają znaczącą rolę. Nie widzę śladów Lokiego, Asów i całej tej reszty. Ale nie wykluczam, że wzrok nie ten.

Powieść o piętnastoletniej dziewczynie, która jest inna niż wszyscy wokół. Otóż — nie ma ogona. Jest jeszcze więcej różnic, ale nie zamierzam ich zdradzać przedwcześnie. Na pewno protagonistka to wyjątkowa osoba. Nietuzinkowa uroda, prawość w sercu, dużo odpowiedzialności za cały świat, brak czasu, by zadbać o wygląd, świetne opanowanie zawodu (w tym przypadku zielarki i lekarki). Może aż do przesady — dziewczyna potrafi wyleczyć każdą napotkaną chorobę, z sukcesem zaszywa poważne rany w warunkach polowych... Jak to w YA.

Ma oczywiście ukochanego (chociaż z początku sama o tym nie wie) partnera — jeszcze bardziej wyjątkowego niż ona. Niezwykle przystojny, wyjątkowo utalentowany arystokrata, przedmiot westchnień większości dziewczyn, obiekt zawiści i uwielbienia... Kochają się, że strach, ale nie mogą być razem, bo... Bo coś musi napędzać fabułę. Trzeba przyznać, że przeszkody są liczne i zróżnicowane.

Świat przypomina typowe dla fantasy quasiśredniowiecze. Zapewne skandynawskie — sporo śniegu i skał, trochę lasów, mało upału. Tyle tylko, że przesycone magią, a mieszkańcy mają ogony. Inne rasy też występują, bardzo podobne do ludzi, nie żadne krasnoludy ani elfy. I odwieczna walka dobra ze złem.

Czyta się szybko, chociaż bez głębszych refleksji. No, może ciekawie zostało pokazane, jak absolutna władza absolutnie korumpuje. Ci najwyżsi i najważniejsi na świecie nie są ani mili, ani przyzwoici, ani odpowiedzialni... Koncentrują się głównie na trzymaniu władzy pazurami.

Pod względem językowym w miarę dobrze, ale sporadycznie trafiają się literówki, gdzieś tam zaimek odsyła w Kosmos...

wtorek, 29 października 2019

"Pancerne serce" — wielowątkowo

Tytuł:           Pancerne serce          
Tytuł oryginału: Panserhjerte            
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2009                    

Ósmy tom cyklu z Harrym, chociaż nie trzeba ich koniecznie czytać we właściwej kolejności. Dzieje się dużo. Oczywiście, po Norwegii (i nie tylko) szaleje kolejny seryjny morderca. Hole ciągle wylizuje się z ran zadanych w poprzednich tomach. Te fizyczne dawno się zagoiły, ale psychiczne ciągle się jątrzą. Ojciec podupadł na zdrowiu. Przyczajony alkoholizm podnosi mordę. Narkotyki zaglądają mu przez ramię. Do tego w tle toczy się ostra rywalizacja między dwiema komórkami policyjnymi przeznaczonymi do zwalczania morderstw...

Jak często, Harry sporo podróżuje po świecie. Zaczyna się w Hongkongu, potem jeszcze ze dwa kraje afrykańskie... Australia i znajomości z pierwszego tomu też mają pewne znaczenie. O różnych miejscach w Norwegii nawet nie warto wspominać. Część wyjazdów służbowa. Uch, niektóre instytucje mają budżet... I jeszcze policjanci mogą potrenować wspinaczkę w godzinach pracy, w ramach treningu.

Rozkręca się dość wolno. Znaczy, pierwszy trup pada wcześnie, ale trzeba długo czekać, aż Hole zdecyduje się włączyć do śledztwa. Chociaż wiadomo, że coś zrobić musi, bo przecież te kilka setek stron o czymś musi opowiadać. 

Jak już akcja się rozkręci, to nie brakuje zwrotów akcji. Sporo podpuch, zmian frontów i wkręcania czytelnika. Już, już wydaje się, że to ten zabił, a tamten zdradził, żeby po kilkunastu stronach wyszły na jaw nowe fakty. Jak nie niezbite alibi, to przyznanie albo kolejna ofiara.

Interesujące narzędzie zbrodni w wielu przypadkach (już straciłam rachubę). Trzeba mieć chory umysł, żeby wymyślić jabłko Leopolda. I jeszcze bardziej wykoślawiony, żeby go użyć.

Ten "zły", bo konkurujący z drużyną Harry'ego, policjant jest taki zły, że aż się człowiek dziwi, jakim cudem dotarł tak wysoko w hierarchii. Nieco przerysowany, moim skromnym zdaniem.

Nie zauważyłam żadnych wpadek językowych.

środa, 27 marca 2019

"Karaluchy" — dużo o seksie

Tytuł:           Karaluchy               
Tytuł oryginału: Kakerlakkene            
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  1998                    

Drugi tom cyklu o Harrym Hole. Wiadomo, że protagonista musi przeżyć, żeby pojawić się jeszcze w wielu książkach i to nieco psuje suspens licznych niebezpiecznych sytuacji. Za to inni bohaterowie już takiej gwarancji nie mają, więc ryzyko jest, a trup ściele się gęsto.

Akcja rozgrywa się w Bangkoku. W bardzo szemranym hotelu znaleziono zwłoki ambasadora Norwegii. Ministerstwu Spraw Zagranicznych bardziej zależy na uniknięciu skandalu niż na wykryciu przestępcy. Do Tajlandii wysłany zostaje zapijaczony bohater z Australii (pierwszy tom).

Intryga skonstruowana ciekawie, zbrodnia niebanalna (acz motyw stary jak świat), jej wykrycie jest dość skomplikowane. Zwody, fałszywe alibi, przecieki, wieczne zagrożenie życia tych dobrych i bezkarność tych złych... Czyta się z zainteresowaniem.

Do tego spodobał mi się sposób na skłonienie odbiorcy do kibicowania Harry'emu — szef obiecuje mu, że jeśli ta sprawa zakończy się sukcesem, będzie mógł zająć się gwałtem na jego siostrze. Umorzonym, bo dziewczyna jest upośledzona i może to wszystko sobie zmyśliła. Mocny bodziec.

W ogóle w książce nie brakuje wątków seksualnych — wiadomo, jaką reputację ma Tajlandia. Ale tego, że Europejczycy popełniający tam przestępstwa na ogół wracają do własnych krajów, gdzie nikt ich nie straszy więzieniem, to już nie wiedziałam. Do tego w samochodzie martwego ambasadora znajduje się walizka ze zdjęciami pedofilskimi, a ten motyw przewija się jeszcze później.

Zasadniczo podobał mi się sposób podsuwania czytelnikowi kluczowych informacji — ładnie wplecione w treść, rozrzucone po całej książce. Ale nie chce mi się wierzyć, że dla Tajów wszyscy Europejczycy wyglądają tak samo. Przecież mamy blondynów, brunetów i rudych, błękitno- i piwnookich, wąsatych i brodatych, krępych i wysokich... To Azjaci w danym kraju mają jednostajne karnacje, sylwetki a nawet fryzury.

Dziwi mnie również, że technicy tak niewiele znaleźli na garniturze pierwszej ofiary.

Nie bardzo widzę związek między treścią a tytułem. OK, Harry kilkakrotnie widzi karaluchy, można chcieć wytępić pedofilów i innych zboczeńców, ale to trochę za mało, IMO, żeby po latach przypomnieć sobie, o co chodziło w tej akurat powieści.

Pod względem językowym nie mam większych zarzutów — jedna literówka i to by było na tyle.

środa, 2 stycznia 2019

"Więcej krwi" — mniej kryminału

Tytuł:           Więcej krwi             
Tytuł oryginału: Mere Blod               
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2015                    

Drugi tom cyklu, szkoda, że na okładce nie znalazło się miejsce dla tej informacji. Krótka książka, a w niej wyjątkowo mało kryminału, nawet zaryzykowałabym twierdzenie, że to obyczajówka. Liczba trupów znikoma, ale i właściwie chodzi o to, żeby nie padały — bohater mocno podpadł szefowi gangu i teraz ukrywa się gdzieś za kołem podbiegunowym przed zemstą.

Dość powoli wyjaśnia się, o co chodzi. Najpierw protagonista, Jon podający się za Ulfa, przyjeżdża autobusem w środku nocy, chociaż widać słońce. Rozmawia z napotkanymi osobami, przyjmuje ich pomoc... Dopiero o wiele później dowiadujemy się, przed kim ucieka i co takiego zrobił. A jeszcze później facet się zakochuje i już w ogóle robi się za słodko jak na kryminał.

No dobrze — zimna Skandynawia, więc i romans nie jest płomienny. To na plus. Oczywiście, Jonowi-Ulfowi ciągle zagraża niebezpieczeństwo. Wkurzony szef handlujący narkotykami to nie jest wróg, jakiego chciałoby się mieć za plecami. Ta niepewność również pomaga książce.

Bohaterowie nieźle zbudowani, chociaż pewnie coś tracę, bo jak się okazało — to kontynuacja "Krwi na śniegu", której jeszcze nie czytałam. Prawdopodobnie powinnam być już wstępnie związana emocjonalnie z protagonistą.

Fabuła bez szału (niektóre zwroty akcji łatwe do przewidzenia), ale i się nie nudziłam podczas lektury. Dobrze życzyłam Jonowi-Ulfowi, więc jakoś tam zaangażowałam się w jego historię. Acz ten Autor potrafi pisać lepiej.

Ciekawie odmalowane życie poza kręgiem polarnym, chociaż akcja trwa dość krótko, więc dostajemy tylko wycinek obrazu. W końcu słońce w ogóle nie zachodzi...

Pod względem językowym bardzo dobrze — nie pamiętam żadnych wpadek.

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Pentagram" — dobry kryminał

Tytuł:           Pentagram               
Tytuł oryginału: Marekors                
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  2003                    

Piąta część cyklu o Harrym Hole. Ciekawie skonstruowany kryminał, czytałam z zainteresowaniem.

Nawet nie przeszkadzały mi szczegóły dotyczące prywatnego życia detektywa. Jeśli to prywatne życie nagle staje się zakładnikiem, to zrozumiałe jest, że najpierw trzeba je było opisać, aby się czytelnik mógł przywiązać do znajomych Harry'ego.

Podobał mi się również pomysł zbrodniarza na pozostanie niewidocznym, a skutecznym. Genialny w swojej prostocie. I to, że w książce występuje niejeden zły człowiek.

Fabuła dobrze poprowadzona. Nie brakuje zwrotów akcji i drobnych zaskoczeń. Czytelnik niby coś tam wie od samego początku, ale tożsamość i motywacja głównego zbrodniarza pozostaje tajemnicą. Niby o tych trikach już się coś słyszało, a jednak rozwiązanie zaskoczyło. Nawet znalazło się miejsce na delikatną klamerkę. I jeszcze został jakiś cliffhanger — czy Hole w kolejnym tomie nadal będzie policjantem?

Ładne uwagi poboczne — o murarzach, nietypowych zaprawach i ścianach starych budynków.

Mniej przypadli mi do gustu policjanci, którzy nie wiedzą bardzo prostych rzeczy. Żeby niemal nikt nie miał pojęcia, czym jest "pentagram" i żeby musieli pytać o to specjalistów? Nie mówię o symbolice, ale sama nazwa kształtu chyba nie jest wiedzą tajemną.

I jakoś bardzo trudno było mi uwierzyć w utrzymujące się co najmniej dwa tygodnie upały w Oslo. No bez przesady, tak miło i ciepło to nawet u nas rzadko bywa. Chyba że Norwegowie za "upał" uważają temperaturę powyżej 20 stopni. ;-) Ale straszliwy żar jest podkreślany na każdym kroku. Aż, biedactwa, do sklepu muszą chodzić w kostiumach kąpielowych, a po domu nawet bez tego. No, jakoś mnie bawiły te ich kłopoty.

Nie mam zastrzeżeń do języka.

sobota, 30 kwietnia 2016

"Człowiek nietoperz" — początek serii

Tytuł:           Człowiek nietoperz      
Tytuł oryginału: Flaggermusmannen        
Tom              I                       
Autor:           Jo Nesbø                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok 1. wydania:  1997                    

Pierwsza część cyklu z Harrym Hole. W tym tomie norweski policjant odwiedza Australię, aby odnaleźć mordercę swojej rodaczki. Jak to bywa u skandynawskich autorów, człowiek prowadzący śledztwo bynajmniej nie jest ze spiżu — ma sporo wad, czyniących go bardzo ludzkim.

Przez dużą część powieści wydawało mi się, że jak na kryminał, książka zbyt często opowiada o seksie. W końcu, czy detektyw nie powinien bardziej koncentrować się na poszukiwaniu zbrodniarza niż na podrywie? Ale pod koniec zaczęło się okazywać, że być może to wszystko miało sens. Wszak morderca zwykł również gwałcić swoje ofiary...

Książkę urozmaicają opowieści z folkloru Aborygenów. Ciekawe, czy Autor sam je wymyślił, czy też korzystał z oryginalnych podań. Mam nadzieję, że to drugie. Jak by nie było —ten element wprowadza niepowtarzalny klimat.

Niektóre rozwiązania fabularne wydawały mi się lekko naciągane (nie no, człowiek nie powinien drugi raz z rzędu popełniać tego samego błędu, gliniarzy obowiązują jakieś procedury), a coś tam udaje się łatwo przewidzieć, ale ogólnie lekturę uważam za satysfakcjonującą. A podobno pierwszy tom jest stosunkowo słaby, bo Nesbø się dopiero rozkręcał.

Do języka nie mam większych zarzutów, acz w jednym momencie ze zdania wynikało, że kobieta pogłaskała szlafrok po włosach.