czwartek, 25 lutego 2016

"Zagadki medyczne" — zbiór niecodziennych dolegliwości

Tytuł:           Zagadki medyczne                    
Tytuł oryginału: Das Mädchen mit den zwei Blutgruppen
Autor:           Martina Frei                        
Wydawnictwo:     Carta Blanca                        
Rok 1. wydania:  2010                                

Tytuł nijak ma się do treści, bo zagadek w książce nie uświadczysz. Podtytuł "Czy można się wyleczyć z alergii na męża?" nieco więcej mówi o zawartości — dzieło stanowi zbiór niezwykłych przypadków w historii medycyny: wspomniana alergia na współmałżonka, zatrucie spowodowane zarysowanym sztucznym biodrem, zgwałcenie przez buhaja, pylica wywołana przez nadmuchiwanie tysięcy baloników i dziesiątki innych.

Książka nie wymaga zaawansowanej wiedzy medycznej. Wykorzystywany język jest bardzo przystępny, autorka jakoś obywa się bez specjalistycznych terminów. Opisuje poszczególne przypadki krótko, rzadko któremu poświęca więcej niż dwie strony.

Czyta się przyjemnie, ale raczej nie polecałabym hipochondrykom — tyle nowych zagrożeń... Człowiek nigdzie nie może poczuć się bezpiecznie; wróg czyha w pracy, w domu, nawet we własnym organizmie może się przyczaić.

Nieco raziło mnie skrzywienie geograficzne. Martina Frei opisuje — co zrozumiałe — mnóstwo niemieckich i szwajcarskich chorych. Trafiają się również Amerykanie, Brytyjczycy, Australijczycy, Francuzi... Tylko Słowianie wydają mi się niedoreprezentowani.

Raczej nie zapamiętam historii wielu niezwykłych pacjentów, ale przynajmniej będę wiedzieć, gdzie mogę poszukać ich opisów.

czwartek, 18 lutego 2016

"Całe zdanie nieboszczyka" — ironiczny język

Tytuł:          Całe zdanie nieboszczyka
Autor:          Joanna Chmielewska      
Wydawnictwo:    Kobra                   
Rok 1. wydania: 1972                    

Nie pamiętam, kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy, ale chyba w dzieciństwie. Fabuła owszem, ciekawa, pełna niezwykłych zbiegów okoliczności, ucieczek, pościgów i... blondynów. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie język. Może jeszcze nie aż tak zabawny jak w "Lesiu", ale już pełen ironicznego humoru, za który od lat uwielbiam Autorkę. No i dopracowany, jak rzadko bywają współczesne książki — bez literówek i innych błędzików.

Powieść czytana po niemal połowie wieku od powstania wydaje się odrobinę nadmiernie wychwalać miniony ustrój. Mam nadzieję, że Chmielewska w jakiś tam sposób została zmuszona do wypisywania tych rzeczy, nie robiła tego z własnej nieprzymuszonej woli. Przecież — jak miejsca akcji sugerują — musiała już na własne oczy oglądać Europę Zachodnią.

Podobał mi się sposób wykorzystania w praktyce kierunku studiów Autorki, nauki nijak z literaturą nie związanej. A jednak... Nigdy nie wiadomo, kiedy człowiekowi może się przydać grubość muru wieży zamkowej. W życiu bym nie pomyślała, że aż tak potężnej warstwy kamieni potrzeba, by utrzymać budowlę...

Gdy czytałam książkę po raz pierwszy, miałam poważny problem z odgadnięciem, o co chodzi z Diabłem. Otóż to partner narratorki, którego poznała w wydanej kilka lat wcześniej powieści, "Wszyscy jesteśmy podejrzani".

Wydawca uznał dzieło za kryminał. Jeśli słusznie, to na pewno mamy do czynienia z nietypowym przedstawicielem gatunku. Owszem, są zbrodnie, lecz narratorką jest ofiara. Raczej zaliczyłabym książkę do obyczajówek, ale pewnie fachowcy wiedzą lepiej.

Lektura lekka, łatwa i nadzwyczaj przyjemna.

sobota, 13 lutego 2016

"Literatura i malarstwo" — raczej dla dzieci

Tytuł:          Literatura i malarstwo. Korespondencja sztuk
Autor:          Alina Biała                                 
Wydawnictwo:    Wydawnictwo Szkolne PWN                     
Rok 1. wydania: 2009                                        

Książka mnie rozczarowała. Spodziewałam się rysu historycznego ukazującego, jak wydarzenia lub dzieła w jednej dziedzinie sztuki wpływają na inne, w jaki sposób dochodzi do przełomów czy powstania nowych nurtów. Zamiast tego dostałam zbiór zestawień obraz + tekst poświęconych tej samej tematyce. Niekiedy obraz stawał się inspiracją do napisania wiersza albo na odwrót.

Ot, Sienkiewicz pisał o Krzyżakach i bitwie pod Grunwaldem, Matejko to namalował. Ale gdzie obiecywane na okładce "Fragmenty dzieł pióra i dzieł pędzla — nawiązujące do siebie, komentujące się, uzupełniające czy polemizujące ze sobą"? Czy jeśli jakaś postać historyczna w jednej pracy jest blondynem, a w drugiej brunetem, to już polemika?

Książka została podzielona na kilkanaście rozdziałów tematycznych: "Narodziny", "Oblicza Adama", "Ewa" itd. W ramach każdego rozdziału mamy omówienia kilku par obraz + tekst.

Typowy podrozdział zawiera krótki wstęp, kilka cytatów na temat danego obrazu wyciętych z książek poświęconych malarstwu, reprodukcję płótna, notkę biograficzną (kilkanaście słów) twórcy, jego podobiznę (zwykle autoportret). Jeżeli jeden artysta pojawia się w wielu miejscach książki, notatka za każdym razem jest identyczna. Mnie było trochę żal drzew, które poświęcono na powielanie tych samych informacji. Później następuje część literacka — cytat z wybranego tekstu i notka biograficzna pisarza (ze zdjęciem). Podrozdział zamyka podsumowanie — kilkuzdaniowa analiza fragmentu, wrażenia Autorki z kontaktu z dziełami sztuki, często w towarzystwie pytań do czytelnika.

We wszystkim tym uwagę zwraca żałośnie mały udział osoby podpisanej na okładce. OK, doceniam wybór tekstów — trzeba było przeczytać tysiące książek, żeby znaleźć tę setkę czy dwie odpowiadające obrazom. Ale wstęp i zakończenie każdego podrozdziału sprawiają wrażenie pisanych przez maturzystę. Owszem, piątkowego — zdania okrągłe, poprawne, wykorzystujące wszystkie słowa wysoko punktowane na tekstach. Tylko informacji niosą niewiele.

W ogóle nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że książka powstała z myślą o dzieciach. Pytania na końcu poszczególnych cząstek jako żywo przypominają te z podręczników: "Co stanowi realistyczny, doczesny wymiar ukazanej sceny, a co ponadludzką, mistyczną płaszczyznę dzieła La Toura?", "W czym tkwi symbolika realistycznego obrazu? Jakie treści autor dzięki niej wyraził?"... Wrażenie to pogłębiają co "trudniejsze" terminy wyjaśnione na marginesach — ugier, kontusz, czeluść... Naprawdę trzeba tłumaczyć takie słowa ludziom na tyle dużym, aby zainteresować się sztuką? Chociaż z drugiej strony... Niektóre tematy, na przykład pojedynek Apollina i Marcjasza, chyba można dzieciom darować.

piątek, 5 lutego 2016

"Sekretne zapiski Agaty Christie" — jak myślała Królowa Kryminału

Tytuł:           Sekretne zapiski Agaty Christie   
Tytuł oryginału: Agatha Christie's Secret Notebooks
Autor:           John Curran                       
Wydawnictwo:     Wydawnictwo Dolnośląskie          
Rok 1. wydania:  2009                              

Autor analizuje kilkadziesiąt notatników pozostawionych przez Agatę Christie. Świat mógł ujrzeć te bruliony stosunkowo niedawno, po śmierci jedynej córki pisarki.

Curran koncentruje się głównie na notatkach do kryminałów, ale niekiedy wspomina również o innych zapisach. Książka została podzielone na rozdziały tematyczne; morderstwa według dziecięcej rymowanki, na wakacjach, za granicą... Podrozdziały poświęcone są poszczególnym opowieściom.

Typowy podrozdział zaczyna się od tytułu i daty wydania dzieła Agaty Christie. Później następuje kilkulinijkowe streszczenie (jeszcze bez zdradzania, kto zabił), a wreszcie historia powstania danego tekstu ilustrowana notatkami pisarki (bardzo skrótowymi — lepiej orientować się w treści i pamiętać bohaterów). Niekiedy ocalałe zapiski pozwalają na śledzenie ewolucji koncepcji.

Dla mnie największą atrakcję stanowiła szansa obserwowania, jak myślała genialna Królowa Kryminału, jak zmieniały się wizje zbrodni. Bardzo spodobało mi się, że czasami nawet Agata Christie nie wiedziała od samego początku, kto jest mordercą. W takiej sytuacji nic dziwnego, że trudno wskazać oczywistego kandydata na zbrodniarza, a wiele osób ma motyw i okazję.

Oprócz omówienia wielu (acz nie wszystkich) dzieł pisarki, książka zawiera reprodukcje wybranych stron notatników (oj, charakter pisma to Królowa miała nieszczególny), zdjęć Agaty Christie oraz dwa dotąd niepublikowane opowiadania z Herculesem Poirotem w roli głównej, w tym alternatywną wersję jednej z jego dwunastu prac — "Pojmania Cerbera".

sobota, 30 stycznia 2016

"Genezis" — imiona brzemienne symbolizmem

Tytuł:           Genezis        
Tytuł oryginału: Genesis        
Autor:           Bernard Beckett
Wydawnictwo:     Zysk i S-ka    
Rok 1. wydania:  2006           

Uderzył mnie głęboki symbolizm imion, aż ciężkich od rozmaitych konotacji: Anaksymandra, Perykles, Adam, Art... Co wspólnego ma młoda bohaterka z jońskim filozofem przyrody, który zainteresował się bezkresem i nadał nowe znaczenie terminowi "arche"?

Interesujące, że książka zdobywała nagrody w kategoriach literatury dla dzieci i młodzieży. Ileż ci ludzie wynieśli z lektury? Ale może takie podejście ma sens — dajmy dziecku powieść bogatą w podteksty, znaczenia i problemy filozoficzne, niech sobie latami fermentują w młodym mózgu...

Lubię i szanuję cywilizację starożytnej Grecji, więc z czystym sumieniem daję dodatkowy plus za czerpanie z niej garściami. Uch, zawsze wiedziałam, że nie chciałabym żyć w państwie wymyślonym przez Platona. Zderzenie antyku z robotami wydaje mi się odważne, lecz rezultaty nie rozczarowały.

W pierwszej warstwie fabularnej właściwie niewiele się dzieje — ot. zdaje sobie dziewczyna długi egzamin wstępny do Akademii. Ale, przy okazji odpowiadania na pytania komisji, czytelnik dowiaduje się bardzo wiele, wystarczająco, aby wyrobić sobie opinię o uczestnikach zdarzeń, komuś kibicować, kogoś nie lubić... Uważam, że to bardzo interesujący zabieg — pozwala Autorowi na dowolnie szczegółowe opisy powieściowego świata, które w innych warunkach wyglądałyby sztucznie.

Może to zbyt daleko posunięte spekulacje, lecz wydaje mi się, że książka Becketta mówi ciekawe rzeczy o Nowozelandczykach — narodzie mieszkającym na pięknej wyspie, gospodarce pod wieloma względami godnej zazdrości.

Całość szybko się czyta, ale potrafi skłonić do refleksji, można się długo zastanawiać nad niektórymi kwestiami etycznymi. 

Zgrzytało mi tylko nazywanie "androidem" robota poruszającego się na gąsienicach. Jednak całkiem inaczej rozumiem to słowo.