poniedziałek, 10 lipca 2023

"Trzy stygmany Palmera Eldritcha" — SF z narkotykami

Tytuł:           Trzy stygmaty Palmera Eldritcha      
Tytuł oryginału: The Three Stigmata of Palmer Eldritch
Autor:           Philip K. Dick                       
Tłumacz:         Zbigniew Królicki                    
Wydawnictwo:     REBIS                                
Rok 1. wydania:  1965                                 

Interesująca mieszanka — nawiązania religijne widać już po tytule, ale w środku jest ich o wiele więcej. Do tego mnóstwo narkotyków (cóż, na tym Autor się znał), jasnowidzenie i trochę futurystycznej SF. No i Palmer Eldritch, nie zapominajmy o tytułowym bohaterze. A trudno orzec, kim lub czym on jest.

Nie do końca przekonało mnie światotwórstwo. Bez zastrzeżeń wierzę w ocieplenie klimatyczne (upalny mamy lipiec, nieprawdaż?), ale nie kupuję wysyłania kolonistów na różne planety pod przymusem, na niemal pewną śmierć, a potem dostarczanie im głównie lalek i narkotyków. Transport kosmiczny zbyt wiele kosztuje, żeby bawić się w takie rzeczy.

Coś mi się również nie zgadza z jasnowidzami. Jeśli czerpią wiedzę z nagłówków przyszłych gazet, to dlaczego nie prowadzą dzienników, w których notowaliby to, co dla nich najważniejsze? Bo poleganie na mediach wydaje mi się ryzykowne. Weźmy chociażby paski w dwóch największych stacjach telewizyjnych — kto chciałby podejmować ważną decyzję w interesach, bazując na takich źródłach? A sobie chyba można zaufać.

Za to koncepcja, żeby narkotyczny trip zakotwiczać w lalkach (wzorowanych na barbie) przemawia do mojej wyobraźni. I każdy przemysł zacierałby łapki, gdyby udało mu się skłonić dorosłych ludzi do masowego kupowania lalkom mebelków, samochodzików, ubranek, sprzętu AGD... Wpływ na moralność też bardzo ciekawy. Ogólnie — ta książka może skłaniać do refleksji.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

sobota, 8 lipca 2023

"Paragraf 148" — kryminiał z Płocka

Tytuł:          Paragraf 148     
Autor:          Jacek Ostrowski  
Wydawnictwo:    Skarpa Warszawska
Rok 1. wydania: 2018             

Początek serii o mecenas Zuzie Lewandowskiej. Akcja toczy się w czasach PRL-u, w Płocku. Ktoś próbuje wrabiać pewną kobietę w zamordowanie ukochanego męża i jego sekretarki. Podejrzana zostaje bardzo szybko aresztowana, a brutalnie zamordowanych trupów przybywa... Mimo to milicja nie wierzy w jej niewinność i chce sobie poprawić statystyki.

Gliniarze (a zwłaszcza ten jeden podejmujący kluczowe decyzje) są tacy karykaturalnie głupi, że aż nieprzyjemnie się o nich czytało. Normalnie jak z dowcipów (wliczając nowatorską ortografię). Naprawdę śledztwa dotyczące morderstw dostawali tacy idioci? Sprawą musi więc zająć się obrończyni oskarżonej. Pomaga jej — o dziwo — prokurator. A może wcale nie pomaga?

Niektóre rzeczy mnie irytowały (durnota milicji, fochy i kaprysy bohaterki — czemu nie poprosiła o ochronę?), ale za to rozwiązanie zagadki mi się spodobało. Zaskakujące, chociaż wcześniej padały jakieś podpowiedzi, nie wzięło się znikąd.

Rozbawiło mnie, że jeden z komunistycznych prokuratorów odgrywających znaczącą rolę w powieści nosi nazwisko "Piotrowicz". I nie jest to świetlana postać. Pszipadek? Nie sądzę, W końcu "Lewandowska" to nazwisko bardzo popularne, ale dla odmiany budzące raczej pozytywne skojarzenia.

Wątek okropnie przeklinającej papugi też zabawny i też przypomina stare dowcipy, jeszcze z dzieciństwa

. Nie wiem, czy to już nie przesada.

Nie zauważyłam wpadek językowych.

wtorek, 4 lipca 2023

"Matematyka. 50 idei, które powinieneś znać"

Tytuł:           Matematyka. 50 idei, które powinieneś znać   
Tytuł oryginału: 50 Mathematical Ideas you Really Need to Know
Autor:           Tony Crilly                                  
Tłumacz:         Wiktor Bartol                                
Wydawnictwo:     Wydawnictwo PWN                              
Rok 1. wydania:  2007                                         

Jak obiecują tytuł i podtytuł — to przegląd najważniejszych koncepcji w historii matematyki. Uszeregowane chyba od najbardziej podstawowych do najbardziej skomplikowanych (od zera do hipotezy Riemanna), więc wypada z grubsza chronologicznie. Ale tylko z grubsza — Wielkie Twierdzenie Fermata uplasowało się na czterdziestej dziewiątej pozycji.

Każda idea dostaje pięć lub sześć stron. Krótki wstęp wyjaśniający, że ten pomysł naprawdę był ważny i potrzebny, potem trochę historii, omówienie wybranych zagadnień związanych z danym tematem. Na dole pierwszej parzystej strony rozdziału i Autor zamieścił oś czasu, na której zaznaczono kilka kluczowych punktów. Na samym końcu “teoria w pigułce”, czyli hasłowe streszczenie rozdziału.

O większości pojęć co najmniej słyszałam, tylko rozdział poświęcony geometrii dyskretnej stanowił nowość. Grafy okazały się bardziej złożony, niż mi to mówiono w podstawówce. Niektóre kwestie, jak genetyka czy względność nieco zaskakują w książce o matematyce. Oczywiście, że matematyka jest w nich niezbędna, ale to nie jest pierwsza dziedzina, która przychodzi do głowy.

Lekturę uważam za pożyteczną. Czegoś tam się dowiedziałam, reszta pozwoliła uporządkować wiedzę, spojrzeć na zagadnienie z nieco innego punktu…

Dużo rysunków, przeważnie wciśniętych na marginesy. Wszystkie czarno-białe, bardzo rzadko zdarzają się fotografie. Bo i nie o zdjęcia w matematyce chodzi. Na końcu książki zamieszczono słowniczek oraz indeks.

Pod względem językowym całkiem przyzwoicie, tylko na stronie 95 chochlik namieszał i znaki “należy do zbioru” i “nie należy do zbioru” wyglądają identycznie.

sobota, 1 lipca 2023

"Wezwijcie moje dzieci" — domknięcie wątków

Tytuł:          Wezwijcie moje dzieci
Autor:          Marta Krajewska      
Tom:            3                    
Wydawnictwo:    Genius Creations     
Rok 1. wydania: 2021                 

Zakończenie trylogii, wszystkie wątki — ludzkie i boskie — zostają ostatecznie domknięte. Wreszcie czytelnik ma poczucie, że historia dobiegła do mety.

Ten tom różni się od poprzednich — akcja rozgrywa się o pokolenie później. Wenda czuje się stara i zmęczona, tu coś boli, uroda już nie ta... Po wiosce biegają dorastające dzieci bohaterów z dwóch poprzednich części. Tyle trzeba było czasu, żeby wszystkie przepowiednie mogły się spełnić.

Fabuła należycie trzyma w napięciu, bo przepowiednie zgadzają się co do jednego — wiosce zagraża straszne niebezpieczeństwo ze strony wilkarów. Wiadomo, że ludzie (i nie tylko) przygotowują się do niego od wielu lat. Ale skądinąd wiadomo również, że nigdy wszystko nie idzie zgodnie z planem... Twist pod koniec spełnił swoją rolę, zaskoczył.

Trochę irytowało mnie podejście do nastolatków, zwłaszcza do córki chmurnika. OK, można dzieciom nie mówić wszystkiego, ale szkolenia sprowadzające się do kilkuzdaniowej instrukcji to przesada. Pofruwaj sobie i sama się domyśl, jak kontrolować chmury. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć. No to lecę, pa! A potem wielkie zdziwienie, że coś poszło nie tak...

Mam jeszcze jedną wątpliwość, ale jej wyjawienie grozi spoilerami, więc się powstrzymam.

Ogólnie, książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Jak to fantasy, szczególnie w znaczącej częsci o nastolatkach.

Nie zauważyłam usterek językowych.

środa, 28 czerwca 2023

"Łaskun" — Lipowo, kolejna rzeź

Tytuł:          Łaskun            
Autor:          Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo:    Prószyński i S-ka 
Rok 1. wydania: 2016              

Szósty tom cyklu o Lipowie. Po okolicy grasuje kolejny morderca, który nie przebiera w środkach. Nie mogę wyjść z podziwu, że tam jeszcze ktokolwiek mieszka. Jeśli do tej pory nie został zamordowany, powinien uciekać jak najdalej. A jeśli tego nie zrobił, to wygląda podejrzanie, bo najprawdopodobniej sam jest zbrodniarzem.

Na wstępie ktoś odkrywa zwłoki emerytowanego sędziego. Zwłoki są w bardzo złym stanie. To znaczy głowa, bo napoczęły ją robaki. Korpus, do którego została przymocowana, należał do nieznanej chwilowo kobiety i wygląda na świeższy. Nie pamiętam, do kogo należały kończyny, ale i one nie zostały połączone z korpusem przez naturę. Całość tworzy groteskową kukłę w białej sukience i rudej peruce.

Podejrzanych mnóstwo, połowa postaci wydaje się mieć okazję lub motyw. A do tego dochodzą inne wątki — machlojki w nocnym klubie, egzotyczne trucizny, mafijne biznesy... Intryga tak skomplikowana, że różne plany różnych ludzi zderzają się ze sobą, tworząc niemal komedię omyłek. Tylko że w rezultacie dostajemy pokot trupów zamiast salw śmiechu.

W ogóle postaci multum, dość długo potrwało, zanim jako tako przyzwyczaiłam się do wszystkich i przestałam się zastanawiać na początku każdego rozdziału, o kim właściwie w tej chwili czytam.

Mimo to czytało się szybko, chociaż moje zawieszenie niewiary trzeszczało niemiłosiernie. Każdą rzecz z osobna mogę łyknąć, ale kumulacja ich wszystkich dookoła jednej komendy mnie przerasta. Chyba Sherlock Holmes nie potykał się o zwłoki równie często, jak prosty posterunkowy z Lipowa.

Nie zauważyłam usterek językowych. A może były, ale ich nie zapamiętałam, a warunki nie sprzyjały notowaniu...